czwartek, 26 marca 2015

Jak pomóc alkoholikowi, czyli co zrobić kiedy bliska osoba pije

pixabay



Poniższy artykuł to nie jest tekst z cyklu "Przepis na sukces" to są moje doświadczenia i doświadczenia większości przypadków. Jednak każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia. Poniższy tekst ma służyć jako pewien pogląd sytuacji, możesz się utożsamić i zainspirować jak również nic nie zrobić.
Skupię się głównie na "mąż pije, żona szuka pomocy" ale oczywiście można sobie role dowolnie powymieniać.

Niczego nie pragnę bardziej niż szczęścia w rodzinach z problemami. Kiedy widzę płacz dzieci, całych rodzin z powodu alkoholika to włos mi się jeży na głowie. Nie chcę rozbić żadnego związku, to wy podejmujecie wszystkie decyzje! Dla waszego dobra, musicie sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcecie tak dalej żyć. Jeżeli tak, to trzymam za was kciuki, jeżeli nie to również życzę wam dużo dobrego.

Tytuł tego artykułu ułożyłem w ten sposób ponieważ chcę zwrócić uwagę na kolejność. Co zrobić kiedy bliska osoba pije? Jest to dość typowa forma zapytania wśród współuzależnionych, dda i innych osób żyjących z czynnym alkoholikiem. Natomiast to że jest ona chora, że jest alkoholikiem, dochodzi znacznie później. A szkoda...

To taka ładniejsza nazwa, bo alkoholika jakoś się wstydzimy. Nasz obraz jest dość skrajny, ponieważ uważamy że alkoholikiem jest spompowany menel w rowie bez pracy i jakichkolwiek zasad. Otóż tych ludzi jak już pisałem jest statystycznie najmniej... Około 10% spośród wszystkich uzależnionych od alkoholu.

Więc kto jest alkoholikiem? Każdy może być, bardzo wielu ludzi czasami przez lata, dość dobrze ukrywa się z piciem. To znaczy, gdyby spojrzeć obiektywnym okiem to nie da się ukryć, ale kto z sąsiadów porówna na przykład lekarza który świetnie sobie radzi materialnie (bynajmniej można to wywnioskować po domu i samochodzie, bo te rzeczy są jednymi z najbardziej branych pod uwagę do określenia statusu majątkowego) ze złomiarzem którego całym majątkiem jest wózek z przebitym kołem?
Kto pomyśli że szanowany polityk lub policjant robi w domu piekło w weekendy mimo że w tygodniu zawsze pierwszy się kłania? Trzeba mieć też na uwadze że rodzina i to najczęściej żona ukrywa chorobę męża przed światem.

Sprzątanie po mężu, większość czynnych alkoholików ma swoje służby specjalne. Podobnie jak w komedii sci-fi Men in Black, kiedy agenci narozrabiali, to przyjeżdżała ekipa sprzątająca która po ogarnięciu sprawy wyjaśniała ludziom że to co widzieli nie było tym czym im się wydaje. Książkowe przykłady to łagodzenie konsekwencji picia, usprawiedliwianie w pracy i rodzinie kaca, pijaństwa i wszystkiego co z tym związane. Namawianie dzieci do kłamstw, aby pod żadnym pozorem nie mówiły co się dzieje w domu. To wszystko powoduje że większość uzależnionych jest dość dobrze kryta.

Dlaczego on pije? Problemem alkoholika nie jest alkohol! Alkoholik pije bo nie cierpi nieprzyjemnych uczuć i emocji. Tak działa metanol. Każdy smutek, lęk i frustracja jest zapijana. Kiedy robisz mężowi wyrzuty sumienia, kiedy moralizujesz go on pójdzie się napić. Dla pijącego, flaszka to najlepsze papu, dlatego że daje mu radość (gówno a nie radość ale on tego jeszcze nie pojmuje) Tak działa alkohol. W mózgu następuje koktajl hormonalny jak tęcza ;-).  Oczywiście jego uzależnienie nie jest Twoją winą, dość często ma ono korzenie w głębokiej podświadomości do której podczas procesu zdrowienia/trzeźwienia dochodzi każdy sam.

Więc co robić? Po pierwsze czego nie robić! Kiedy czynny alkoholik pije i nie dosięgają go konsekwencje swojego pijaństwa, pić nie przestanie. Wiem że to straszne, patrzeć na mężczyznę który kiedyś zabiegał o względy ukochanej a dzisiaj wygląda jak parodia i na dodatek leży w swoich wymiocinach... Jedno jest pewne, jeżeli nie beknie za swoje to będzie pił!

Daj mu spokój, częstym błędem jest moralizowanie, robienie wyrzutów sumienia. Ględzenie kiedy jest pijany! Nie ma nic gorszego. Zapytasz, To mam być pasywna? Tak, ale zawsze, dobrze czytasz, zawsze! Uwierz mi że czynny alkoholik dość szybko beknie za swoje konsekwencje. Nie powinno się kryć picia przed rodziną, pracodawcą. Sprzątać i naprawiać. Bywa że kobiety piją z mężem by mieć go pod kontrolą. Błąd! Kiedy zacznie do niego docierać że jego papu nie jest takie fajne, zacznie psuć sobie komfort picia. A o to chodzi!

Bądź konsekwentna!!! Najważniejszy punkt, kiedy mówisz że ma przestać pić bo odejdziesz, bądź gotowa na ten krok! Mało prawdopodobne by alkoholik przestał pić po pierwszej obietnicy. Jeżeli nie będziesz konsekwentna to na pewno tak nie będzie. A najprawdopodobniej będzie cię sprawdzał. Wszyscy do zmian potrzebujemy katalizatora. Ty zanim wystukałaś w przeglądarkę słowa Co zrobić kiedy bliska osoba pije,  jak pomóc alkoholikowi najpewniej w ostatnim czasie zaznałaś sporo cierpienia. Coś sprawiło że powiedziałaś dość, coś sprawiło że dopuściłaś do siebie fakt problemu. I wątpię że był to wspaniały seks i śniadanie do łóżka... Alkoholik też potrzebuje takiego BUM!!!

