poniedziałek, 5 czerwca 2017

Tęsknisz za beztroskim życiem?

Pixabay


Zainspirowany emailem pewnej Pani nasunęło mi się takie porównanie które chyba już gdzieś słyszałem. Tak czy siak poczytajcie :

Często marzymy do powrotu za beztroskim dzieciństwem chociaż wiem że są tacy co woleli by o nim zapomnieć. Nie tylko o nim lubimy rozmyślać. Kiedy chodziłem do szkoły i kończyły się ferie lub długi weekend wspominałem ostatni dzień szkoły jak miło było walnąć plecak w kąt i rozpocząć czas dla siebie. Po wakacjach akurat lubiłem iść do szkoły, szpanować napakowaną i opaloną klatą przed foczkami (to już pod koniec liceum) :-D Sam się dzisiaj z tego śmieje ale wtedy mój zakuty łeb w to wierzył ;-) 

Aż się rozmarzyłem ;-) tak czy siak, kiedy dzisiaj spotyka mnie coś bardzo trudnego, wspominam czas z przed tych wydarzeń tak jakbym chciał powrócić do przytulnego i bezpiecznego kąta. Schować się przed życiem, przed trudnościami. Kiedyś miałem na to świetny sposób, nawet kilka sposobów. Dzisiaj nie korzystam z dziurawych tratw. 
Czy w ogóle beztroskie życie powróci? 

Zacznijmy od tego że nie ma beztroskiego życia, są tylko takie chwile, co nie znaczy że reszta to dno i trudności! A jak by porównać życie do morza a mnie czy Ciebie do statku?

Jesteś teraz jak statek, wypłynąłeś na głębokie morza. Być może nie byłeś przygotowany do podróży, bezkres morza Cię trochę przeraził wiec poszedłeś w alkohol, narkotyki, seks. Może w jedzenie, zakupy, pracoholizm czy inne ładzie "ratunkowe". 
Rzecz w tym że te łodzie są dziurawe i pójdziesz w nich na dno!

Marzysz o porcie z którego wypłynąłeś, cichym i bezpiecznym miejscu na długo przed burzą. Recz w tym że statki nie są stworzone po to by stać w porcie! Statki są po to by pływać, by odkrywać nowe miejsca, by pokonywać fale. 

W porcie żre je rdza, srają na nie mewy, czasami jakiś niemiecki turysta zrobi sobie z nimi zdjęcie ;-) Tak chcesz żyć?

Więc zapomnij o tym że będzie łatwo, ale wyobraź sobie co Cię czeka za horyzontem kiedy wytrzymasz pierwszy sztorm, kiedy nauczysz się pokonywać fale... 

Dobrych wiatrów kochani, dobrych wiatrów ;-) SB

niedziela, 4 czerwca 2017

Najprostszy test alkoholowy


Pixabay

No to jak z tym jest, jestem alkoholikiem czy nie?
Oczywiście że nie, ja lubię piwko, to wszystko...

Znajome? Ja się tłumaczyłem w ten sposób, ktoś lubi kawę, ktoś herbatę a ja degustuje piwko. Oczywiście z degustacją to nie miało wiele wspólnego ale mój zakuty łeb tego nie widział. Więc jak to odróżnić?

Po pierwsze, rozumiem że picie alkoholu jest przyjemne, no bo jest, co nie zmienia faktu że picie nałogowe jest bardzo, ale to bardzo nie dobre!
Jednak używanie przytulaśnych zdrobnień typu, piwko, piweczko, piwunio... Proszę Cię! Czy to jest twoje dziecko? Czy to jest Twoja żona czy ktoś inny bardzo Ci bliski? Jeżeli tak traktujesz butlę to nie czytaj dalej, na pewno masz problem!

Więc lubisz piwko? Ja też myślałem że lubiłem. Jednak różnica między lubić a musieć jest bardzo duża. Są setki rzeczy które też lubisz, które ja lubię ale nie muszę ich robić! Jakie?

Lubię zjeść! Bardzo lubię dobre jedzenie co troszkę nawet widać ;-) Ale nie jem za każdym razem
jak mam taką możliwość!

