sobota, 21 października 2017

Tato a wiesz co...

Pixabay


Robię stół, taki duży drewniany stół. Zostało mi trochę materiału z dachu i kilka ponad 30-sto letnich desek. Konstrukcja gotowa, szlifuje blat. Przychodzi do zakurzonego garażu moja córka. Wiem to bo z pod dźwięku radia i szlifierki słyszę dość wysokie: Tato! Tato!
Myślałem jak to z ignoruje to da mi dokończyć bo jestem w transie.
Młoda jednak nie odpuszcza... Tato! Tato!

Wyłączam narzędzie, ściszam radio i pytam o co chodzi.

- A wiesz, w szkole jeden chłopak mnie zaczepia i mówi do mnie tak i tak...

Hmmm, pomyślałem. Poważniejsza sprawa, nie spławie jej bo może przestanie chodzić do mnie po rady. Jako samiec alfa, w sumie jako jedyny samiec w tej pięcioosobowej rodzinie stanę na wysokości zadania. Otrzepałem się z kurzu, usiadłem i tłumaczę jej.

- Nie przejmuj się, to najlepszy sposób, zignoruj go a jak będzie za dużo to sobie nie daj.
Mówię tak jeszcze chwilkę po czym córka mi przerywa.

-Ale tato, po co ty mi to wszystko mówisz? Ja to wszystko wiem! Ja się wcale tym nie przejmuję! Tak Ci po prostu to mówię.
Po czym obróciła się na pięcie i wyszła z garażu do własnej zabawy.

Siedzę jak kołek w zakurzonym garażu, w tle słychać radio a w mojej głowie myśl:
-Oho, córka mi dorasta, zaczyna mówić po to by powiedzieć...

To nas kochani różni. Mężczyzna mówi by informować, dlatego statystycznie mówi mniej. Ze swej natury też chce rozwiązywać trudności. Od dziecka psujemy zabawki po to by je naprawiać a nie psuć. Dziewczynka lalkę przytula a chłopak jest ciekaw jak ma zamontowane oczka, że zamykają się kiedy ją kładzie...

Panowie, to jest dla nas jedno z największych wyzwań, coś czego nie rozumiemy. Wysłuchać, przytulić i powiedzieć będzie dobrze.
Panie, zrozumcie też że przeciętny facet nie mówi o wszystkim bo ma coś do ukrycia. Mówi tylko o rzeczach dla niego ważnych.

Miłego dnia :-) SB

poniedziałek, 16 października 2017

Ojcostwo

Pixabay


Wstaję o piątej rano, no dobra, takie mam założenie każdego wieczoru a rzeczywistość jest taka że o 5:30.
Zamulony robię sobie kawę i idę do laptopa. Czasami coś piszę, czasami poprawiam książkę, czasami coś mądrego na youtubach a czasami od, tak, nic poważnego nie robię.
Oooo już szósta, idę budzić starszą córkę do szkoły,  herbata do śniadania i dwie do szkoły, kanapka w domu i w chlebak. Tak jest przed siódmą. Na chwilę do pozostałych trzech pań i do pracy.

Poszczęściło mi się, pracuję po osiem godzin ale z racji stanowiska jest to intensywne osiem godzin... No nic, lubię wyzwania a i trzeba iść na przód. Wracam o 15 z hakiem. Obiad, spacer lub coś przy domu grzebie. Siadam o różnych godzinach, wypiję sobie kawę.
Beeeeee, no tak, jedna przy piersi drugą trzeba się zająć. Za chwilę zmiana bo tej pierwszej musi się odbić.

Wracam, o kawa zimna, robię drugą. Starsza córka przychodzi z lekcjami z matmy... No to chodź.
Mija kolejny czas.
Może coś napisze w końcu. Odpalam laptopa i siadam. Po kilku zdaniach, beeee... Ciśnienie podskoczyło ale po chwili opadło, co się będę nakręcał, przecież tak wygląda moje życie. Nie mam na to wpływu. No ale wyobrażałem sobie moje życie inaczej, nie żałuję mojego obecnego życia ale mam czasami takie myśli co by było gdyby...

Nic, wracam na ziemię, a właściwie do sypialni. Po kilkunastu minutach siadam do tekstu naładowany, naładowany dość pozytywnie. Co się stało?
Kiedy już wieczorem, zmęczony noszę te kilka kilogramów szczęścia na ramionach a ona wlepia we mnie swoje wielkie gały i zaczyna się uśmiechać mój system jest zresetowany w wszystkie jej długi spłacone. To może zrozumieć tylko rodzic.