Nie licz na zmiany, Albert E. powiedział że idiotą jest ten który myśli że coś zmieni robiąc cały czas to samo... Zgadzam się z nim. Wiem że to trudne, ta trzeźwa strona ma na głowie dom, dzieci, wszystkie obowiązki i wielkiego rozkapryszonego bachora... Ale jeżeli nie będzie konsekwentna to niech nie licz na zmiany! Być może to nie Twój czas, być może jeszcze za mało cierpisz by podjąć takie decyzje. Rozumiem, ale mniej tego świadomość. Dla mnie ani zdrowie, ani praca, ani zgliszcza emocji i uczuć nie były dnem. Moim katalizatorem była rodzina.

Nie odpuszczaj! Jeżeli postanowisz to trzymaj się tej decyzji i nie odpuszczaj. Jak z każdą decyzją, determinacja jest podstawą sukcesu. Sam kombinowałem na setki sposobów, sprawdzałem, manipulowałem jak możesz mnie wywalić z domu, dlaczego robisz to dziecku, to Twoja wina. Wówczas możesz odpowiedzieć że chodzi wyłącznie o picie, że jest wartościowym mężczyzną którego kochałaś, ale koniec z piciem. Ma podjąć leczenie, nie mniej pić. Ma podjąć leczenie, albo terapia albo AA.

Daj termin, maksymalnie dwa tygodnie. Zorientuj się gdzie w okolicy są ośrodki leczenia uzależnień lub mitingi AA. Każdy urząd gminy czy miasta ma ludzi od rozwiązywania problemów alkoholowych, nie zawsze są to kompetentne osoby jednak mogą Cię pokierować dalej.
Tak więc ustal termin, ja dostałem cztery dni (tak czwórka jest w moim życiu wyjątkową cyfrą :-)
Ustalcie że to jest ostateczny czas na podjęcie leczenia. Możecie mieć związek którego wam wszyscy zazdroszczą. Możecie się ponownie zakochać. Ale musicie coś zrobić.

Dzień zero on poszedł na leczenie, nie rzucaj się w ramiona bo on nie pije dwa dni. Bądź konsekwentna w rozłące ale pochwal decyzje i jego trud. Uwierz mi że on nie czuje się nic lepiej od Ciebie.

Nadal pije? Cóż, musisz się liczyć z takim scenariuszem, może tak być że nie przestał pić.
Posłuchaj, niczego nie pragnę bardziej niż szczęścia w rodzinach z problemami. Kiedy widzę płacz dzieci, całych rodzin z powodu alkoholika to włos mi się jeży na głowie. Nie chcę rozbić żadnego związku, to wy podejmujecie wszystkie decyzje! Dla waszego dobra, musicie sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcecie tak dalej żyć. Jeżeli tak, to trzymam za was kciuki, jeżeli nie to również życzę wam dużo dobrego.

Przestał pić, a miało być tak pięknie, to częste zdziwienie żon. Przez lata myślałaś że kiedy przestanie pić do wasz związek będzie jak hamerykańskie love story. O tu dupa!
Przestać pić to za mało, trzeba iść dalej, dbać o rozwój. Terapia lub program AA, rzetelnie przerobiony musi dać dobry rezultat. Z różnym czasem, ale kiedy jest zrobiony dobrze, to będzie dobrze, nie ma cudu. Jednak ty też możesz potrzebować terapii. Lata nadopiekuńczości też mają na ciebie wpływ. Nie mów ty piłeś to ty się lecz! W bardzo wielu przypadkach, na ogół w większość współuzależnienie też wymaga terapii. Nie jesteś chora, ale nie oszukuj się. To co przeszłaś ma na Ciebie wpływ. Pamiętaj że związek tworzą dwie osoby, ty i on. Oboje odpowiadacie za was.

Mniej kolorowo, Może tak być że jest w waszej rodzinie przemoc, fizyczna i nie fizyczna. W takiej sytuacji po pierwsze, zapoznaj się z tą stroną Niebieska linia (klik),  poszukaj w okolicy ośrodka zajmującego się leczeniem uzależnień dostaniesz tam konkretne wskazówki. Pójdź na policję w celu założenia "Niebieskiej karty"
Wiem że możesz nie mieć wsparcia w rodzinie, teściowa może cię wykląć a sąsiedzi uznać za wredną sukę. Licz się z tym. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz żyć jak do tej pory.

Poszukaj grupy wsparcia terapia dla współuzależnienia może być robiona, a nawet powinna być robiona nawet kiedy druga połowa pije i mieszkacie razem. Zrozumiałe że potrzebujesz pomocy, wsparcia, zrozumienia i czasu. Terapia da ci to. Możesz też poszukać spotkań Al-anon (kilk).

Wpisz w przeglądarkę al-anon chat lub al-anon online lub al-anon forum. Znajdź odpowiednią grupę dla siebie. Pamiętaj też że nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie internetu więc z dystansem traktuj to co ludzie piszą. 

Mnie najlepsze co w życiu spotkało to moje dno, najtrudniejsza decyzja żony okazała się dla mnie i dla nas zbawieniem. W waszym wypadku może też tak się stać a przynajmniej dla ciebie i twoich dzieci. Powodzenia, Aquarius

P.S.

Jeszcze nikt nie uzależnił się bo chciał, bo lubi. Być może na okładce nasze życie wygląda dobrze ale każdy ma jakąś większą lub mniejszą rysę na sobie. Czasami nie trzeba przeżyć piekła by się uzależnić. Czasami wystarczy jedna duża , bardzo duża zadra w życiu. W przypadku mężczyzn taką zadrę robi zawsze ojciec.

Nie koniecznie swoją chorą aktywnością. Czasami pasywność, brak uwagi w bardzo ważnych chwilach dziecka, małego chłopca powoduje pęknięcie na którym nie powstanie męskość. Jest książka, audiobook "Dzikie serce-tęsknota męskiej duszy" John Eldrige. O ile zechce go odsłuchać może coś w nim się zadzieje. Pamiętaj też że ciężka przeszłość nie usprawiedliwia, ona zobowiązuje.

