Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 minuty na refleksję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 minuty na refleksję. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 listopada 2017

Fit czy kit?


Pixabay


Stoję w kolejce w aptece, rozglądam się po regałach i czytam o kolejnych atakach grypy... Nagle w kącie pola widzenia dostrzegam znajomą twarz. Oglądam się dyskretnie by nie wywołać dziwnych podejrzeń i moim oczom ukazuje się Ewa Chodakowska! 

Wypchnąłem klatę do przodu, kaloryfer podniosłem z kolan i myślę sobie... Długo kurna na bezdechu nie wytrzymam! 
Spoglądam jeszcze raz i cała magia prysła, to kartonowa reklama Pani Ewy! 
Mogę wrócić do poprzedniego stanu i zaczerpnąć powietrza. Kupiłem co chciałem i wychodząc obciąłem wzrokiem Panią Chodakowską jak komornik telewizor. 

Taka myśl mi się natknęła i od razu tłumaczę. Nie jestem wrogiem fit i naprawdę szanuje wysiłek Pani Ewy i innych jej podobnych. Mi się nie chce i dupa z tego powodu mnie nie boli. Ale proszę was kochani, czy tak wygląda prawdziwe życie?! 

Drogie Panie, to zwłaszcza was się dotyczy, ja naprawdę rozumiem że każda z was chce być od dziecka podziwiana, ważna dla kogoś, kochana itd. Ale czy tak wygląda prawdziwe życie?!  Czy ludzie z bilbordów, wystaw galerii handlowych, reklam i gazet wyglądają tak na co dzień? Pomijam retusze i inne ulepszacze. Przecież świat gdzie wstaje się do roboty, płaci rachunki, odrabia z dziećmi lekcje, po raz kolejny prosi męża by układał po sobie ubranie nie ma wiele wspólnego z tym co widzimy na plakatach!

Nie dajmy się nabierać na to z dwóch powodów, jeden bardzo oczywisty to brak pogody w serDuchu. Proszę was, można nabawić się kompleksów jak się za dużo na oglądamy kolorowej prasy. Mężczyzn boli jak ktoś ma szybsze auto albo większy tv. 
Po drugie, jak się mocno wkręcę w ten obłęd to tracę kasę, czas i energię a i tak zawsze wybiorą młodszą... Nie bierzmy w tym udziału bo to pogoń za króliczkiem, wyścig bez mety. 

Zadanie terapeutyczne, wychodzisz z domu i po napotkaniu bilbordu z kaloryferem w miejscu brzucha pokazujesz środkowy palec i mówisz Fuck Off !!! Nie dlatego że boli dupa, ale dlatego że od dziś mam dystans do siebie. 

Miłego kochani, SB 

sobota, 21 października 2017

Tato a wiesz co...

Pixabay


Robię stół, taki duży drewniany stół. Zostało mi trochę materiału z dachu i kilka ponad 30-sto letnich desek. Konstrukcja gotowa, szlifuje blat. Przychodzi do zakurzonego garażu moja córka. Wiem to bo z pod dźwięku radia i szlifierki słyszę dość wysokie: Tato! Tato!
Myślałem jak to z ignoruje to da mi dokończyć bo jestem w transie.
Młoda jednak nie odpuszcza... Tato! Tato!

Wyłączam narzędzie, ściszam radio i pytam o co chodzi.

- A wiesz, w szkole jeden chłopak mnie zaczepia i mówi do mnie tak i tak...

Hmmm, pomyślałem. Poważniejsza sprawa, nie spławie jej bo może przestanie chodzić do mnie po rady. Jako samiec alfa, w sumie jako jedyny samiec w tej pięcioosobowej rodzinie stanę na wysokości zadania. Otrzepałem się z kurzu, usiadłem i tłumaczę jej.

- Nie przejmuj się, to najlepszy sposób, zignoruj go a jak będzie za dużo to sobie nie daj.
Mówię tak jeszcze chwilkę po czym córka mi przerywa.

-Ale tato, po co ty mi to wszystko mówisz? Ja to wszystko wiem! Ja się wcale tym nie przejmuję! Tak Ci po prostu to mówię.
Po czym obróciła się na pięcie i wyszła z garażu do własnej zabawy.

Siedzę jak kołek w zakurzonym garażu, w tle słychać radio a w mojej głowie myśl:
-Oho, córka mi dorasta, zaczyna mówić po to by powiedzieć...

To nas kochani różni. Mężczyzna mówi by informować, dlatego statystycznie mówi mniej. Ze swej natury też chce rozwiązywać trudności. Od dziecka psujemy zabawki po to by je naprawiać a nie psuć. Dziewczynka lalkę przytula a chłopak jest ciekaw jak ma zamontowane oczka, że zamykają się kiedy ją kładzie...

Panowie, to jest dla nas jedno z największych wyzwań, coś czego nie rozumiemy. Wysłuchać, przytulić i powiedzieć będzie dobrze.
Panie, zrozumcie też że przeciętny facet nie mówi o wszystkim bo ma coś do ukrycia. Mówi tylko o rzeczach dla niego ważnych.

Miłego dnia :-) SB

piątek, 25 sierpnia 2017

Respirator


Pixabay

Respirator (sztuczne płuco) – urządzenie medyczne wspomagające lub zastępujące mięśnie pacjenta w wykonywaniu pracy oddechowej.

Takie tłumaczenie dają nam internety, mi natomiast chodzi bardziej o aspekt duchowy. Moja obecna sytuacja, zwłaszcza ta związana z blogiem przypomina tytułowe słowo. 
Jak wiecie ponad dwa lata temu zacząłem realizować na podstawie konkretnego planu moje największe a na pewno z pierwszej trójki marzenie, budowa domu. Ponad rok temu rozpocząłem jego samodzielną budowę by na koniec czerwca br. się wprowadzić. 

Ostatni czas upłynął mi na końcówkach prac w i na zewnątrz domu. Jeszcze trochę tego jest ale jestem już zdecydowanie bliżej mety. Jak wiecie moja żona urodziła dwie córeczki, ostatnie tygodnie ciąży spędziła w szpitalu, wszystko jest dobrze u całej trójki. Ja ten czas spędziłem z córką. Dwa te same charaktery więc iskrzyło na początku ale jest już więcej niż dobrze ;-) ostatecznie było nam to potrzebne. 

Przejdę już do konkretu, bloga trzymam trochę jakby przy respiratorze. Mało tych artykułów mimo że jak już pisze to o jakość staram się dbać. Nadmiar obowiązków sprawił że mniej pisałem a to z kolei potwierdza stare hasło że jak nie idziesz do przodu to się cofasz. 

Nie jest tak że nie mam na nic czasu, potrafię czasami (chociaż już trochę rzadziej) spędzić dwie lub trzy godziny na gapieniu się w internet. Czy spędzam ten czas konstruktywnie? Może jakież 10-30 minut, reszta to przeglądanie kolejnych zdjęć, artykułów czy czego mi tam jeszcze przeglądarka nie podsunie z tekstem pełnym nadziei, "To może Ci się podobać" ... 

To praktyka czyni mistrza, trening i sukcesywność. Kochani, z mojego krótkiego doświadczenia wiem że więcej się zdziała małą łyżką ale cały czas niż słomianym zapałem który wybucha gwałtownie ale równie szybko gaśnie. 