Lubię słuchać muzyki ale nie słucham jej na okrągło, chociaż kiedyś zagłuszałem ją swoje myśli tłumacząc to że jestem melomanem... Dzisiaj lubię muzykę bo również lubię ciszę.

Lubię poczytać coś mądrego ale długo już nic nie czytałem bo jestem bardzo zajęty i przerzuciłem się na youtube. W końcu wrócę do książek.

Większość z nas lubi seks, tak, seks jest bardzo fajny. Ale jak ktoś lubi się kochać a nie musi się kochać to bez większego problemu wytrzyma chociaż tydzień bez seksu!

Lubię też podróżować, nawet nie daleko, ale czy muszę? Chyba nie bo od dwóch lat moje siły skupiły się na konkretnym celu i podróżuję palcem po mapie ;-)

Mógłbym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, lubię zakupy, lubię pracę, lubię być z rodziną i lubię być sam. Lubię a nie muszę! Skąd to wiem? Bo kiedy nie robię tego co lubię to nie panikuję jak stonka po wykopkach!

Jednak kiedy piłem a nie mogłem... oj, bardzo nie dobrze się działo, większość myśli, większość działań była skierowana w tym kierunku, napić się. Dlaczego? Bo lubię piwko! Nie, nie lubiłem, musiałem.

Odpowiedz sobie na pytanie co lubisz a wiesz że nie musisz i porównaj to do alkoholu.
Nadal nie jesteś pewny? Jak nie musisz to żadnym wyzwaniem nie będzie dla Ciebie miesiąc, dwa lub trzy bez alkoholu prawda? Nie ważne czy idą wakacje czy święta, ja tak żyję od ponad ośmiu lat i żyję pełną gębą :-D W końcu bez innych rzeczy które też lubisz potrafisz żyć prawda?

To nie ma być próba czy wyzwanie! Jeżeli tak będzie to nie wiem czy lubisz piwko czy musisz piwo... Jak nie będziesz pił zaglądaj proszę tu:
Dzienniczek głodu alkoholowego cz.1
Dzienniczek głodu alkoholowego cz.2

Zaglądaj i porównuj się do tego, nie neguj, nie tłumacz się że to wszystko inne ale nie to że nie pijesz. Sam fakt że czytasz artykuł pod tytułem Najprostszy test alkoholowy powinien dać Ci do myślenia. Oczywiście że nie każdy czytelnik tego bloga jest uzależniony! Ale czy czytałeś artykuły Jak nie korzystać z facebooka, Poradnik zakupoholika czy Wyznania nimfomana? Całkiem możliwe że nie ;-)

Proszę bądź ze sobą szczery, wiem ile to kosztuje ale wiem że nie ma innej drogi do spełnionego życia jak przez prawdę. Miłego :-)

Taki większy test jest tu:
Objawy uzależnienia od alkoholu

sobota, 27 maja 2017

Czym jest twarda miłość?

Pixabay


Temat rzeka, w sumie żeby zrozumieć pojęcie twardej miłości trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czym jest miłość? Częściowo będą to moje teorie na bazie moich doświadczeń a część to przemyślenia mądrzejszych ode mnie z którymi się zgadzam. 

Po pierwsze powinnaś, powinieneś zrozumieć że tak jak dzisiaj pojęcia są pokręcone tak chyba dłuuuugo nie było a pojęcie miłości zostało skrzywione chyba najbardziej. Egoizm jest nazywany miłością do siebie, postawy altruistyczne traktowane są jako staroświecki twór a prawda jest omijana szerokim łukiem. Bardzo często w relacjach damsko-męskich poruszamy się w emocjonalnej papce w oderwaniu od rozumu a miłość dwojga to w bardzo dużej mierze porozumienie a więc jak nazwa wskazuje, pójście po rozum.