Ty natomiast najpewniej jesteś współuzależniona i na tym bym się skupił. Pamiętaj że jeżeli Ty, ten trzeźwiejszy umysł nie chce zacząć działać to niby czemu ten pijany ma coś zmienić. Skup się przed wszystkim na sobie a twoja tolerancja na krzywdy, zawody, kłamstwa i wykorzystywanie spadnie.

To może wywołać lawinę zmian, tylko tak kobieta może wpłynąć na męskie serce. Nigdy nie gadaniem. Gadaniem i przykładem może zadziałać na faceta tylko inny facet, autorytet którego on sam! Tak on sam! sobie znajdzie.

W pierwszej kolejności przeczytaj jeszcze to:
Czy jestem współuzależniona, czy ja też potrzebuję pomocy?
Czym jest twarda miłość?

Możesz też obejrzeć ten film Blue Valentine i przeczytać te artykuły Jak przestać pić?  , Jak nie pić i żyć szczęśliwie, czyli 8 rad na 8 lat trzeźwienia (tekst dla pijącego ale wiedza może ci się przydać) a te z kolei mogą Cię zmotywować :-)

Jak przestać się martwić i bać
Krótka refleksja
Wiara czyni cuda!!!
Motywacja - jak wykorzystać strach
Dlaczego jestem wdzięczny śmierci i porażce?
Cielak i franca ! Czyli kilka mitów o trzeźwym alkoholiku i jego bliskiej ;)
Grupa wsparcia
Terapia otwarta, zamknięta czy AA? Co najlepsze?
WIEM ŻE MOŻNA !!! żyć inaczej...
Czytasz, ale po co? (ważne!)

267 komentarzy:

  1. A co jak pije przyjaciel? Ja sam przestałem bo zaczynało być groźnie, gdy spotkaliśmy się na imprezie i zobaczył że nie piję trochę mu to zaimponowało, nie urżnął się nawet mocno i też podjął próbę ale szybko niestety zrezygnował i wrócił do starych nawyków..

    OdpowiedzUsuń
  2. To co opisałeś to jedna z bardzo dobrych metod. Trochę zepsułeś komfort picia przyjacielowi pokazując to swoją postawą. Namawianie jest jak próba wciśnięcia niepotrzebnych gratów za 5000zł. Kiedy przyjaciel widział Twoją postawę, zainteresował się tym. Jestem przekonany że gdzieś w środku wie że jego picie nie jest normalne. Ogólnie należy dobrać narzędzia do sytuacji. Można spróbować porozmawiać z nim, tylko i wyłącznie kiedy będzie trzeźwy. Może się zdarzyć że każda taka próba skończy się kłótnią. Tak bywało najczęściej u mnie. Kiedy konsekwencje mojego picia zaczęły w moim subiektywnym odczuciu przewyższać korzyści, powolutku, bardzo powolutku zaczynało do mnie dochodzić że nie piję w sposób kontrolowany. Możesz spróbować zrobić test z przyjacielem, lub wybrać się do terapeuty na rozmowę indywidualną. Ogólnie trudno dać coś konkretnego. Ważne żeby w miarę możliwości zachować spokój, rozmawiać wyłącznie kiedy jest trzeźwy, w żaden sposób nie pomagać w konsekwencjach picia (to jest najtrudniejsze i również wymaga wyczucia. Czasami jednak trzeba pomóc by komuś życie uratować) Można zasugerować żeby przyjaciel na imprezach czy w sytuacjach kiedy pije, wypijał np. maksymalnie 1/4 swojej dawki. Dla osoby uzależnionej takie coś przez długi czas to niemal niemożliwe. Być może dojdzie wówczas do niego że jego picie nie jest do końca normalne. Trzeba mieć też świadomość że być może to jeszcze nie czas. Pozdrawiam, Aquarius

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyszły święta, spotykamy się ze znajomymi, powiedział wszystkim że jak coś to nie pije, powiedziałem spoko ja też, chyba jest dobry moment, tylko nie chciałbym nachalną gadką go zniechęcić na podjęcie kolejnych kroków. Zresztą mi samemu też lżej dzięki temu.

      Usuń
  3. Tak mądrego i konkretnego artykułu na temat tego uzależnienia już dawno nie czytałam. Rady są praktyczne, problem w tym, że ta druga strona ze swoją bezradnością zostaje sama. I ten wstyd. Ale i tak uważam, że najtrudniej mają dzieci. Jedno wstydzi się, bo ojciec pije, a inne przeżywa koszmar pustego domu, gdy pije matka. Nie ma sposobu, jeśli rodzic nie zechce się leczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za te słowa :-) zgadzam się z Tobą że najtrudniej mają dzieci. Co prawda dzisiejsze terapie są bardzo rozbudowane, jednak żadna nie zastąpi zdrowo działającej rodziny. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Witaj, wiem co to uważać na każde słowo. Sam podobnie obchodziłem się z bliską osobą jak z jakiem. Co prawda nie w kwestii uzależnienia ale w innej. Widzisz, każdy alkoholik z jakiegoś powodu pije. Ogólnie jest to ucieczka, ucieczka od samego siebie itd. Fakt jest taki że abstynencja to już bardzo dużo, jednak najpiękniejsze w tej chorobie jest to że aby nie pić jesteśmy skazani na rozwój :-) Nic na siłę, można zaproponować jakąś wizytą u terapeuty. Indywidualnie na początek bez grupy. Później na przykład AA. Jeżeli się zdecyduje to załóżcie że będzie to na przykład minimum pięć wizyt i/lub pięć różnych grup AA. Może się zdarzyć że któraś nie będzie odpowiadać a szkoda wyrobić sobie zdanie na temat trzeźwienia/zdrowienia na podstawie jednej czy kilku osób. Doceń to że nie chce pić, że to powód do dumy, że każdy ma inne tempo w rozwoju. Być może, czego nie życzę, stanie się tak że przerwie abstynencje, wówczas trzeba być już konsekwentnym. Będzie to dowód że samemu jednak jest ciężko. Pozdrawiam ciepło i wesołuch świąt :-) Jak co to pisz śmiało.