Przechodząc do wniosku, są w życiu rzeczy które mijają, tak już jest i tyle. Natomiast są też takie które minąć nie powinny. Tak ja mimo że czasami się zmuszam żeby coś wydukać to kiedy już pisze jestem u siebie ;-) Tylko rozum, a właściwie zasada że jestem winien dług trzeźwości który mogę spłacić tylko moim świadectwem trzyma mnie przy decyzji "Piszemy dalej" 

Bardzo dużo działo się w ostatnim czasie w moim życiu, myślałem że po wprowadzeniu się do siebie będzie więcej czasu ale okazało się że nie. Oczekiwania vs rzeczywistość... znamy to prawda? ;-) Myślę że na jesieni będzie lepiej ale jak będzie? Dowiem się za jakiś czas. 

Na chwilę obecną podejmuje plan, co rano coś pisze (albo artykuł albo książkę przed wydaniem) Dlatego sądzę że będzie tego więcej aż wskoczę na swój tor. 

Kochani są w życiu, rzeczy, sprawy które warto czasami przytrzymać przy respiratorze. Oczywiście nie mam na myśli toksycznych związków czy destrukcyjnych zachowań,  jak pisałem wcześniej, również plan B jest potrzebny w zanadrzu. 

Natomiast są wartości które zawsze trzeba utrzymywać przy życiu. Jakie? Myślę, ba jestem przekonany że kiedy w ciszy i spokoju (to bardzo ważne), być może przez kilka dni będziesz sobie zadawać to pytanie to się dowiesz. 

Nadzieja umiera ostatnia i to po niej nie ma już nic. Czasami naprawdę warto podłączyć coś do respiratora, może małżeństwo, może abstynencje i trzeźwienie, może próby odbudowy rodziny czy straconych dóbr. Może czasami masz wrażenie że lepiej nie będzie, może zrób coś inaczej niż do tej pory ale się nie poddaj, czasami bez większego wysiłku, niech respirator pracuje za Ciebie (nadzieja to duchowy respirator) ale zaczekaj po to by czasami po miesiącach lub latach powiedzieć "Było warto" Nie mówię że masz się godzić na wyzysk i poniżenie. 

Nazywajmy wszystko po polsku i pełnymi zdaniami! 
Chodzi natomiast o to że czasami trzeba do celu dotrzeć inną drogą, taką którą jeszcze nie kroczyłeś. Czasami trzeba poczekać przy respiratorze. 
Ja tak od lat traktuje moją abstynencje, "Dzisiaj nie piję, jutro nie mam zamiaru" Czas płynie sam a owoce przy okazji mojej pracy i łaski Siły Wyższej pojawiają się również jakby same. 

A ty już wiesz co jeszcze dzisiaj i może jutro przytrzymasz przy respiratorze? 

Sylwek.

piątek, 30 czerwca 2017

Droga do marzeń i cena jaką zapłaciłem

Pixabay

Będzie to pierwszy artykuł po większej przerwie których robić już nie chcę. Proszę więc o wyrozumiałość :-).

No i jest, jestem u siebie.Od tygodnia mieszkamy w wymarzonym domku. Odkąd pamiętam, zawsze chcieliśmy z żoną swój kąt. Pierwszy raz, na poważnie chcieliśmy zamieszkać pod własnym dachem tuż po ślubie. Kiedy jeszcze w miarę kontrolowałem picie. W sumie już go wtedy nie kontrolowałem ale dupą po dnie jeszcze nie jeździłem... Nie wyszło i mimo że wtedy czułem ogromny zawód to dzisiaj bez dwóch zdań wiem że tamta porażka była bardzo dobra. Widać Siła Wyższa wie co robi ;-) 


Wracając do tematu. Jak się dzisiaj czuje? Bardzo dobrze ale...
Do tego ale wrócę za chwilę. Teraz siedzę przy starym biurku które przesunąłem bliżej okna. Za nim trawnik i kilka młodych brzóz i sosen. Piszę ten tekst i myślę... jest lepiej niż sobie to wyobrażałem. Większość prac ukończona ale sporo jeszcze do zrobienia, jest naprawdę dobrze.


Powoli przyzwyczajam się do nowego miejsca chociaż pierwsze odprowadzanie do drzwi przybyłych gości było co najmniej dziwne... Tak czy siak wiem że można, że można spełniać marzenia! Oczywiście że nie wszystkie ale można! Jakieś siedem lat wstecz kiedy już nie piłem pracowałem na budowie domu jednorodzinnego na sąsiednim osiedlu. Pamiętam że podobało mi się to miejsce ale nawet bym nie wpadł na taki pomysł bym ja też tu zamieszkał.
Więc jest dobrze, jest naprawdę dobrze! Ale czy to marzenie się spełniło samo? Oczywiście że nie!


Po pierwsze, bez Bożej łaski nic bym nie zrobił a próbowałem wszystkiego by ruszyć tą budowę z miejsca w 2012 roku.
Miałem świetną pracę na etacie z której się zwolniłem by spróbować sił z własną działalnością, było nieźle ale ciągle mało, później był wyjazd za granicę i powrót do Polski. Dalej praca na własną odpowiedzialność i po dłuższym czasie kiedy szło już nieźle, było ciągle mało by ruszyć budowę z miejsca.

Moje ostatnie kilka lat życia było ustawione wyłącznie pod ten cel! Tylko i wyłącznie pod ten. I co? I dupa nic!

Dopiero kiedy byłem gotowy porzucić to marzenie w modlitwie poprosiłem Boga "jeszcze raz, jeżeli taka Twoja wola, jeżeli nie to wybij mi ten pomysł z głowy raz na zawsze" trzy miesiące później były fundamenty a dobre pół roku później zaczynałem murować ściany.
Co się stało? Dla wierzącego oczywiste działanie Siły Wyższej, dla nie wierzącego szczęśliwy przypadek. Tak bym to teraz zostawił.


Mimo że jestem z siebie teraz dumny, patrze na swoje życie i subiektywnie twierdzę wyszło mi!
Ale... tylko ja i moi bliscy wiedzą ile za to zapłaciłem. Nie w sensie pieniężnym bo to jest najmniej istotne (chociaż czasami warto i o tym pomyśleć bo może się okazać że taki domek jest w twoim zasięgu mimo że podobnie jak ja kiedyś myślisz że nie dla Ciebie ta kiełbasa ;-) ) Podpowiem tyle że przez ponad 12 lat wynajmowania mieszkania miałbym ponad połowę takiego domu (a wynajmowałem w malutkim mieście i za małą kasę)
Więc jaka jest cena duchowa?


Ostatni rok mojego życia a właściwie dwa nadają się do wycięcia z życiorysu. Każde działanie skupione na jednym celu. Ostatnie miesiące to nawet nie wiem jak mi zleciały.
Nie pamiętam kiedy byłem ostatni raz na mitingu AA. Żeby nie kontakt z wami i chociaż kilkanaście minut dziennie skupionych na rozwoju osobistym i duchowym moja abstynencja mogła by być bardzo zagrożona. Tak, nie jestem ze skały i dużo mnie nie dzieli od menela z rowu (z całym szacunkiem dla tej osoby) 


Nie czytałem prawie nic, nie wychodziliśmy na spacery ani prawie nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, nawet gdzieś bliziutko. Nie pamiętam kiedy byłem z żoną na randce (w zeszłym roku na pewno, ale czy w tym?..., jak to przeczyta to mi powie ;-) )
Bardzo mało czasu spędzałem z rodziną chociażby na rozmowach o zabawach z córką nie wspomnę. Może dzięki temu pędowi łatwiej przeżyłem pochówek Judyty martwo urodzonej córki. 