Często w kłótniach pod wpływem emocji pary używają zwrotów "zawsze tak robisz, nigdy tego nie robisz, taka, taki jesteś" a wystarczy w takiej kłótni by oskarżany zadał pytanie 
"Tak? To dawaj konkretny przykład że tak mówisz zawsze/nigdy" 
Uwierz mi że potok słów natychmiast się skończy a przykłady w pamięci będą maksymalnie ze trzy (nie mówię o sytuacji gdzie ktoś chla dzień w dzień i słyszy "zawsze pijesz", tam przykładów będzie więcej niż trzy ale też nie będzie ich nieskończenie wiele)

Więc następnym razem kiedy w kłótni usłyszysz zawsze lub nigdy a usłyszysz na pewno, zapytaj o konkrety, kiedy, gdzie i co? Samemu też staraj się tych zwrotów nie używać bo to do niczego nie prowadzi.

Wracając do miłości, miłość to najwyższe uczucie ludzkie. W sumie uważam że ludzie uczucia mają dwa, miłość i pychę. Wszystkie inne pochodzą od tych dwóch. Zawsze w intencji, czasami w dalekiej przeszłość są te dwa uczucia. Miłość i pycha, taki dualny świat który dzisiaj też się wielu ludziom nie podoba. 
No ale co? Też mi się nie podoba że nie umiem latać i nie ważne że mi się to nie podoba, nie ważne że nie wiem czy nie wierze w prawo grawitacji, jak zeskoczę z wysokiego budynku to rozbije sobie łeb!

Wiec miłość to pewne poświęcenie. Super jak nikogo nie zabiłeś i nie okradłeś ale miłość to coś więcej niż nic nie zrobić ;-) Miłość to poświęcić kawałek siebie dla kogoś. Dla przykładu, każdy związek, nawet ten najbardziej wolny jest pewnym poświęceniem. No chociażby wracasz z pracy do domu i masz ochotę na nic nie robienie. Nie jesteś bardzo zmęczony, ale nie chcesz sobie nic nie robić. Przychodzi żona i pyta się co i jak, jak tam minął dzień. Podnosisz się z kanapy i zaczynasz rozmawiać. Każdy facet wie że to poświęcenie za które nałożyłby sobie koronę! ;-)

Ty droga Pani z natury masz cechy bardziej altruistyczne od przeciętnego faceta (stąd Panie dłużej trwają z pijącymi facetami niż na odwrót) Na przykład oglądając swój ulubiony serial odpowiadasz setki razy na to samo pytanie męża: "Gdzie są skarpetki?" Znajome?

O poświęceniu dla dzieci nie wspomnę, często rodzice trwają w pracy za którą nie przepadają by ich dzieci nie musiały pracować w pracy której nie będą lubiły. To nie zawsze działa bo dzieciaki bardziej obserwują rodziców niż słuchają co mówią ale postawa miłości jest. Matka od porodu który do najmilszych delikatnie mówiąc nie należy po karmienie w środku nocy, przez ubieranie do szkoły i odrabianie lekcji. W tych ostatnich ojciec też powinien się wykazać. Tak kochani, postawa miłości to forma pewnego poświęcenia siebie na rzecz innych. 

Oczywiście każdy z powyższych i wszystkich innych przykładów może nie być z miłości a z pychy! Jak to rozróżnić? Trzeba to rozróżnić żeby iść dalej. Jak wspomniałem świat zakręcił się w pojęciach. 
Żeby to ogarnąć należy odpowiadać sobie na pytania "Dlaczego tak zrobiłem, dlaczego tak powiedziałam, co mną kierowało w tych wyborach" Codziennie, każdego wieczora staraj sobie robić taki rachunek dnia, rachunek sumienia. 

No i z doświadczenia wiem że dla większości pojawiają się tu schody nie do przejścia. Gdyż... bardzo często dowiesz się rzeczy o sobie które nie do końca pokrywają się z tym co o sobie myślisz. 

Na przykład, chciałem sobie wytatuować imię córek na przedramieniu i nie wiem czy tego 
nie zrobię. Ale kiedy zacząłem zgłębiać dlaczego to chcę zrobić to wynik był inny od pierwszego założenia. Na początku mówiłem sobie "Bo je kocham" ale coś mi nie grało. Znaczy grało że je kocham, chodzi o tatuaż. 
Taka dziara kosztuje pare stówek, jak je kochasz to wyjdźcie gdzieś razem, albo do wypasionego wesołego miasteczka albo do kina raz w miesiącu przez pół roku. Córka będzie pamiętała do końca życia że tata spędzał z nią czas! Więc po co mi tatuaż? No przecież nie dla córki a dla mnie! Żeby być bardziej macho bo czuje nie dowartościowanie? Nie twierdzę że każdy kto ma tatuaż miał taki motyw! Nic z tych rzeczy! Ale zauważ na tym przykładzie że zakończenie rachunku sumienia często zupełnie odbiega od tego co myślałeś.