No i tu nasuwa się pewien wniosek, ja naprawdę rozumiem chłopaków którzy boją się ojcostwa, rozumiem kobiety które tłumią w sobie macierzyństwo! Poważnie i bez ironii!!!
Uczuć które towarzyszą mi kiedy mam na ramionach istoty całkowicie zależne ode mnie nie da się opisać, tak jak tego co czuję kiedy starsza córka w wieku 10 lat mówi staremu: Kocham cię tato.

Kiedy ktoś kto tego nie doświadczył patrzy z boku na taką sytuację myśli sobie: klapa totalna takie życie, i zgadzam się z tym.
Z tym że to tak wygląda bo rzeczywistość jest całkowicie inna. To nie tylko ojcostwa dotyczy.

Weź taki kościół, nawet dla osoby praktykującej wieje nudą na mszy! Poważnie, stwierdzam to obiektywnie, na mszy wieje nudą!!! Dopiero kiedy rośnie we mnie wiara zaczynam postrzegać ewangelie, czytania i cały rytuał inaczej.

O co z naszą abstynencją? Wielu z was wie już o co chodzi. Kiedy jeszcze piłem nie rozumiałem jak można kurwa nie pić!!! No jak się pytam! Takie osoby traktowałem z góry, wyśmiewałem i współczułem im i nic by mnie nie przekonało żebym myślał inaczej. Dopiero kiedy wyjąłem głowę z pijackiego szamba, poczułem smak śniadania, zapach jeziora, wieczór spędzony zwyczajnie, przed filmem. Dopiero wtedy poczułem że to jest to. Oczywiście euforia opada i po abstynencji musi ruszyć trzeźwienie najlepiej w terapii lub AA, inaczej taka abstynencja to tortura!

No i wróćmy do ojcostwa. Kiedyś mówiłem że na 40stkę kupie sobie motor lub szybkie auto ;-) Trochę jeszcze czasu mam więc kto wie ale na razie zaczynam szukać dużego vana. Chodzi o akceptację i wdzięczność. Bo nie oszukujmy się, tłumaczenie tych samych lekcji, radzenie starszej córce co ma robić w różnych sytuacjach, przebieranie niemowlaka o trzeciej w nocy to nie jest coś co tygrysy lubią najbardziej... Cierpliwość potrafi wyparować.

Ale spójrzmy na to inaczej, ja jako mężczyzna jestem stworzony do rozwiązywania problemów, do pokonywania trudności, do bycia odpowiedzialnym za drużynę. Wiem jak to staroświecko brzmi ale obiektywnie, jest w tym coś złego? Ja uważam że nic!
Tak wygląda teraz moje życie więc dupę w troki i do przodu. Akceptacja i wdzięczność, te dwie cechy posłużą za budulec do mężnej postawy (oczywiście kobieta też może być mężna, nie męska a mężna.)

Jednak najważniejsze, trzeba spróbować, nie można się bać tylko dlatego że taki mit w wielkim mieście krąży.

Dlaczego nie piszę gdzie rola mojej żony? Ofiara jaką ona płaci jest jeszcze wyższa od mojej a to mój blog więc nie może być lepsza niż ja ;-) W rzeczywistości każde z nas oddaje się dzieciom podobnie ale na swój sposób, bo ja jestem facet a moja żona to kobieta. Szanujmy się w różnicach.

Więc jeżeli masz przekonanie na jakiś temat, że takie życie nie dla Ciebie i nie mam na myśli wyłącznie ojcostwa. Nie każdy jest do niego powołany! Oczywiście jeżeli masz dzieci to nie mów sobie że to nie Twoje powołanie bo takie ono już się stało!
Wszystko jedno, czy życie w trzeźwości, czy proste życie po za zasięgiem korporacji, czy może własny interes lub zwykły etat. Proszę Cię o jedno, nim zdecydują za Ciebie przekonania, mity i otoczenie poddaj to wszystko krytycznej analizie. No i po prostu spróbuj, oczywiście rób to odpowiedzialnie bo kiedy pojawi się nowe życie mężczyzna nie mówi "Nie wyszło mi".
Mężczyzna mówi: Tak teraz wygląda moje życie więc dupa w górę i do przodu!