Mój wolny czas nie istniał. Kiedyś były takie chwile w moim życiu kiedy robiłem święte nic. Wsiadałem w auto i spontanicznie jechałem przed siebie. Jeździłem w jedno z moich ulubionych miejsc, na górkę papieską do Pelplina i tam sobie rozmyślałem. Nie pamiętam kiedy tam ostatnio byłem.


Program HALT poszedł w las a ja w pracy i na budowie spędzałem od 10 do 16 godzin na dobę. Wreszcie blog. Nie straciłem wemy ale trochę już dukam nad tym tekstem. Moje oczko w głowie jakim jest ta strona też zapłaciła cenę co widzę w statystykach. Jestem dobrej myśli ale to potwierdza zdanie że stać w miejscu jest tym samym co cofać się. 


Wyrzeczenie za wyrzeczeniem i kilka błędnych decyzji po drodze też padło. Na szczęście o niektóre z nich (tylko i aż o nie które z nich) jestem dziś mądrzejszy. Inne głupie decyzje powtórzę zapewne jeszcze nie raz zanim wyciągnę z nich jakieś wnioski...


Czy żałuję budowy domu? Oczywiście że nie! Wierzę że dostałem łaskę z góry, bez niej bym tego wozu nie uciągnął fizycznie i duchowo. Cieszę się kiedy rozglądam się po pokojach, cieszę się że mam swój gabinet z biurkiem przy oknie. Ale... kiedy jestem na fali, kiedy jesteś na fali powstaje pewne ryzyko.


Zaczynasz wierzyć że możesz góry przestawiać i jest to stwierdzenie oparte na konkretnych owocach. Moje wielkie ego lubi zdobywać kolejne cele które całkiem szybko zaczęły się pojawiać. Możliwość rozwoju własnej działalności (podczas budowy domu pracowałem na etacie) itd. Hmmmy myślę sobie, Sylwek, stać Cie na to, dasz radę!A jakie zrobisz wrażenie... przecież chcesz być kimś, zawsze chciałeś!


I tu wrzutka z pierwszych trzech, czterech lat abstynencji. Byłem wtedy niezwykle szczęśliwy mimo że byłem najemcą, moje auto dbało o moją kondycję fizyczną... nie miałem smartfonów ani innych gadżetów. Byłem trzeźwy i byłem niezwykle zadowolony z tego co mam.
Jeszcze raz, droga do marzeń to wspaniałe doświadczenie i zachęcam was do realizacji chociaż nie których z nich! Jednak należy pamiętać że po drodze, a właściwie na mecie, kiedy siądziesz zmęczony w fotelu ze stwierdzeniem udało się pojawia się pułapka. Błędne koło ambicji, to droga bez końca a podróżowanie ją jest bardzo kosztowne...


Ja wracam do żywych, do rodziny, do bloga, do przyjaciół z AA i nie tylko. Do wspomnianej pracy na etacie którą kiedyś miałem. Do książek, również mojej, trzeciej do wydania. Do przyjemności z nic nie robienia. A jeżeli Bóg powoła mnie jeszcze do czegoś wielkiego to wiem na co uważać :-) 


Dziękuje Jemu, dziękuje również i wam że zostaliście ze mną mimo że wiele mnie nie było. Sylwek



poniedziałek, 5 czerwca 2017

Tęsknisz za beztroskim życiem?

Pixabay


Zainspirowany emailem pewnej Pani nasunęło mi się takie porównanie które chyba już gdzieś słyszałem. Tak czy siak poczytajcie :

Często marzymy do powrotu za beztroskim dzieciństwem chociaż wiem że są tacy co woleli by o nim zapomnieć. Nie tylko o nim lubimy rozmyślać. Kiedy chodziłem do szkoły i kończyły się ferie lub długi weekend wspominałem ostatni dzień szkoły jak miło było walnąć plecak w kąt i rozpocząć czas dla siebie. Po wakacjach akurat lubiłem iść do szkoły, szpanować napakowaną i opaloną klatą przed foczkami (to już pod koniec liceum) :-D Sam się dzisiaj z tego śmieje ale wtedy mój zakuty łeb w to wierzył ;-) 

Aż się rozmarzyłem ;-) tak czy siak, kiedy dzisiaj spotyka mnie coś bardzo trudnego, wspominam czas z przed tych wydarzeń tak jakbym chciał powrócić do przytulnego i bezpiecznego kąta. Schować się przed życiem, przed trudnościami. Kiedyś miałem na to świetny sposób, nawet kilka sposobów. Dzisiaj nie korzystam z dziurawych tratw. 
Czy w ogóle beztroskie życie powróci? 

Zacznijmy od tego że nie ma beztroskiego życia, są tylko takie chwile, co nie znaczy że reszta to dno i trudności! A jak by porównać życie do morza a mnie czy Ciebie do statku?

Jesteś teraz jak statek, wypłynąłeś na głębokie morza. Być może nie byłeś przygotowany do podróży, bezkres morza Cię trochę przeraził wiec poszedłeś w alkohol, narkotyki, seks. Może w jedzenie, zakupy, pracoholizm czy inne ładzie "ratunkowe". 
Rzecz w tym że te łodzie są dziurawe i pójdziesz w nich na dno!

Marzysz o porcie z którego wypłynąłeś, cichym i bezpiecznym miejscu na długo przed burzą. Recz w tym że statki nie są stworzone po to by stać w porcie! Statki są po to by pływać, by odkrywać nowe miejsca, by pokonywać fale. 

W porcie żre je rdza, srają na nie mewy, czasami jakiś niemiecki turysta zrobi sobie z nimi zdjęcie ;-) Tak chcesz żyć?

Więc zapomnij o tym że będzie łatwo, ale wyobraź sobie co Cię czeka za horyzontem kiedy wytrzymasz pierwszy sztorm, kiedy nauczysz się pokonywać fale... 

Dobrych wiatrów kochani, dobrych wiatrów ;-) SB

poniedziałek, 27 marca 2017

Wywal śmieci


Obyś droga Pani do tego mówiła kocham cię ;-) taka dygresja :-) do rzeczy:

Dzisiaj skończyłem dzień pracy szybciej bo o 17:00 i nie ma w tym ukrytej dumy :-p
Poszliśmy z córką na plac zabaw, nie bawiłem się bo nie mieszczę się w większość machin rozrywki dostępnych na miejscu ale w miarę możliwości byłem obecny. Telefon schowany a ja zrelaksowany tak że niemal zapomniałem że tak można się czuć :-o

Wracamy, córka opowiada mi co tam w szkole i po chwili wruuuuć! Cofa się z pięć metrów i na ulicy przy krawężniku leży 2gr. :-) jaki z tego morał? Moja córka to sroka i złotówa? Nie :-) Morał z tego taki że dzieci są obecne w teraźniejszości tak że nam dorosłym trudno to ogarnąć!