Kochani, drodzy czytelnicy, najlepsi słuchacze... tak sobie kadzimy prawda? A ego rośnie, rośnie i rośnie :-) Nie oszukujmy się ale wielu z nas nie stać na odrobinę prawdy wobec siebie, nie dziwmy się jednak wtedy że nasze życie co chwile wali się nam na głowę!

Każdy przykład poświęcenia można ubrać w ładne słówka a w intencji mieć pychę! Chodzisz do pracy której nienawidzisz i wypominasz to na okrągło swoim dzieciom? Tchórzu boisz się zmienić pracę na inną bo czegoś byś się musiał nauczyć, może kogoś słuchać i dziećmi się zasłaniasz? Nie słyszysz takiego głosu? Bo ja słyszałem.

Kupisz na rocznicę ślubu wielki bukiet i czekając przy kasie przed zapłaceniem liczysz na ostry seks?! Co to niby miłość czy burdel? 

Założyłeś fundację lub wpłaciłeś na jakąś wielką sumę pieniędzy i prosisz by wspomniano o Tobie podczas bankietu? A może sam sobie kadzisz, nie powiem nikomu taki jestem dobry! Proszę Cię! Taka postawa z miłością ma tyle wspólnego co białe skarpety i sandały z dobrym gustem ;-)

Nie chcesz wejść w związek małżeński cywilny i kościelny bo to staroświecki gniot? Takiś nowoczesny czy zwyczajnie się boisz, boisz się że pewnego dnia będziesz musiał coś naprawiać a nie wymienić na nowe? 

Kochani, możecie w to wierzyć lub nie, to i tak niczego nie zmieni! Świat w intencji jest czarno-biały, zero-jedynkowy!

Skoro już wiesz że są dwa uczucia, że czasami to na co zewnątrz jest dobre w środku jest zgniłe, że prawda czasami boli ale tylko w niej można wzrastać możemy przejść do tematu twardej miłości.

Czujesz że jesteś wykorzystywana i mówisz o sobie lub o kimś podobnym do Ciebie że jest, była za dobra? Tak? To o Tobie? Moja biedna, proszę Cię teraz abyś następne zdanie przepisała 1000 razy.

Nie ma za dobrych ludzi! Są tylko ludzie naiwni! 

Proszę Cię nie wzruszaj się tak, sam byłem naiwny wielokrotnie i bywam do dziś, na szczęście rzadziej. No i oczywiście lepiej zakadzić sobie rozum pojęciem "Za dobry" niż wziąć odpowiedzialność i powiedzieć słowo które nie chce przejść przez gardło, trzy litery które i dla mnie czasami ważą jeszcze zbyt wiele. "NIE" to o to chodzi. 

Wiem co to znaczy powiedzieć nie dla kogoś kto większość życia mówił "TAK" wiem to dobrze. Nie łudź się tym że obudzisz się pewnego dnia chamem który mówi co mu przyjdzie na myśl. 
Mówienie "NIE" to w telegraficznym skrócie taka siłownia, zaczynasz od małych ciężarków by za kilka miesięcy, za kilka lat, tak lat! Podnosić wielkie sztangi. 

Ale na Boga, proszę Cię, skończ się oszukiwać i nie powtarzaj więcej tego zdania "Byłam za dobra" Nie, nie byłaś za dobra, byłaś naiwna i to stanięcie w prawdzie tej naiwności zmotywuje Cię to ćwiczeń z tymi trzema literkami N.I.E. Przy okazji, tym jest pokora, staniem w prawdzie. Pokora to nie uległość jak się dziś przyjęło.