P.S. W sumie to jeden mit potwierdzam, jestem alkoholikiem z gromadką dzieci, no patola jakby nie patrzeć ;-) Do tego katolik... Bida z nędzą co? Wręcz przeciwnie, moje życie jest niesamowite :-D

Miłego wieczoru kochani, ja dziś ze starszą córką cisnę Hobbita :-)
Sylwek

piątek, 6 października 2017

Pycha i pokora

Pixabay


Jest to malutki fragment mojej trzeciej książki która jest w przygotowaniu. Ostatnio mam masę zajęć a uparłem się żeby do końca roku mieć gotową książę (z wydaniem raczej będzie trzeba poczekać do przyszłego) stąd zajmuję się odpisywaniem na emaile i poprawkami nowego tytułu a nie artykułami. Po za tym praca zawodowa, dom i cztery najwspanialsze kobiety mojego życia w nim. To wszystko sprawia że doba mi się filcowała jak tania bluzka po pierwszym praniu ;-)  
Ale spokojnie, po ukończeniu książki mam kilka nowości przygotowane, do tego czasu nowe artykuły mogą czasami wchodzić rzadziej, myślę że maks co dwa tygodnie. 
Kochani bardzo proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. Sądzę że za jakiś czas wszystko ruszy z większym tempem :-) Zapraszam :

Pokora a pycha, pojęcia leżące po przeciwnych stronach muru, dualizm w czystej postaci. Czy można te pojęcia ze sobą pomylić? Oczywiście że tak, to co czasami jest uważane za objaw pokory nie jest nią a to co uchodzi za pychę jest owocem pokory.
Ale żeby zbytnio nie na mieszać, postaram się je opisać w kilku słowach.

Więc tak, czym jest pokora? Niestety pokora jest bardzo często źle rozumiana, uważa się ją za uległość. Na myśl przychodzą mi słowa Jezusa o nadstawieniu drugiego policzka. Chyba każdy zna ten fragment ewangelii. Według mnie nie należy traktować tego dosłownie i bezpośrednio. Sądzę (w sumie nie tylko ja :-) że Jezus miał na myśli to aby być gotowym na poświęcenie, aby być gotowym na ból w imię dobra.
Aby znosić przeciwności losu i ludzi w imię miłości, prawdy i sprawiedliwości. To prawdziwie rycerska postawa, nie można jej nazwać uległą czy tchórzliwą.
Pokora to umiejętność widzenia siebie w prawdzie, to umiejętność przyjmowania krytyki i odpowiedzialności za swoje czyny. To nie ustający partner w nauce. 
Przecież zadając sobie pytanie Co ja robię nie tak? Opuszczam tarczę i jestem gotów do lekcji!

To wielka sprawa, jak myślisz ilu ludzi bez większego problemu przyjmuje krytykę? Statystycznie tylu samo co osiąga swe marzenia, więc niewielu! Pokora to nieustająca nauka, ludzie pokorni całe życie się uczą, ludzie pyszni uważają że wszystko już wiedzą. Cóż, ich "mądrość" można poznać po efektach.
Pokora to odwaga, to bardzo wysokie poczucie własnej wartości. Tak dokładnie, jeżeli będziesz w stanie uśmiać się z własnych błędów i będzie to prawdzie a nie kretyńskie to jesteś człowiekiem obdarzonym pokorą. Ludzie którzy mają o sobie dobre zdanie to ludzie pokorni. 

Wiedzą oni że błędy i pomyłki są wpisane w życie, że stanięcie twarzą w twarz z popełnionymi błędami to nie jest katastrofa naturalna. Każdego dnia chcą być odrobinę lepsi od poprzedniego dnia, a jak przez miesiąc tak się nie stanie to się za to nie katują. Nie znaczy to że sobie folgują, po prostu wiedzą że są tylko ludźmi.
Właśnie dlatego ludzie pokorni podejmują nowe wyzwania mimo że się boją, wiedzą że mogą się pomylić ale dowiedzą się dopiero jak sprawdzą.

Ludzie pyszni są tchórzliwi, tak bardzo boją się opinii innych ludzi w wypadku porażki że nawet nie próbują zagrać. W najlepszym wypadku popisują się nie odwagą a brawurą. 

Jaka jest różnica między brawurą a odwagą? Brawura jest wtedy kiedy 10 kretynów chce biegać po autostradzie, odwaga jest wtedy kiedy jeden mądry sprzeciwi się 9 pozostałym.
Ostatecznie więc wysokie poczucie własnej wartości jest owocem pokory. 
Człowiek o wysokim poczuciu własnej wartości wie że w pewnych sprawach świetnie sobie radzi. Wie też że w innych jest słaby, jednocześnie się nie katuje za tę słabość a stara się mimo wszystko uczyć.