Tak wiem, dorośli są zabiegani, martwią się o przyszłość swoją i dzieci, mają rachunki i pracę której nienawidzą. Ale wiecie co? Mam sporo na głowie, nawet bardzo dużo mam na głowie ale większość rzeczy w wewnątrz jej to bzdury. Tak, mam śmietnik między uszami! Nie zawsze, bo czasami nawet coś dobrego z niej wyjdzie ale jednak ;-)

Zrób tak, kiedy będziesz na spacerze to nie patrz na świat przez telefon robiąc fotki i myśląc ile będzie lajków na facebooku. Nie myśl o tym co będzie za jakiś czas, przynajmniej godzinę dziennie a zobaczysz jak wygląda świat, znajdziesz więcej skarbów niż 2gr. :-)

Uważności kochani, uważności :-)

niedziela, 26 marca 2017

Przerost formy nad treścią czyli paliwo w wyścigu szczurów


Pixabay



Ostatnio jakoś masa refleksji zaczyna mnie nachodzić. Dlaczego tak jest to napiszę w następnym artykule. Jedną z nich jest przerost formy nad treścią jaki mi czasami towarzyszy. Oczywiście nie chodzi mi o blogowanie a o życie, zwłaszcza to w sferze materialnej choć nie tylko.

Już wyjaśniam o co mi chodzi. Czasami kiedy potrzebuję coś kupić, czytam i przeglądam fora. Zdumiony jestem tym co się tam dzieje. Prawdziwe batalie "znafcuf" na tematy z każdej dziedziny,
Wszystko jedno gdzie się pójdzie zawsze są dwa obozy, widać 25letnia wojna na dobrą sprawę dwóch partii politycznych w naszym kraju udzieliła się nam wszystkim. No ale do rzeczy.

Szukam informacji na temat jaki smartfon kupić (na dobrą sprawę chciałem podobnie jak z telewizji tak też ze smartfona zrezygnować ale i praca jaką będę za chwilę wykonywał i blogowanie ułatwia mi życie więc na razie odkładam temat rozłąki z siecią)  No więc czytam i czytam i czytam i coraz mniej wiem! Poważnie, ludzie potrafią skakać sobie do gardeł z powodu jaki telefon kupić! To jest żałosne!

Możesz szukać telewizora, znajdziesz to samo, możesz pytać o sprzęt audio i też wojny między lampami a tranzystorami, między kolumnami aktywnymi i pasywnymi.
Szukasz sposobu ocieplenia domu? Styropian czy wata? Wata! krzyczy jej wyznawca, jesteś głupi odpowiada zwolennik styropianu!  Naprawdę, wszystko jedno czego szukasz w sieci trafisz na wojny. Lekarstwa, ćwiczenia, diety o polityce i wierze lepiej nie mówić ;-)

Czy to znaczy że internet jest zły? Nie!

Nożem można zabić ale też pokroić chleb na kanapki dla ukochanej osoby! Jest różnica prawda? Wszystko zależy co wybierzesz a wybierasz w każdej chwili. Kiedy się uśmiechasz mówiąc "Do widzenia, miłego dnia" lub bez słowa odwracasz się i zamykasz drzwi za sobą. Kiedy mówisz "Idź nie mam czasu" lub "Pokaż co tam masz" Wybierasz w każdej chwili, pamiętaj o tym.

Wracając do sedna tematu. Dlaczego skupiamy się na pierdach jakby były one nie wiadomo czym!? Wiesz, lubię elektronikę ale kiedy wyjdę z zadymienia nowości w stylu "musisz to mieć" to z całym szacunkiem ale koło tyłka mi lata co to za sprzęt. To dotyczy każdej dziedziny! Pewnie że warto wiedzieć tyle by nie trafić najgorzej ale ostatecznie naprawdę beznadziejne rozwiązanie nie przetrwa długo na świecie czy na rynku. Prawo dżungli zrobi swoje i dobrze.

Nie poświęcajmy tyle czasu na bzdety i piszę to chyba zwłaszcza do siebie ;-) Telefon to telefon, auto to auto a dom to w końcu cztery ściany i dach! Wiem że ktoś powie że to coś więcej. Sam tak często mówię ale powiem Ci że ostatecznie nie o tym ludzie myślą na łożu śmierci a wtedy zawsze wychodzi to co najważniejsze! Zawsze!

Masz wybór który ja teraz też podejmuję. Możesz mieć dobre auto nawet z salonu, możesz mieć niezłe wakacje raz w roku, możesz mieć najlepszy smartfon co rok lub maksymalnie co dwa. Tak, można mieć! Ale w życiu jest zawsze coś za coś. Zawsze!
Nie piję prawie osiem lat (brakuje mi miesiąc z hakiem i chyba nie palne głupoty ;-) chociaż jak zawsze staram się skupiać na dziś)

Jak obecnie żyję? Mam niezłą pracę choć zmieniam na lepszą :-) Wycofałem się też z własnej działalności jakiś czas temu ale to poruszę w innym tekście :-) Myślę że za trzy miesiące wprowadzimy się do wymarzonego domu. Nie przelewa się ale nie mogę powiedzieć że jest źle. I co? No właśnie, jestem zmęczony, nerwowy, zagoniony. Na wiele rzeczy nie mam czasu! Czy było warto? Poświęcić to w zamian za własny kąt, tak. Ale żyć tak żeby być zawsze na topie, otaczać się najnowszymi gadżetami, dobrym autem, większym domem, wakacjami w modnych miejscach, dobrymi metkami na ciuchach? NIE!!!

Pieniądz jest chciwy i gdybym nie wiedział czego mi tak naprawdę trzeba to bym wpadł do wyścigu bez mety! A skąd wiem czego tak na prawdę chcę? Kiedy w 2009 roku przestałem pić nie maiłem nic! Kompletnie! Kupę długu bez pokrycia, auto podparte kijem i związane na sznurek, telefon bez guzika w którym pisałem do żony "Haniu kocham cię" to wychodziło "Aniu kocam cie" ...

Ubierałem się w sklepach z odzieżą używaną (dziś też coś można złapać) i robiłem pizze z resztek jedzenia :-) ale byłem niezwykle szczęśliwy! Uwielbiałem w wolnym czasie a po za pracą go miałem, jechać z córką do marketu, kupić film DVD z gazety (było takie stoisko i można było wyrwać niezłe tytuły za 2, 5 maks 10zł. Wracaliśmy do domu, robiliśmy jedzenie i cieszyliśmy się prostym (nie prostackim!) życiem.

Budowa własnego domu na przdmieściu była dla mnie takim samym Sci-Fi jak rzucić alkohol, czy papierosy ale ja nie chcę tak żyć, nie chcę być na topie, nie chcę mieć super firmy, nie chcę mieć najnowszych zabawek dla dużych chłopców. To znaczy chcę! Ale nie za taką cenę jaką mam zapłacić. Wolę proste i pokorne życie :-)

Pewna przypowieść to doskonale obrazuje, nie opisze jej dokładnie ale spróbuję :-)

Pewien bardzo bogaty człowiek codziennie rano mijał rybka zwijającego sieć po połowach.
Każdego dnia ten człowiek obserwował wschód słońca nad jeziorem.
W końcu bogacz zatrzymał się i mówi tak do niego:

Gdybyś więcej pracował mógłbyś kupić drugą łódź, następnie trzecią i czwartą a jak dobrze by szło to za kilka lat stworzyłbyś cała flotę!

Po co? pyta rybak

Mógłbyś wtedy wykupić kawałek własnego portu i przyjmować więcej ryb od innych rybaków, zarabiać coraz więcej a na starość robić to co kochasz!

Ale ja już robię to co kocham. odpowiedział rybak...