Twarda miłość to wprowadzanie w odpowiedzialność. Kiedy wypuszczasz dziecko z domu pierwszy raz po zakupy to mimo że się boisz, wiesz że musisz to zrobić bo wychowiesz niedorajde! Kiedy konstruktywnie kogoś skrytykujesz nawet przez ocenę w szkole to nie po to by kogoś zgnoić a nauczyć! 

Załóżmy że masz dziecko, piękną i kochaną córeczkę. Kiedy się wydzierasz na nią przy stole jak spadł jej widelec to masz problem! Ale kiedy krzykniesz na nią gdy biegnie w kierunku ruchliwej ulicy to miłość Tobą kieruję. 
Jak uczysz je jeździć rowerem to w końcu odkręcasz boczne kółka bo nie może całe życie z nimi jeździć. To jest miłość, działasz wbrew swoim obawom dla dobra drugiej osoby mimo że ta za chwilę obedrze sobie kolana... 

Podsumowując "Daj człowiekowi rybę a naje się jeden dzień, daj mu wędkę a naje się przez lata" To jest twarda miłość. Oczywiście jeżeli czasami dasz rybę to się wiele nie stanie, zasłanianie się powyższym zdaniem nie musi świadczyć o Twojej odpowiedzialności względem innych. Może to być zwykła chciwość! 

Wróćmy do pijących mężczyzn bo zapewne o nich tu najbardziej chodzi ;-)

Nie jeździsz po męskiej dumie bo jesteś feministka (feministki to dla mnie paradoksalny twór, walczą o kobiecość w męskich cechach. To nic innego jak mówienie o tym że jako kobieta jest gorsza... Nic bardziej mylnego! Kobieta jest wspaniała i znacznie bardziej doskonała od mężczyzny ale i facet w niektórych cechach jest lepszy od kobiety. Kochać się trzeba w różnicach a nie na siłę upodabniać) taka dygresja. 

Więc twarda miłość to nie znęcanie się nad facetem za to że nim jest. Twarda miłość to troska o jego dobro ale w szerszym horyzoncie. Cała sztuczka polega na dawaniu wędki a nie ryby. Tzn. Kiedy nie polezie do pracy raz na 10 lat bo się napił raz na 5 lat to takie usprawiedliwienie go jest ok. Ale wtedy pewnie byś nie wpadła na ten artykuł ;-) 

Jednak nie odpowiedzialnie jest usprawiedliwiać go za każdym razem bo tak powstają niedorajdy życiowe! Niestety ale większość mężczyzn alkoholików to serduszka i kwiatuszki mamusi... Nie możesz robić za macicę dla dorosłego chłopa! Przepraszam za ten przykład ale tak jest!

Jak się powali spać z głową w własnych wymiocinach to pod warunkiem że się nie utopi w nich, nic nie rób! Jak się w smrodzie obudzi to jest szansa że powie dość. Twoja troska polega nie na tym by być bez interesowną, polega na tym by nie robić z dorosłego mężczyzny niemowlaka którego trzeba przewinąć... Pamiętaj żeby poruszać się w prawdzie, mężczyzna a nie niemowlak.

Posłuchaj, jako trzeźwiejący alkoholik od 2009 roku z pełną odpowiedzialnością stwierdzam że picie jest przyjemne! Tak, jest przyjemne! Picie nałogowe jest bardzo złe! Ale nadal przyjemne! To konsekwencje picia są nie przyjemne! 
Jak wspomniałem, większość uzależnionych mężczyzn to panowie bez autorytetu ojca (wcale nie musieli mieć piekła w domu) i nadopiekuńczości matki. Ktoś kto żył kilkanaście, nieraz kilkadziesiąt lat pod kloszem musi się czymś odurzyć kiedy ma za coś lub kogoś odpowiadać. Alkohol tę funkcje spełnia doskonale! Ale jak w życiu bywa, coś za coś. Kiedy taki człowiek pije coraz więcej zaczynają się robić kłopoty czyli jedyne lekarstwo na pychę i lenistwo duchowe. 

Co się wtedy dzieje? Wchodzi żona ze ścierką i zamiata problemy pod dywan. Co się dzieje dalej? Nic! Mężczyzna ma komfort picia a że samo picie jest przyjemne nie zmienia się nic!