Pycha z kolei jest owocem ludzi a niskim poczuciu własnej wartości, kiedyś budowali sobie pomniki, dzisiaj budują wielkie domy. Takie zachowanie przypomina zachowanie małego chłopca stającego na krześle, krzyczącego Tatusiu, zobacz jaki jestem wielki!
 Oczywiście nie każdy z wielkim domem i samochodem to człowiek z małym przyrodzeniem! Bogactwo materialne może iść w parze z bogactwem duchowym, jednak trzeba spełnić kilka warunków.

Jednym z nich jest: NIE BUDOWANIE WŁASNEGO "JA" NA TYM CO NA ZEWNĄTRZ
Człowiek o wysokim poczuciu własnej wartości nie potrzebuje sobie a zwłaszcza innym udowadniać jaki jest wartościowy. Człowiek pyszny stara się robić wszystko pod publikę, w kółko i bez przerwy.
Wiem to z własnego doświadczenia i powiem Ci że to strasznie ciężkie brzemię, to syzyfowa praca bez końca...

Człowiek o małym poczuciu własnej wartości nie znosi krytyki, każdą uwagę traktuje jako osobisty atak przez co odcina się całkowicie na rozwój. Gdzieś głęboko w środku wie jaki jest słaby i malutki, broni tej tajemnicy z całych sił, właśnie dlatego reaguje agresją na każdą uwagę. Strach zawsze poprzedza agresję.

Kolejna różnica to życie w prawdzie. Człowiek pokorny a więc dobrze o sobie myślący to człowiek żyjący w prawdzie, wie on że może się czasami mylić więc nie boi się tego. Nie musi nikomu i sobie niczego udowadniać. Prawdomówność przychodzi mu naturalnie.
Człowiek pyszny to człowiek który żyje w swoim malutkim "pozłacanym" świecie. Tak bardzo stara się być najlepszy, niestety bez otwarcia na krytykę a więc naukę to niemożliwe. Wówczas kłamstwo przychodzi mu na język naturalnie i swobodnie. Nie mogąc być doskonałym z definicji postępowania, łże na każdym kroku byle pokazać się z innej strony.
Niestety a właściwie stety, kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw. A jak nie to będzie zżerać nosiciela jak pasożyt. W "Jak zrobiłem z piekła raj" pisałem o tym że tajemnica jest jak kamień w bucie, nikt nie musi jej widzieć ale mnie będzie uwierać...

Więc jak żyć? 

Przed wszystkim nie należy robić sobie wyrzutów sumienia za popełnione błędy. Każdą pomyłkę należy traktować jako lekcje. Bądź mężnym wojownikiem, wojownik nie poddaje się po pierwszym ciosie, on dzięki nim poznaje swoje słabości i pnie się do przodu. Błędem ludzi jest sądzić że pomylić się to coś złego. Prawdziwy błąd to mylić się bo tak wygodniej... Wojownicy tak nie postępują! Tak żyją tchórze i lenie.

Kolejna sprawa to fakt że każdy ma czasami ochotę na odrobinę pychy. Udawanie mędrca, fałszywa pokora to coś obrzydliwego. Dajmy sobie prawo do krytyki, ale dajmy sobie też prawo do pochwał. Nagradzajmy się za postępy bo inaczej przejdzie ochota na cokolwiek. Jednak nie budujmy tożsamości na tym co na zewnątrz.
Nie jesteś swoim portfelem, domem czy tytułem naukowym. 
Niestety dość często niesiemy "bezinteresowną" pomoc innym a tak na prawdę chcemy tylko wykreować swoja opinię. Jesteśmy uzależnieni od tego co inni powiedzą a to straszne sidła.

Dobra materialne i statusy społeczne, te rzeczy mogą mówić o Tobie że byłeś gotowy na naukę, dzięki pokorze to osiągnąłeś. Ale też może być tak że wszystko dostałeś. Po za tym wszystko co na zewnątrz można szybko stracić. Są to rzeczy kruche jeszcze bardziej  niż nasze życie, tu na ziemi. 

Pamiętaj że wszystko co masz, co mam ja i każdy inny człowiek. Dom, auto, pracę, tytuł naukowy, telefon czy wielkie ilości ziemi, to wszystko dostaliśmy na kilkadziesiąt lat w dzierżawę. Jak śpiewał klasyk, przyszliśmy boso i odejdziemy boso!

Tak naprawdę wszyscy szukamy jednego, wszyscy pragniemy miłości, chcemy kochać i być kochani. Niestety czasami wkrada się do naszego życia wirus, wtedy zaczynają się kłopoty. Uświadom sobie że wszystko czego od zawsze potrzebowałeś to miłość. Żyj nią każdego dnia a będziesz nieśmiertelny.