Kochani, ja wysiadam z tego wagonu i wiem że nie będzie łatwo ale wysiadam :-) Miłego dnia :-)

piątek, 10 lutego 2017

W bibliotece wspomnień

Pixabay

Nasz umysł jest jak biblioteka. Pełno w nim regałów wypełnionych książkami. Książki te nie są niczym innym jak wszystkimi gatunkami literatury gdzie głównym bohaterem jest właściciel umysłu. 

W każdej książce są zapisane nasze uczucia, emocje, myśli, słowa i uczynki. Wszystko, absolutnie wszystko co przeżyłeś jest w tej bibliotece. 


Każda książka jest ważna mimo że nie każda przyjemna. Do regału "Dzieciństwo" jedni lubią zaglądać inni nie, podobnie z innymi regałami. "Praca", "Hobby" , "Religia" , "Związki i seks" , "Zdrowie" itd. 


Z doświadczenia wiem że część książek byśmy spalili a że nie idzie to usiłujemy je zakopać. 

Tak, też nie lubię oglądać horroru, thrilleru czy mocnego dramatu. 

Teraz wyobraź sobie sytuację że poruszając się po bibliotece własnego umysłu znajdujesz regał "Sukces" jest on pusty, jak się czujesz? Ja bym się poczuł co najmniej nie komfortowo... 

Wiesz jakie książki tam ułożyć? Przed wszystkim te, które chciałeś zakopać. To tam mieszczą się bezcenne tytuły.

Ktoś kto żyje w kółko z nosem w książce, jakiejkolwiek! Nie żyje wcale, ale książek się nie zakopuje a odkłada na regał, po to by od czasu do czasu do niej zajrzeć.Miłego :-) SB

środa, 1 lutego 2017

Nie stawaj tyle na palcach

Pixabay


Zanim przejdę do rzeczy przeczytaj proszę przeczytaj fragment dzienniczka św.Teresy

"(...)Przez długi czas pytałam siebie, dlaczego dobry Bóg ma swoich uprzywilejowanych, dlaczego wszystkie dusze nie otrzymują łask w równym stopniu; (...)
Jezus raczył pouczyć mnie o tej tajemnicy. Stawił mi przed oczyma księgę natury i zrozumiałam, że wszystkie kwiaty przez Niego stworzone są piękne, że przepych róży i biel Lilii nie ujmują woni małemu fiołkowi ani zachwycającej prostoty stokrotce... Zrozumiałam, że gdyby wszystkie małe kwiatki chciały być różami, natura straciłaby swą wiosenną krasę, pola nie byłyby umajone kwieciem...
Podobnie dzieje się w świecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa. Spodobało Mu się stworzyć wielkich świętych, których można porównać do Lilii i róż; lecz stworzył także tych najmniejszych, którzy winni się zadowolić, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi, by radować oczy dobrego Boga, gdy je skieruje na ziemię. Doskonałość polega na tym, by czynić Jego wolę, by być tym, czym On nas chce mieć..." 
                                                                                  św.Teresa Dzieje duszy

Jak dotarłeś do tego momentu znaczy że jest dobrze ;-) Do rzeczy, stawać na palcach, to jest coś co mi się nieustannie zdarza. Myślę że każdy mężczyzna lubi mieć władzę, kierownicze stanowisko, niezłą pensje, dobre auto. Lubimy otaczać się gadżetami i przygodą. O tak, tytuły, uznania i prestiż to jest coś co sprawia że czujemy się dobrze.
Panie mają podobnie, nade wszystko chcą być dla kogoś ważne, chcą być kochane i piękne. Od dziecka kiedy wirują w sukience chcą usłyszeć te trzy zwroty, jesteś piękna, jesteś ważna, jesteś kochana. 
Co na to świat? Oczywiście odpowiada nam. Z całym szacunkiem ale świat pierze nam głowy reklamami, możesz uważać że nie, ale to nie prawda. 
Schudnij, pofarbuj włosy, ubierz się, będziesz piękna, będziesz zauważana, będziesz pożądana. Naucz się, podejmij wyzwanie i kolejne, i następne. Kup ten telewizor, znajomi się zdziwią, twój samochód to Ty, bądź nie ugięty w sypialni. Super sylwetka na lato, egzotyczna opalenizna to jest coś czego Ci potrzeba.
W kółko i na okrągło obiecuje się stokrotce że będzie szczęśliwa dopiero kiedy stanie się różą. I wiesz co? Zdecydowana większość z nas połknęła haczyk. Ja robię to co chwilę. Wielokrotnie łapię się na tym że znowu biorę udział w wyścigu w którym nie ma mety. 
To nic złego, tylko sobie przeglądam te różności. Otóż nie do końca tylko. Te obrazy i pragnienia zapisują się w Twojej podświadomości. To właśnie głównie przez nie zaspokojenie ich czujesz się poddenerwowany, zmęczony, z frustrowany mimo że wszystko niby jest ok. Narzekanie na życie i własny los to też nic innego jak jęki polnego maku który chce być lilią. 
Na szczęście kiedy złapię się na tym, a zdarza się to zdecydowanie częściej niż kiedyś nie brnę dalej, cieszę się z tego co mam. Jak to zrobić? Przestać poddawać się sugestii. Czyli nie przeglądać neta, omijać reklamy. Nie kupować kolorowych pism, zrozumieć że więcej nie znaczy lepiej a lepiej nie znaczy szczęśliwiej. 
Po prostu popuść gumę w gaciach, rozejrzyj się i powiedz jest dobrze. Pamiętaj że na świecie są miliony, tak! MILIONY ludzi którzy chcieliby być na Twoim miejscu. Bądź kim jesteś i ciesz się tym. Oczywiście nie znaczy to że nie masz się rozwijać. Po prostu nie daj sobie wmówić że jesteś nie kompletny... 

Miłego, mleczyk ;-)

sobota, 28 stycznia 2017

Bo życie to nieustanna praca w ogrodzie


Pixabay

Moje życie przypomina sad. Sad jak wiadomo wymaga pracy. Kiedy się w nim nie pracuje zaczyna zarastać.

Ja nie dbałem o swój ogród, bałem się go. Poruszałem się tylko w kilku jego miejscach. Jak się można domyśleć tam gdzie o niego dbałem, to w miarę wyglądał. Był po zarastany, ale dało się przejść, nawet dało się zerwać kilka owoców.

Jednak tam gdzie bałem się wejść lub zwyczajnie w świecie nie chciało mi się to wyglądał jak jesień średniowiecza. Kupa psiar i badyli, chwastów i zero światła. Maskara, prawdziwy las umarłych. W końcu choroba z tego lasu zaczęła się rozwijać i rozwijać.
Stanąłem pod murem, albo się zabiorę za porządki albo resztki mojego sadu zeżre grzyb i pruchnica.

Jak się nie trudno domyśleć nie miałem bladego pojęcia od czego zacząć. Na szczęście posłuchałem kilku rad starszych ogrodników. Zabrałem się za porządki.
Sprzątanie sadu bardzo mi się podobało. Lubiłem odkrywać każde jego zakamarki, poznawać tajemnice. Lubiłem patrzeć na jego odradzające się oblicze.

Kiedyś zacząłem poruszać się pod górę, było bardzo ciężko. Wycinałem, podlewałem, nawoziłem. Poznawałem nowe rośliny. Kiedy wszedłem na szczyt szybko obróciłem się za siebie i z daleka patrząc na mój sad usiadłem na kamieniu. Pełen dumy ze swojej pracy powiedziałem : Sylwek, dobra robota.