      Usuń
  4. Witam . Ja mam problem z partnerem. Pije mimo że ma po padaczkę alkoholową(zespół odstawienia) już tyle razy wzywałam pogotowie i na serce był w szpitalu ma nadciśnienie i prawdopodobnie cukrzyce nie chce brać leków no alkohol lepszy. Albo bierze i leki i alkohol. Już sobie nie radze ani gróźbą ani prośbą. O przymusowe leczenie już tylko czekamy na wyrok sądu ale one się nie spiesza, niewiem czy ja to wytrzymam przez to wszystko odechciewa mi się wszystkiego nawet już żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie bylo to samo tylko ci powiem ze nie ma gwarancji ze po leczniu nie bedzie pil wiec uciekaj

      Usuń
  5. Widzisz ja urodziłem się z wrodzoną wadą serca, a dokładnie z pod zastawkowym zwężeniem płucnym. Nieomal umarłem jako dziecko. To mi nie przeszkodziło by pić, palić i w ogóle żyć na krawędzi tak że by słonia to zabiło. Nierzadko wspominając pewne sytuacje zastanawiam się jak ja przeżyłem...
    Nie jestem w 100% zdrowy a papierosy nie pijąc już rzuciłem nie dlatego że były nie zdrowe a ja wytrzeźwiałem, one mi smakowały do końca. Rzuciłem je dla pieniędzy... może to niezbyt wzniosłe ale nie palę :-) Tak czy siak znaki z ciała (czytać : choroby) nie robią wrażenia na uzależnionym umyśle. Znam kilku takich którzy się wystraszyli na widok rur wystających z ciała ich kolegów po fachu... No faktycznie widok nie za ciekawy... Ale nie na wszystkich taki katalizator działa. Sądy, no fakt, nie mają rozmachu.
    W tamtym komentarzu pisałaś że mówienie sobie żeby się nie martwić nic nie daje. Widzisz, to normalna zdrowa reakcja. Gdybyś udawała że jest ok patrząc na to co jesteś zmuszona oglądać, na nadmiar obowiązków, brak bliskości i wsparcia. Ochłapy partnerstwa i dręczącą twój umysł nadopiekuńczość, chociaż taką w myślach, gdybyś przyklejała uśmiech na twarz co być może odrobinę próbujesz chociaż tak troszkę robić to tylko byś sobie zrobiła krzywdę... Domyślam się ile Cię ten wpis kosztował. Rozumiem że możesz mieć te najgorsze myśli, być może chciałabyś by ktoś Cię zabrał, albo w inne miejsce na ziemi lub po za nią... Uwierz że masz prawo do takich myśli, że są one na miejscu. Niestety lub stety musisz wziąć odpowiedzialność za siebie. Przed wszystkim za siebie. Najbardziej proponowałbym Ci abyś poszła na grupę dla osób współuzależnionych. Nie jesteś chora, ale uwierz mi że choroba partnera, udziela się Tobie. Związek to silnik samochodu, jeżeli jakiś element wysiada, reszta zostaje obciążona i też się psuje. Jedyne czego teraz najbardziej potrzebujesz to wsparcie którego zapewne Ci brakuje, wsparcie i zrozumienie. W zakładce SOS mam linki do forum na którym możesz poczytać wpisy osób w podobnej sytuacji do Twojej. Pamiętaj jednak że internet ma to do siebie że nigdy nie wiadomo kto siedzi z drugiej strony komputera. W internecie szukaj osób które z jakiegoś powodu są dla Ciebie wiarygodne, mogę to być ja :-) Jednak najlepiej gdybyś poszukała najbliższego ośrodka uzależnień i poszukała pomocy dla siebie. Nie wiadomo co zrobi twój partner, być może się uda, czego z całego serca wam życzę. Możesz napisać list do partnera, powspominaj jak się poznaliście, jak Cię uwodził, co w nim ceniłaś na początku i później. Napisz o tym co teraz czujesz, napisz że jest wartościowym człowiekiem "ale tak nie można żyć kochany, przypomnij sobie nasze pierwsze miesiące, teraz musisz już wybrać, ja lub ona (butelka)" Staraj się jak najmniej oceniać te złe rzeczy. Ja taki list otrzymałem, byłem przygotowany na atak, a to wyznanie mnie rozbroiło kompletnie, ryczałem jak wół do kartki... Teraz przed wszystkim zadbaj o siebie. Pozdrawiam, odezwij się jeszcze :-) SB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mam wsparcia niechce rodzicom mówić bo oni to tylko wyprowadź się wyprowadź nie macie ślubu to sobie życie ułożysz. Ale nie potrafiła bym. Wiem o tym że potrzebna pomoc mi też bo jestem współuzależnioną. On na trapie nie chce chodzić bo ja to powiedzial "nie będzie słuchał opowieści starych alkoholików" ja pisałam kiedyś do niego listu ale go to bardzo nie obeszlo. Ani łzy moje ani moje słowa wyznania miłości nic. Bo on przeciez nie pije. Nie zdaje sobie sprawy ze mieszanie leków z alkoholem to mieszanka wybuchowa. Nam wrażenie że jemu to już wszystko jedno ja ani jego nama go nie obchodzi na nią jest zły że go na leczenie wysyła. Gratuluje że. Ci się udalo to duży sukces.:) całe życie do wygrania.