SB

sobota, 23 września 2017

Kilka sposobów na jesienną pogodę...

Pixbay


Mamy jesień, ja tam lubię jesień zwłaszcza jak jest słoneczna. Nie znoszę upałów, lato tak ale nie cierpię upałów. Już wolę zimę :-) Każdy z nas lubi inną porę roku ale wszyscy możemy się zgodzić że dłuższy czas bez promieni słonecznych uderza w obwody ;-) 

Jesienna depresja to dużo powiedziane ale jest taki czas że nic się nie chce. Albo tylko ja tak mam :-) Tak czy siak, jeżeli taki stan trwa kilka dni to spoko, może i ciało potrzebuje odpocząć. Jednak jeżeli trwa to dłużej to do depresji daleko ale przyjemnie się nie żyje. 

Co zrobić? Podnieść dupe z krzesła i zrobić cokolwiek! To mój najlepszy sposób. Włącz muzykę, przewietrz dom, wyjdź na spacer. Coś ugotuj, do kogoś zadzwoń, przemebluj mieszkanie! Cokolwiek tylko nie leż. Z takim leżeniem jest jak z głodem, im dłużej go pielęgnujesz tym trudniej wyjść. 

W AA jest takie powiedzenie, nie chce Ci się iść na miting to idź koniecznie.
Tak, alkoholik ma milion powodów by pić i dwa by nie trzeźwieć. Jednym z powodów dla których kiedyś postanowiłem założyć grupę AA była właśnie obawa że za chwilę nie będzie mi się chciało jeździć na grupę...

Wielu z nas ma w sobie takie coś, od jutra nie piję, zacznę się odchudzać jak schudnę, za tydzień pójdę na AA. 
Z doświadczenia wiem że ani się nie obejrzysz i w najlepszym wypadku minie kolejnych kilka miesięcy a ty będziesz w punkcie wyjścia. 

Tak naprawdę, udało mi się skończyć wyłącznie część rzeczy które zacząłem.
Więc po pierwsze trzeba ruszyć z miejsca, po drugie, małą łyżką ale cały czas, konsekwentnie trzeba działać. Bez tych rzeczy niczego się nie dokończy. 

Jak dłużej "poleżę" to nie chce mi się ruszyć z miejsca i albo mnie coś kopnie albo bez namysłu wstanę i zacznę działać. Tak, chodzi mi o dosłowne leżenie i przenośne gnicie ;-).

Jeżeli długo nic nie pisałem to na prawdę muszę się zmusić żeby całego bloga i mojego dzielenia się doświadczeniem szlak nie trafił. Kiedy już wejdę na tor to płynie to jakby samo, do czasu kiedy znowu sobie odpuszczę. Czy to znaczy że trzeba się zmuszać i robić coś na siłę? Czasami tak, pisałem o tym w artykule Respirator 

Bywają u mnie dni pełne wrażeń, to znaczy jest ich bardzo dużo. Bywają też niezwykle pracowite i kiedy wieczorem kładę się spać, myślę sobie to był dobry dzień, pod jednym warunkiem!
Że tego dnia zrobiłem coś dobrego nie tylko dla siebie ale przed wszystkim dla kogoś. Co to może być? Również cokolwiek. 

Wiem że wielu z nas jest bardzo ambitna i jak nie uratuje komuś życia z pod kół samochodu to nic wielkiego się nie wydarzyło. Otóż nie, wielkim wyzwaniem dla współczesnego człowieka jest poświęcenie komuś bliskiemu czasu. 
Ale nie w pracy by kupić mu coś, tylko w rzeczywistości. Można razem gdzieś wyjść, gdziekolwiek, można spędzić czas w domu, nawet wspólnie oglądając ten sam film (nie członek rodziny ekran własnego smartfona na czym też się łapię czasami z moimi)

Można okazać komuś cierpliwość, miłość i zrozumienie. Uwierz mi że kiedy coś takiego będzie w ciągu dnia to wieczorem powiesz to był dobry dzień. 
W przeciwnym razie ani się nie obejrzysz a stwierdzisz że lata przeleciały przez palce a ty nie widziałeś jak dorosły Ci dzieci, jak przeminęły marzenia, jak żona zmieniła się w zimną france a praca stała się złem koniecznym.

Każdego wieczoru zadawaj sobie to pytanie, co dobrego dzisiaj zrobiłem, a jak nie chce Ci się nic robić to znaczy że bardzo potrzebujesz coś zrobić.

Głowa wysoko i do przodu, Sylwek