Siedziałem tam dość długo i pewnego dnia wstałem odwracając się od zrobionego już sadu. Ku memu zdziwieniu zobaczyłem że przed mną rozciąga się ogromna dolina, zarośnięta i nie zadbana. Przeraziło mnie to i przygniotło. Poczułem się pokrzywdzony. Tyle zrobiłem, tak dobrze pracowałem i co? Kolejne lasy do czyszczenia?!

Z drugiej jednak strony, chęć przygody, poznania tego co nie znane pchnęły mnie w doline.
Było różnie, czasami lekko i przyjemnie, czasami bardzo ciężko. Wiele razy chciałem się poddać, wycofać. Ale wiedziałem że trzeba iść dalej. Czasami chciałem przyśpieszyć prace, rwałem chwasty powierzchownie nie schodząc do korzenia. Nie tędy droga, nim się oddaliłem wyrastały na nowo.

Oczywiście były też dni bez pracy, kiedy tylko cieszyłem się tym co mam. Rozglądałem się po ogrodzie pełen podziwu dla stworzenia. Czasami zaglądałem do ogrodu sąsiada, gdzie trwa była jakby bardziej zielona... Zazdrościłem, próbowałem dogonić. To na nic. Wracałem do siebie by dalej pracować.

Bywałem też pyszny, wiedziałem że jestem już doświadczonym ogrodnikiem i nie zawsze przyjmowałem rady innych. Jak wiadomo nie kończyło się to dobrze.
Pewnego dnia żona powiedziała mi że w starej części ogrodu pojawiają się chwasty. Powiedziałem jej że je jestem ogrodnikiem i ja wiem co i gdzie rośnie w moim sadzie.

Jednak po czasie dostrzegłem rozwijającą się chorobę. Wróciłem do tej części ogrodu i pełen zdziwienia zobaczyłem grzyb i pruchnicę na wypielęgnowanych kiedyś drzewkach. Posprzątałem, usiadłem na kamieniu. Z drzewka zerwałem owoc i jedząc go takie naszły mnie wnioski.

O ogród należy dbać cały czas. Mogę to akceptować lub nie, jednak taka jego natura że nie pielęgnowany zaczyna zarastać.

Warto też słuchać rad, nie tylko ogrodników. Czasami zwykły przechodzień da znać że coś się dzieje nie dobrego. Zawsze trzeba zachować czujność i pokorę.

Bywa że ogród jest w paskudnym stanie i przeraża Cię myśl o jego sprzątaniu. Pamiętaj że Twoim celem nie jest mieć doskonały ogród, Twoim celem jest być dobrym ogrodnikiem...


Chciałbym kiedyś jak św.Paweł powiedzieć: Brałem udział w dobrych zawodach...

Miłego kochani, dbajcie o wasze ogrody nie ustanie. SB

środa, 11 stycznia 2017

Wybaczenie to wybór

Pixabay


Nigdy nie będziesz gotowy do wybaczenia, nigdy nie przyjdzie taki czas. Dopiero kiedy wybaczysz, po czasie przyjdzie ukojenie. Uczucie na które tak czekasz pojawi się dopiero po wyborze, nie wcześniej. W przeciwnym razie to jak mówić, zacznę się odchudzać kiedy schudnę.
Wybaczyć nie znaczy zapomnieć, znaczy powiedzieć "To bolało i boli dziś, to było ważne ale już odpuszczam i nie wspominam przy każdej okazji" Miłego kochani :-)

wtorek, 27 grudnia 2016

Mam prawo ale czy obowiązek?


Pixabay


No właśnie, są w życiu sytuacje które wywołują w nas złość. No normalka. Czasami jest tak że to co złości mnie u kogoś bywa moją cechą. Czasami jednak są tak idiotyczne sytuacje że trudno szukać przyczyny w sobie po za tym że dana sytuacja jest po prostu kretyńska.

Kto miał do czynienia z biurokracją, z urzędami czy szpitalami ten wie że to co czasami się tam dzieje przeczy podstawowym prawom logiki! Podkreślam czasami. Na dodatek nie wiele możesz zdziałać. Takie coś może złość wywołać! Ba, takie coś może wywołać usprawiedliwioną złość! Wiesz, nie wiele rzeczy tak działa mi na nerwy jak brak jakiejkolwiek sensowności...

No więc wkurzam się na coś bo mam prawo! Wytłumaczyłem swoje stanowisko w sposób racjonalny, zostałem pokrzywdzony i mam prawo się złościć. No oczywiście że mam!
Ale warto by zadać sobie pytanie. Po co?

No bo tak, złość nie jest zła ale dość nieprzyjemna. Może nieźle nakręcić o to już dość źle. Złoszcząc się na kogoś tylko sam się krzywdzę! No bo nie inaczej! Taką złość można w sobie długo pielęgnować tym bardziej kiedy mam racje.
W takim momencie zadaj sobie absurdalne pytanie:

Mam prawo się złościć ale czy obowiązek?

No weź sobie wyobraź kogoś czy coś na co się złościsz. Pomyśl że ten ktoś każe, KAŻE!!! Ci się złościć, czuć żal i poczucie krzywdy.

Nie wiem jak ty ale ja na złość bym się nie złościł ;-) Nie znaczy nic nie robił, po prostu się nie nakręcał.
Sądzę że jak to przemyślisz to dość szybko porzucisz swoje prawa do złości ;-)

Miłego! SB

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Po raz kolejny o tym samym...

Pixabay



Witajcie kochani, przepraszam że piszę po raz kolejny o rzeczach oczywistych ale mam wrażenie że o nich zapominamy najczęściej a może tylko ja tak mam. Może ja, tylko zawsze pisze do siebie a ty to po prostu czytasz i bierzesz to co akurat chcesz... kto wie.
Dzisiaj nie będzie o tym co mi wyszło.

Wiesz, możesz wierzyć lub nie ale ja naprawdę miałbym w życiu czego żałować. Spieprzone dorastanie, rzucone studia, masa ran przyjętych i jeszcze więcej zadanych, milion pomysłów na siebie i prawie nic nie zrealizowane. Nie będę wymieniał całego syfu w którym byłem bo było o tym na blogu i w książkach. Oczywiście nie napisałem i nie napisze wszystkiego :-P pewne rzeczy nie są na forum.

Tak czy siak, było tego dużo nawet w trzeźwym już życiu. Od siedmiu lat również popełniłem masę pomylonych decyzji. Konsekwencje były różne, nieraz małe innym razem poczułem je w każdej komórce ciała i zakamarku ducha. Wiesz jak źle wbiję gwóźdź w belkę to mogę go wyrwać i wbić dobrze. Jednak dziura w drewnie już zostanie...

Mam naturę optymisty ale sądzę że dość twardo stąpającego po ziemi (to akurat proces trzeźwienia który trwa i mam nadzieje będzie trwał) Więc ze względu na naturę nie żałuje niczego, nie żałuję bo nie cierpię użalania się nad sobą. To nie poczucie winy, ono bywa nawet kojące bo daje czasami poczucie sprawiedliwości i refleksje.

Użalanie się nad sobą to wyrafinowana sztuczka ego. Oczywiście że czasami ego wymyka mi się z pod kontroli, albo zwracam na siebie uwagę błyskając jak tylko potrafię albo rzadziej poprzez "menczenictwo".