      Usuń
  6. Może pokarz mu mojego bloga lub jeżeli możesz moją pierwszą książkę "Jak zrobiłem z piekła raj", to nie jest reklama ;-) poprostu zacząłem pić coś koło 16roku życia, skończyłem mając 26lat. Obecnie mam 32 lata, więc nie taki stary ze mnie alkoholik ;-) po za tym na terapii można spotkać wielu jeszcze młodszych mężczyzn i kobiet. Ogólna świadomość powoli rośnie wiec i wiek spada :-) Oczywiście rodzice poszli by na skróty bo nie ma ślubu, inaczej to byłby wstyd być może robić co kolwiek. Rozumiem że kochasz jeszcze swojego partnera. Czy możesz teraz, obiecać sobie i tylko sobie, że do końca tygodnia postarasz się umówić do terapeuty w sprawie współuzależnienia? Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. On do czytania to ostatni;-) jaki stary Dawid tylko o rok młodszy. ja nam26 lat.:-). Jestem i mieszkam prawie 9 10 lat mnie więcej więc trochę szkoda to tak pogrzebać z jego mamą też się zżyłam mieszka z nami ona za mną ja za nią jestem jeden front mamy. Co do terapeuty to w przyszłym tygodniu bo teściowa wróci od córki. Dziękuję za dobre slowo i pomoc..pozdrawiam :-);-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi że ja też od czytania byłem daleki, w liceum nie przeczytałem ani jednej książki. Krzyżacy to streszczeni było dla mnie za duże wiec opierałem się o plan wydarzeń... ;-) a tu proszę, piszę i to ponoć całkiem dobrze :-) trzymam kciuki.
      P. S. Jak coś to pisz śmiało, od tego jestem by pomóc :-) super że idziesz do terapeuty. Również pozdrawiam, SB

      Usuń
    2. Proponowałam mu książkę ale powiedział że nie będzie czytał. W tej chwili od trzech dni nie pije. Albo mi się wydaje i dobrze to ukrywa. Nie potrafię my zaufać że nie pije, cały czas mam poleżenia sposoby na sprawdzianie go czy pije. Nawet jak nie pije to i tak podejrzewam że pije. Trochę skomplikowałam. Czuję się tak niepewnie.teściowej niema to czuje jakbym była sama i tylko gorzej nerwowa. Chodzę poddenerwowana że wyjdzie ledwo z psem a ja już na zegarek ile go niema ze pewnie juz do sklepu poszedł albo ktoś mu dal
      poprostu chyba gorzej się czuje jak on nie pije niż jak pije. Znowu zawracam głowę. Pozdrawiam. Dzięki za wysłuchanie :)

      Usuń
    3. Ja piłem ostatnie 3 lata praktycznie non stop. Zawsze na rauszu, żona odzwyczaiła się mnie trzeźwego do tego stopnia że już nie zauważała czy mam wzięte czy nie... Z psem to na ogół chodziłem pić, podobnie jak do kotłowni... Nie wariujesz, nie pogarszasz. To normalne, najlepiej jak byś udała się dodatkowo do terapeuty, twoja nad kontrola (patrzenie na zegarek i snucie scenariuszy) to współuzależnienie, warto się z tym uporać dla własnego "spokoju" To nie tak że czujesz lepiej kiedy on pije. Tzn. może i czujesz się lepiej ale to iluzja spokoju, niepewność która ci towarzyszy to paskudna tortura, gorsza od najgorszej prawdy. Stąd to uczucie. Wiem że to o kant dupy rozbić ale zajmij się czymś, odwróć uwagę. Zawsze możesz powolutku wdrażać w życie któreś z wymienionych przeze mnie rzeczy. Wiem że to strasznie trudne, z teorii przejść do działania, dla was obojga to nie lada wyzwanie. Jednak czy znasz kogoś kto nauczył się pływać z gazety lub książki, bez moczenia dupy w wodzie ;-) miłego wieczoru. P. S. Nie zawracasz mi głowy :-)
      S.B.

      Usuń
  8. Ja niewiem czy ja to wytrzymam do jego odwyku. Czy nie lepiej będzie jak odejdę. Ja widzę po jego twarzy czy strzelił piwko lub setkę. Wiem ze on pije wypiera się się potem i tak wychodzi.ja poprostu nie mam sił by cokolwiek robić. Pragnę tylko świętego spokoju od wszystkich i wszystkiego. Mam wrażenie ze krzycząc unosząc glos pogarszają jednak sam mi tak powiedział ze pogarszam tylko. Święty spokój 😢

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak długo to ma jeszcze trwać (jego pójście na odwyk) Jednak rozumiem że czas leci ci znacznie wolniej, od myśli do myśli. Niepewność co zrobić jest najgorsza, nawet najsurowsza decyzja da Ci więcej spokoju niż to co teraz masz... Ogólnie jestem zawsze za tym by jednak próbować odbudować związek, jednak by to się udało, trzeba spełnić dwa warunki.

      Po pierwsze związek tworzycie oboje, i po latach pijaństwa oboje potrzebujecie pomocy. Alkoholik terapii uzależnień a bliska alkoholika terapii współuzależnienia. Nie jest tak że to on pije i to tylko on ma problem. Tak nie ma.
      Drugi warunek to fakt że nie powstała jeszcze stabilna budowa na ruinach. Najpierw trzeba wszystko rozłożyć do fundamentu i od niego zacząć nową budowę. Czy w to wierzysz czy nie , taka już jest fizyka, nawet ta duchowa. Przecież jeżeli wyjdę z domu przez okno to spadnę w dół i nie muszę do tego znać czy wierzyć prawom fizyki. Ona i tak zadziała

      Rozumiem co to znaczy kiedy ktoś się wypiera, w pewnym momencie zaczynasz wierzyć w te bzdury i zaczynasz negować to co sama widzisz. Można zwariować co? W końcu sama nie wiesz czy nawet własnym zmysłom możesz ufać. Mówię ci że możesz. Oczywiście krzyk nic nie da, pogorszy sprawę to fakt. Najrozsądniejsze są konkretne działania, łagodność ale zdecydowanie.

      Najważniejsze to musisz pamiętać że każdy alkoholik to egoista, być może pewne cechy na to nie wskazują, jednak w gruncie rzeczy tak jest. Zawsze obwini wszystkich w okół byle by siebie nie dotknąć. Alkohol pomaga nam z tym żyć mimo że jest coraz gorzej.