Moja droga, na podsumowanie tego za długiego już artykułu. 
Uczucia są dwa, miłość i pycha, czasami to co na zewnątrz jest dobre w środku jest zgniłe, prawda czasami boli ale tylko w niej można wzrastać, nie mówisz już "byłam za dobra", nie dajesz ryby a wędkę. 
Proszę Cię, jak Twój luby chce jeździć rowerkiem (pić), odkręć mu boczne kółka i pozwól mu obedrzeć kolanka, zaraz mu się nic nie stanie a może pomyśli że rowerek nie jest dla niego bo za chwile się zabije...

Proszę zadawajcie bez dużych szczegółów konkretne pytania w komentarzach, na pewno odpowiem. SB 

niedziela, 7 maja 2017

Nie chcę zmian!!!


Pixabay


Wiecie kochani? Podsumowując moje życie, to pijane i to trzeźwiejące. Patrząc na siebie, obserwując ludzi na blogu i z listów, obserwując ich również w realu, nasuwa mi się jeden wniosek. My tak naprawdę nie chcemy zmian!

Kiedy boli Cię głowa to bierzesz tabletkę, ma szybko i skutecznie... odciąć ból a nie rozwiązać go!
No i gdyby na bólu głowy zostało to ok, nie było by takiej tragedii chociaż z chronicznym bólem również powinno się iść do lekarza.

Teraz poszukaj analogii. Alkoholik żeby jakoś przeżywać problemy pije. Większość z was wie o tym za dobrze! No ale czy życie polega na przeżywaniu problemów? Przecież by w ogóle żyć należy trudności pokonywać względnie czasami obchodzić a nie przyjmować na siebie wszystkie kopy w kamizelce kuloodpornej z %. Dobrze wiesz że samemu nie poradzisz sobie a mimo to dajesz się kopać. Naucz się żyć w terapii bądź AA a nie udawaj że butla Ci pomaga! Butla nie rozwiązuje problemów a je mnoży i wiesz o tym!

Do DDA i współuzależnionych, kto jak kto, ale wy najlepiej wiecie jakie kolejne problemy rodzi uśmierzanie bólu alkoholem. Jesteście na pierwszej linii frontu, jesteście piechotą wystawioną na strzały, zawsze jesteście w pierwszej linii ataku bądź totalnej bierności. Tylko wy wiecie co przeżyliście i tylko wy wiecie co przeżywacie. Nikt, absolutnie nikt po za podobnymi do was, was nie zrozumie! Zupełnie jak czynny alkoholik trzeźwieje niemal wyłącznie w okół swoich trzeźwiejących kompanów.

DDA i współuzależnieni, często kończycie list "Pomocy" "Ratunku" "Nie wiem co robić" 
Ale czy na pewno nie wiesz? Takie wylanie z siebie emocji w liście działa prawda? Chociaż na chwilę zrobiło się lepiej, chociaż na moment poczułaś zrozumienie i co ważniejsze ktoś Cię wysłuchał. Wiem to. Ale proszę, nie rób z tego tabletki przeciwbólowej, bo stąd krótka droga do użalania się nad sobą i światem. Wiesz że potrzebujesz pomocy tak samo jak alkoholik, odrzuć tylko pychę która wydaje się racjonalna, "To on pije, dlaczego ja mam się leczyć kiedy to on potrzebuje pomocy!" Wiesz co? Sam mówiłem do żony "Sama masz problem, ty się lecz" 
W ten sposób nigdzie nie zajdziesz.

Jakiekolwiek masz trudności w życiu a wierzę że je masz, szukaj źródła bólu a nie zabijaj go używkami, słodyczami, zakupami, obmawianiem innych i innymi "odwracaczami uwagi"
Stań w prawdzie i zaznacz prawidłową odpowiedź. Są tylko te dwie i nie ma innej! 

a) Tak, w pełni świadomie nie chcę zmian! Chcę o nich tylko pomówić.

b) Tak, mimo że się boję, chcę prawdziwych zmian i jestem gotów podjąć wyzwanie.

Podziel się proszę w komentarzu jaką odpowiedź wybrałaś?