Miało być krótko wyszło jak zawsze... Wracając do sedna.

Kochani, mam czego w życiu żałować ale jak już żałuję to żałuję tylko tego czego nie zrobiłem. I nie mam tu na myśli zaspokajania swoich chorych pożądań i pragnień, bo to droga do nikąd, to wiecznie nie nasycona Hydra. Wiem coś o tym...

Chodzi mi o to że chciałbym kogoś przeprosić, komuś wybaczyć. Chciałbym kogoś przytulić i komuś podziękować. Chciałbym iść inną drogą zawodową, mieć większą rodzinę, chciałbym się wtedy (...) nie poddać, nie uciec itd. Oczywiście dużo jeszcze przed mną. Sam często powtarzam że jedyne ograniczenia są we mnie.
Jednak mądry cytat na tle facebooka a życie to dwie różne sprawy.

Uwierz mi że jeżeli już nie przyszedł to prędzej czy później przyjdzie dzień w którym będzie już za późno. Niestety ale pewnego ranka obudzę się i stwierdzę że w jakieś kwestii jestem już w czarnej dupie, wiek, zdrowie czy inne możliwości też mają ograniczenia. Oczywiście na pewne rzeczy jest zawsze czas chociaż w końcu i on się skończy.

Może ten tekst nie jest optymistyczny ale i życie takie zawsze nie jest. Chciałby Ci, a może tylko sobie, powiedzieć abyś nie zwlekał, abyś szedł i działał, abyś kochał i dał się kochać...

Po za tym to matematyczna duchowość. Nawet najbardziej paskudna decyzja może Cię czegoś nauczyć i doprowadzić do dobrych decyzji. Ale niepodjęta decyzja nie nauczy Cię niczego prócz żalu. Zapamiętaj to proszę.

Sylwek

sobota, 3 grudnia 2016

Świąteczny poradnik zakupowy

Pixabay


Stara mądrość ludowa mówi że kto na wiosnę sieje, latem zbiera w zimie ma co jeść. Każdy inwestor wie że najpierw trzeba dać by później mieć większe szanse na zebranie. Takie uniwersalne prawo przyczyny i skutku. Wczoraj wracając autem do domu, naszła mnie taka fabuła, rozmowa dwojga rodziców. Nie jestem pisarzem fabularnym więc jest to gniot ;-) ale poczytaj. Jak nie masz pomysłu na prezent świąteczny to może będziesz wiedział co zrobić... Jest to wymyślone ale sądzę że można takie historie spotkać w życiu.

W szkole tuż po wywiadówce rozmawiają dwie mamy kilkunastoletnich młodzieńców.

Ach, jak ja tęsknie za moim dzieckiem kiedy było małe. Był taki wesoły, taki żywy. 
Co prawda dawał czasami w kość ale wiesz, kupiłam tablet, kupiłam smartfon, później też komputer. Pakiet telewizji dziecięcej. 

Nie było chłopca... 

Jaki ja miałam spokój. Mogłam się zająć karierą. 
A dziś? Wiecznie jakieś  problemy, to się nie uczy, to pyskuje, chodzi na wagary a w kieszeni znalazłam zapalniczkę i jakiś luźny tytoń czy coś. Miał wszystko i tak mi zapłacił za to! Życie jest nie sprawiedliwe.

Na to odpowiada jej druga mama:

Oj tak, dzieci... Pamiętam że nie przelewało się nam kiedy były małe. Mąż dużo pracował by wystarczyło nam do dziesiątego. Nie mieliśmy pieniędzy na prezenty świąteczne, więc sami je zrobiliśmy. Klocki z drewna i gry planszowe.  W "Chińczyka" zrobionego z kapsli i pudełek gramy do dziś. Mimo że już nas stać na dużo, to mamy sentyment do tych  starych szpargałów. 

A co z dziećmi? Pyta pierwsza mama.

Z dziećmi? Są kochane :-) 

Czasami mam wrażenie jak by ich nie było...

środa, 23 listopada 2016

Z wiekiem człowiek słyszy gorzej, ale słucha lepiej...



Mam tak i chyba większość też a może i nie ;-) że z wiekiem słucham lepiej. To znaczy nie zawsze ale ogólnie coś w tym jest...

No bo tak, jak oglądam jakiś film czy czytam książkę i za jakiś czas, kilka miesięcy innym razem lat wracam do tej samej treści i okazuje się że widzę czy słyszę więcej i lepiej. Znasz to uczucie? Podziel się w komentarzach. 

Na przykład weź ten kawałek: 

"Mam tę moc" Kraina lodu

Jak byłem w kinie z rodziną na tym to na refrenie wymiękłem ale mój umysł a może duch nie ogarnął reszty tekstu. Oczywiście cały film to arcydzieło i coś więcej niż śmieszny bałwan... 
Kilka dni temu jadąc autem puścili to w radiu no i pękłem. 

Ciarki zalały mnie całego , to chyba też większość zna, albo muszę iść do lekarza ;-) A jak wsłuchałem się w słowa to już w ogóle jazda. Weź taki zwrot "Rozpalę to co się tli" ... Nie no obłęd :-D

Do rzeczy, jest na świecie sporo takich książek, filmów i innych tekstów które po latach czytam i myślę sobie: kurna to tam było? No niby to samo a jakoś inaczej? Lepiej?

Jak tak masz oznacza to dwie rzeczy i to jest dobra i bardzo dobra wiadomość :-) 
Po pierwsze, czytasz i oglądasz wartościowe rzeczy, więc jest dobrze.
Po drugie, rozwijasz się, twoja empatia, wrażliwość, spostrzegawczość idzie w dobrym kierunku a to jest już bardzo dobre :-) 

Jeżeli nie znasz kompletnie tego uczucia to cóż albo pieprze głupoty co może być prawdą :-) albo zmień już kanał ;-) 

P.S. A może by tak nowym okiem spojrzeć na świat? Na swoją pracę, na rodzinę i przyjaciół? Na siebie... w końcu masz tę moc :-)

Miłego, Sylwek 

piątek, 28 października 2016

Milion powodów...

Pixabay


Idę pić bo:

Żona mnie wkurza
Rodzina do bani
Nikt mnie nie rozumie
Każdy się mnie czepia
Szef to frajer
Praca to nieporozumienie
Nic nie mam
Straciłem wiele
Jestem sam
Brakuje mi spokoju
Mam kłopoty
Mam długi
Nie mam wsparcia
Wszyscy piją
Tata pił
Mama piła
To normalne
To Polska
To taki wiek
Co mam robić
Bo Tusk ;-)
Bo przegrałem
Bo wygrałem
Bo trzeba uczcić
Bo trzeba opić
Bo trzeba zapić
Bo chcę zapomnieć
Bo mógłbym tak jeszcze długo pisać

Nie pójdę na terapię i/lub miting AA bo:

Się wstydze
To sekta
Zrobią ze mnie wariata
Nie dam się omamić
Nie mam czasu (tego to akurat ja do dzisiaj lubię używać... ;-) )
Jestem za młody
Jestem za stary
Już nie warto
To niczego nie zmieni
Jestem chory
Jestem biedny i mnie nie stać
Nie ma autobusu
Źle się czuje
Jestem zmęczony
Bo mnie drażnią
Bo prowadzący to cymbał
Bo rodzina ważniejsza
Bo już nie muszę
Bo poradzę sobie sam
Bo Tusk ;-)
Bo po co?
Nie chce mi się
Chce mi się ale nie mogę
Itd.