      NIE, NIE, NIE i jeszcze raz NIEEEE!!! Ty nie pogarszasz sprawy, spójrz na to z dystansu, trzeźwym umysłem. Podstawowy problem w waszym życiu to alkoholizm partnera/męża, kiedy on będzie rozwiązany, to 90% zmartwień i problemów odjedzie, wtedy przyjdzie czas na szlifowanie waszego związku.

      Wiesz co zrobić, jeżeli jednak nie masz pewności zadaj sobie pytanie co byś zrobiła gdybyś się nie bała...
      Trzymam za was kciuki :-) SB

      Usuń
  9. Co bym zrobiła gdybym się nie bała? Niewiem. Teraz znowu z sercem wylądował w szpitalu . Juz w tym roku tyle razy wzywałam karetkę nie zliczę. Za każdym razem jak odstawi alkohol dostaje padaczki nie dociera do niego że wyrżnie głową w krawężnik i koniec. Czasami myślę że lepiej by było gdyby umarł, coraz częściej tak myślę jak juz nie mam do niego słów to potrafię mu powiedzieć zachlaj się na śmierć i będę miała spokój. Nie mogę już na niego patrzeć.

    Rozprawę dopiero ma w styczniu ,i prawdopodobnie będzie miał tylko kuratora i leczenie ambulatoryjne.wątpię ze to coś da.

    Na terapie nie poszłam za dużo pracy miałam.
    Dzięki za kciuki ale mam wrażenie że ten związek to imitacja.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo długo się zastanawiałem co Ci napisać. W sumie to tylko trzy rzeczy.

    1. A.Einstein mówił o definicji szaleństwa tak: szalony człowiek który myśli że coś zmieni robiąc w kółko to samo...
    Jak pisaliśmy, konkretne decyzje muszą zapaść. Rozumiem że jego stan zdrowia hamuje Twój upór. Nie chcesz go jeszcze bardziej zranić, nie chcesz czuć się odpowiedzialna za jego stan zdrowia. Chcę żebyś wiedziała że to normalne. Być może jest tam jeszcze jakaś miłość. Ogólnie dla was obojga trzeba konkretnej zmiany w życiu, nie można tego ciągnąć. Któreś z was musi pierwsze coś zmienić. Oboje tego potrzebujecie ale któreś musi zacząć.

    2. Być może w takiej sytuacji jest ciężko na zmiany, teraz on jest w o tyle "dobrej" sytuacji, ma dość silny katalizator który może coś zmienić. Jak najszybciej powinien coś zrobić, jak tylko zdrowie pozwoli to iść chociaż na grupę AA, jest ich wiele. Bez podawania miliona powodów że nie. Jak się chce chlać to nic nie zatrzyma, jak się chce trzeźwieć to również, pisałem o tym artykuł "czy ja też mogę przestać pić".
    Jednak przede wszystkim mów o tym, nie obarczaj nikogo tym co się teraz dzieje, ale staraj się to chociaż od gadać. W końcu przyjdzie czas na działanie, tego możesz być pewna. Jednak teraz chociaż to z siebie wyrzuć.

    3. Nie wiem czy jesteś wierząca, ale warto się pomodlić za jego stan fizyczny i duchowy. Tak jak potrafisz. Oddaj ten problem Bogu, będzie Ci łatwiej zaczekać do tego stycznia. Zaufaj że wszystko co się w Twoim życiu dzieje jest po coś.

    Tak czy siak bez terapii lub grupy AA odwiedzanej w sposób permanentny nie wiele się zmieni.

    Trzymam za Was kciuki. SB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie ma co doradzać bardzo.
      Katalizator,może dla innych tak ale nie dla niego. Wczoraj wyszedł ze szpitala i już dziś wypił. Przez te padaczki ma już zmiany neurologiczne a nic nie dociera. Robi się coraz bardziej agresor do mnie i do swojej mamy. O grupie AA można zapomnieć on nie pójdzie a bynajmniej nie dobrowolnie.

      Wierząca jestem ale modlitwy nic nie dają. Bo on się nudzi dlatego pije taka jego wymówka. Ja nawet bym się wyprowadziła ale jak pomyśle że jego mama z nim zostanie sama to sumienie mi nie da spokoju. Może to kara za jakieś moje grzechy. Nie da się mi nic poradzić. Ale dobrze ze mogę komuś powiedzieć.
      Przecież nie powiem jego mamie że wole żeby się zachlal albo żebym ja umarła. AGNIESZKA

      Usuń
  11. Bóg nie kara nas, to tania wymówka. Bóg posługuje się ludźmi i sytuacjami żeby nas czegoś nauczyć. Pomódl się wiec abyś znalazła w sobie dość odwagi by pójść na grupę, by zadbać o siebie. Trzymam za was, zwłaszcza za Ciebie kciuki. Pamiętaj też że zawsze możesz tu pisać, tu lub na PW. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć mój mąż pije ciągle jak ma wolne jak pracuje chodzi do pracy to nie nawet nie rozmawiamy już ze sobą brak mi tej bliskość co kiedyś ale wiem że już nie będzie tak jak kiedyś dzisiaj był na terapii ale co z tego jak znów się nahlał tesciu czyli jego ojciec kupił mu piwko twierdząc że jak mu kupi to do sklepu nie pójdzie a jak zwróciłam uwagę że kupuje to że ja też bo kiedyś mu raz kupiłam ale teraz nie i wielka z tego kłótnia na przymusowe leczenie też złożyłam ale nic se z tego nie robią tylko dostał kuratora i indywidualne terapię i co z tego że pójdzie jak i tak pije po terapii a nasza 4letnia córka patrzy na zachlanego tatę nawet nigdy jej nie powiedział że kocha nie bawi się z nią nie zajmuje nic nie robi tylko pije i na ryby a ja już sił nie mam już przestałam go prosić grozić by przestał nawet się wyprowadzalam od niego ale to tylko na chwilę pomogło nawet na terapię chodziłam on też chodził i chodzi nawet byłam z nim dwa razy w AA bo sam nie miał odwagi i nic to chyba nie ma już szans ja się staram a on ma to gdzieś a nie mogę odejść od niego bo mam kredyt do spłaty i za telefon i internet to wychodzi mi ponad 600zł i jeszcze życie do tego i przedszkole córki a ja bym odeszła to bym dostała 600zł alimentów albo mniej do pracy nie pójdę bo nie mam z kim małej zostawić jak z przedszkola wróci teściowa nie chce a moja mama pracuje więc muszę żyć w tym piekle tylko pytanie jak długo jeszcze to będzie trwało w cuda już nie wierzę i w to że przestanie pić też nie jak bym miała może pieniądze to bez wahania bym odeszła może jestem egoistka ale nie wierzę już w miłość a i wybaczcie ale człowiek sam ze swojej woli staje się alkoholikiem i to nie rzadna choroba tylko wymówka nie chce to nie pije skoro to choroba to czemu trzeba w naszym kraju czekać tyle by zabrali alkoholika na leczenie tylko każą by poszedł sam pójdzie wysłucha i potem się nahla, tylko potem ludzie w tych komisjach reagują jak mąż zabije żonę lub dzieci to wtedy oj co się stało rzeczywiście jest alkoholikiem i wtedy biorą się za sprawę, pozdrawiam. Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, na początek usunąłem twój drugi komentarz. Była tam ta sama treść a więcej danych osobowych. Na forum pisać lepiej anonimowo, zwłaszcza o Twojej sytuacji której Ci nie zazdroszczę ale wiem też że jest cała masa ludzi którzy żyją podobnie do Ciebie. Jest też cała masa która żyła tak a zmieniła Swoje życie.
      Więc tak, na początek gratuluje Ci odwagi, z tego co piszesz podjęłaś już sporo kroków. Jednak wygląda na to że ani Twój mąż ani jego rodzina nie specjalnie widzi problem w alkoholu. Twój teść też zabłysnął, nie ma co. Znam jeszcze gorsze usprawiedliwienia ale za każdym razem jak takie coś słyszę to mi ręce opadają (delikatnie mówiąc, krew mnie zalewa...) Ale widzisz, rodzic bierze odpowiedzialność za dziecko (nie zawsze słusznie), gdyby teście przyznali się do alkoholizmu syna, ogłosili by kapitulacje... Nie chcą widzieć prawdy. Szkoda dziecka, to fakt i może właśnie dla niej, dla Twojej córki warto uwierzyć w cud. Słuchaj nie wiem czy jesteś wierząca czy nie, ale czasami są sytuacje że bez wiary, bez pomocy Boga sobie nie poradzimy. Zostaw uprzedzenia jeżeli takie masz. Dla mnie kiedyś kościół to był ksiądz z lepszym samochodem od mojego ;-) Zostawiłem to i jest mi duuuuuużo łatwiej mimo że niby ułożyłem w miarę swoje życie. Bardzo ważne żeby nie ułatwiać czy nie "sprzątać" (dosłownie i w przenośni) mężowi. Przymusowe leczenie nie da nic jeżeli ktoś nie chce przestać pić. Uwierz mi że nikt nie chce z własnej woli zostać alkoholikiem. Tak jak niemal nikt, nie czyni zła świadomie. Nie tłumacze nikogo, jak ktoś krzywdzi to powinien za to beknąć i już! Włącznie ze mną. Proszę, nie prowadzaj męża po AA. Każdy czynny alkoholik unika odpowiedzialności i to ją musi odbudować. Szacunek że podjęłaś terapię współuzależnienia. Większość Pań odpada w tym momencie mówiąc "to on chla" Owszem, On, ale tobie się to udziela. Nie ma tak że wypijesz zsiadłe mleko i nie obędzie się bez ... posiedzenia. Powiedziałaś A to warto powiedzieć B. Dokończ terapię, zrób to dla córki ale też przed wszystkim dla siebie. Jak podejrzewam jesteś ostatnią osobą która myśli o sobie. To nie jest w porządku, abyś sama dokładała do i tak ciężkiego wara który masz na plecach... Uwierz przed wszystkim w to że Twoje życie może wyglądać inaczej (przeczytaj artykuł u mnie blogu "Wiem że można żyć inaczej" nie odnoś go do męża a do siebie) Już nie długo 2016, postanów w tym roku zadbać o siebie i córkę, postanów odmienić wasze życie. Co będzie? Nie wiem? Ale zadaj sobie pytanie, jak będzie wyglądać moje życie, życie mojej córki jeżeli nic nie zrobię? Uwierz że mąż może przestać pić.
      Napisz jeszcze co u Ciebie za jakiś czas, proszę :-) SB

      Usuń
  13. żona alkoholika, to także ja, jest mi źle. Mam dwie córki 29, 19 lat, to jego kochane przecież córeczki, on z problemami zdrowotnymi( 2 oper. kręgosłupa, zawał serca rok temu),ja pielęgniarka dużo pracująca (kredyt mieszkaniowy) on na głodowej rencie na 2lata. uważa ,że tak pije 80% polaków, a pije b. często lub codziennie, czasem do utraty kontroli umys. lub zwieraczy. dzieci domagają się bym odeszła, bo może być tylko gorzej. dawałam mu wiele szans na oprawę, jest gorzej. po alkoholu bywa agresywny, teraz coraz rzadziej, ale pije częściej i więcej. jestem po tragicznych świętach pił codziennie. to straszne, jest mi źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję i cię rozumiem. Mimo że to ja piłem to wiem co to (przynajmniej częściowo) być na Twoim miejscu. Bardzo współczuję, naprawdę. Jednak oboje wiemy że na współczuciu nie można się zatrzymać. Niedługo Sylwester, zrób proszę bilans ostatnich lat, przysięgnij sobie że przyszłe święta będą inne. Być może, nie, na pewno, czeka cię trudny czas. Wiele dużych decyzji. Zadaj sobie również pytanie (ja tak robię przed trudnymi wyborami) jak będzie wyglądać moje życie za rok jeżeli nie zrobię czegoś nowego. Być może twoja zdecydowana postawa okaże się katalizatorem dla męża. To zabrzmi dziwnie ale zadbaj o to by cierpienie którego doznałaś w te święta nie było zmarnowane. Wiem że wolałabyś by ktoś cię zabrał do innego miasta/życia. Ale tak się raczej nie stanie. Obiecaj sobie że od stycznia zadbasz o siebie. Od siebie proponuje pełną terapie dla współuzależnionych. Poczytaj artykuły w linkach na dole tego artykułu. Trzymam kciuki, jak coś to pisz. Pozdrawiam SB