Nie spełnię marzeń (dom, rodzina, praca, hobby/pasja, podróże, zdrowie) kolejność dowolna ;-) Bo:

Jest za późno
Już nie warto
Nie dam rady
Nie dla psa kiełbasa
Marzenia są dla dzieci
Nie mam siły
Nie mam czasu na głupoty
Bo nie w tym kraju
Bo kiedyś czasy były inne
Bo to wina Tuska ;-D
Bo mam inne obowiązki
Bo urodziłem się biednie
Bo to bez sensu
Nie no gdzie tam...
Bo jeszcze coś tam z przykładów wyżej :-)
Bo coś tam coś tam
Bo tak w kółko

Znajome? Pewnie że znajome ;-) Teraz zastąp to wszystko jednym zwrotem, będzie łatwiej
"Bo się boję" 

Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. (Ps 23:1-6 bt)

Bóg na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu :-)
 
Miłego kochani :-) Sylwek

poniedziałek, 24 października 2016

Używasz nawigacji?

Pixabay


Za kilka dni większość z nas wybierze się na cmentarze. Część z nas będzie musiała przejść kilkadziesiąt, kilkaset metrów a inni nawet kilkaset kilometrów. Jedno jest pewne wszyscy a bynajmniej Ci używający rozumu będą stosowali się do znaków i przepisów.

Na czerwonym stój, na zielonym jedź. Są tacy dla których czerwone światło znaczy czerwone światło... ale na ogół długo przy życiu się nie utrzymują.
Na skrzyżowaniu jedziesz kiedy prawa wolna, na pasach przechodzisz kiedy wszyscy się zatrzymają a i wtedy bywasz baaaardzo ostrożny, no bo co Ci po pierwszeństwie na zebrze kiedy samochód jest 10 czy 20 razy cięższy od Ciebie...

Po za tym używamy map, wszyscy bez wyjątku. Różnimy się tylko nośnikiem tych map.
Jedni mają je w głowie, inni na papierze jeszcze inni w nawigacji telefonu lub dedykowanej samochodowej.

Jaki wniosek? Czy to na święto zmarłych, czy na Boże Narodzenie. Czy na wakacje, czy zakupy. Wszystko jedno gdzie jedziemy, gdzie idziemy, gdyby wszyscy stosowali się do przepisów i map to każdy dotarłby do celu prawda?

Sam jeżeli żyjesz to głównie dlatego że zawsze, no w miarę dokładnie ;-) stosujesz się do tego co Cię otacza. Kiedy latem lecisz na kretyńskim ograniczeniu 20km/h więcej to pół biedy, ale kiedy zimą na tym samym ograniczeniu jedziesz i 20km/h mniej to znaczy że po za przepisami używasz też rozumu :-)

Praktycznie nikt nie neguje ogólnych zasad ruchu drogowego, rowerzyści, kierowcy, piesi. Bywają one czasami dziwne i niezrozumiałe ale ogólnie się stosujemy do nich. Trudno się nie zgodzić prawda?

A teraz takie pytanie, jak jest w życiu?

Czy kiedy chcesz wyjść z uzależnienia to stosujesz się do zasad?
Kiedy chcesz zrobić jakiś biznes to stosujesz się do zasad?
Schudnąć byś chciał? Co z dietą i ćwiczeniami?
Jako chrześcijanin, czy traktujesz przykazania jako drogowskazy by zaznać pogody ducha (nieba na ziemi) czy traktujesz je jako absurdalne zabobony?
Chcesz zmienić swoje życie? Robisz coś innego czy cały czas to samo?

Na drodze ufasz gadającemu pudełku z biedronki za parę stów a w życiu pozwalasz poprowadzić się Bogu, który może objawić się nie tylko na chmurce ale i w innych ludziach i sytuacjach?

Więc jak? Używasz nawigacji?

Sylwek :-)
 

sobota, 3 września 2016

Ewangelia wg św. Łukasza 14,25-33.

Pixabay



Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich:
«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem".


Nie jestem od tłumaczenia ewangelii ale ta dzisiejsza jest wyjątkowa do bloga ;-) Co ona oznacza? Jak nienawidzić? Przecież to przeczy całej Biblii i wszystkim ewangeliom. Przeczy czwartemu przykazaniu! Jak to rozumieć?

Chodzi o radykalizm, o robienie czegoś na 120%. Wiecie, dzisiaj bycie uczniem w szkole Jezusa traktuję jako rozwój osobisty i duchowy przez całe życie, jako dążenie do najważniejszego celu jakim dla katola jest zbawienie ;-) ale też tych codziennych, osiągania marzeń, spokoju, poczucia spełnienia i radości. Namiastkę nieba można osiągnąć na ziemi! Wiem co pisze :-) 

Możesz pomyśleć że jesteś uczniem Jezusa a twoje życie to nieba nie przypomina... Widzisz trzeba być radykalnym, w tej ewangelii oczywiście nie chodzi o to by zostawić rodziców! Chodzi o to by zostawić przywiązania! 

Chcesz przestać pić? Porzuć wszelkie przywiązania z tym związane! Miejsca, kumpli, nawyki. Zostaw to wszystko i pójdź na terapię!
Chcesz osiągnąć jakiś cel? Dom, zawód itp. Nie ma sprawy! Ale zostaw wygodę i przyzwyczajenia bo będziesz musiał nauczyć się nowych rzeczy. 

Sam twierdzę że jak coś robić to na 120%, oczywiście sam tak zawsze nie działam! No i efekty są jakie są... Jednak kiedy z pełną determinacją odrzuciłem różne nałogi i przywiązania, mimo że jeszcze mam masę wad, życie moje zmieniło się nie do poznania! 

Sylwek 

piątek, 12 sierpnia 2016

Nigdy się nie poddawaj !!!




Nigdy się nie poddawaj !!!

Milion składa się z pojedynczych złotówek,
Dom mieści tysiące cegieł,
Życie w pełni to pojedyncze chwile składające się w całość,
Tytuł naukowy to lekcja po lekcji.

Wielokrotnie się poddawałem, jeszcze więcej razy napełniały mnie wątpliwości. Jednak są rzeczy które dokończyłem i mimo że było kurewsko ciężko twierdze, było warto !!!
Nigdy, przenigdy się nie poddawaj !!!

A na zdjęciu JA :-) w końcu u siebie :-) Data realizacji, przyszły rok lato. Obiecałem Bogu że pójdę z buta do Częstochowy po zakończeniu więc muszę się zgrzewać ;-)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Każda okazja jest dobra




Ostatnio w barze mlecznym trafiłem na takie coś :-) Brzmi to co najmniej dwuznacznie ;-) ale oczywiście na plus tak jest.

Każda okazja by zmienić coś w swoim życiu jest dobra, to właśnie dziś, własnie teraz możesz coś zrobić. Nie możesz nic zrobić wczoraj ani jutro, więc nie żyj zasadą "Zacznę się odchudzać jak schudnę" bo lepsze jutro nie nadejdzie,

jedyne co masz to chwilę obecną, tylko tą i tylko w niej możesz wypracować lepsze jutro.
Bo rozwój osobisty i duchowy to nie 500+, to ciężka ale opłacalna harówa :-D