      Usuń
  14. Witam, u mnie sytuacja też jest nie ciekawa.Moja matka pije od chyba 2004 roku, ale teraz to już przechodzi samą siebie. Kiedyś piła mniej i miała dość długie przerwy w piciu.w 2009 roku wywiozłam ją na leczenie odwykowe, ale nic sobie z tego nie zrobiła.była nawet zadowolona bo prawie nie musiała nic tam robić.w pierwszy dzień po powrocie do domu poszła na zabawę do parku i się uchlała.Ona mieszka ze swoją mamą (86 lat),teraz pije codziennie,czasami nawet nie trzeźwieje przez dwa dni, najgorsze ze zaczyna robić pod siebie, nie kontroluje co robi, bardzo kłuci się ze swoją mamą i córką (moją siostrą). nie raz doszło do rękoczynów.wcale się nie dziwie bo sama jak ją widze w takim stanie to mam ochotę jej przywalić.nie pomagają ani prośby ani groźby.Jest bardzo agresywna, zaczęła chodzić do jakichś ludzi i tam pije a potem się awanturuje w domu. nikt nie dzwoni na policję bo wiedzą że i tak to nic nie da, zabiorą ją do wytrzeźwiałki i wypuszczą następnego dnia.Swoją mamę wyzywa od najgorszych, drze się, rzuca jedzeniem , talerzami co wpadnie jej w ręce, trzaska drzwiami aż cały dom się trzęsie, wyzywa sąsiadów,najgorsze ze kilka razy odkręciła gaz i wyszła z domu. nie wiemy jak do niej mówić żeby chciała podjąć leczenie,żeby było trochę spokoju.Najbardziej szkoda mi babci bo się z nią męczy.na wigilię byłą tak pijana że nawet nie podeszła do stołu, na brata pogrzeb nie pojechała bo była pijana.Jej wystarczy wypić jedno piwo i jej odwala, zmienia się nie do poznania.jest bardzo chuda waży może z 40 kg, mało je, tylko pije kawę i pali papierosy, ale jak wpadnie z złość to ma tyle siły że ciężko ją utrzymać.nie wiemy co mamy z nią począć proszę o radę. M>P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, faktycznie bardzo ciężko. Nie chce Cię odesłać z kwitkiem, jednak bez dwóch zdań powinnaś najlepiej z siostrą poszukać pomocy u specjalisty. Zasugeruje Ci co możecie zrobić. Twoja sytuacja jest wyjątkowa i chwilami nie bezpieczna. Groźby i krótka piłka w tym wypadku raczej wiele nie dadzą, wręcz przeciwnie. Mogą tylko zamknąć i tak zaryglowane drzwi. Może się mylę ale takie mam wrażenie. Według mnie, jednak Ty lepiej znasz Twoją matkę, to należało by poszukać kilku trzeźwych dni i z nią pogadać. Szczera rozmowa od serca. Im mniej emocji tym lepiej, jesteście na pewno przepełnione poczuciem krzywdy i bezradności, w takiej sytuacji ląd jest krótki. Nie chodzi o to by ugłaskać kamień, chodzi o to by spróbować go skruszyć. Może być list, chociaż rozmowa lepsza. Bez oceny matki, matka kiedyś na pewno była wartościowym człowiekiem, pewnie nie jedną noc stała przy waszym łóżku. Jednak to co robi z nią alkohol jest okropne. W ten sposób spróbujcie do niej podejść. Sądzę że jest kilka rzeczy za które można ją pochwalić, możecie je wymienić. Mówcie o swoich uczuciach, troskach i tym co widzicie. Ale jak mówiłem na początku, poszukajcie pomocy u terapeuty. Jak możesz to odezwij się jeszcze, Sylwek

      Usuń
  15. dzięki za szybką odpowiedź. byłam u terapeuty który przyjmuje w naszym mieście, powiedział mi to samo żeby z nią pogadać jak jest trzeźwa. tak też zrobiłam, co z tego jak wytrzymała tylko dwa dni. Ona dobrze zdaje sobie sprawę co tak naprawdę robi, powiedziała że się zmieni, poprawi ale i tak wiedziałam że kłamie. długa nie trzeba było czekać zaraz sięgnęła po piwo.do terapeuty poszłam jako pierwsza, żeby mu opowiedzieć jak jest naprawdę bo wiedziałam że ona powie swoją wersje i też tak było. niestety poszła tam chyba tylko dwa razy, potem mówiła że idzie na spotkanie a tak naprawdę chodziła po mieście żeby tylko zleciał czas, a w domu mówiła że była na spotkaniu.wiem bo dzwoniłam tam z zapytaniem czy uczęszcza na spotkania to powiedzieli że była tylko dwa razy.moja ciotka nie raz podejmowała z nią rozmowę ale też bez skutków, powiedziała że ona lubi pić i nie przestanie. najgorsze jest to że ona rano póki nic nie wypije to jest ok, czasami posprząta, pójdzie po węgiel, na zakupy i tyle jak dostanie kasę to zaraz kupuje piwo i tylko poczuje alkohol zmienia się nie do poznania. najgorsze że wynosi i sprzedaje węgiel i drzewo żeby mieć kase. dostaje swoją ręte ale babcia zabiera bo by wszystko przepiła. ze swoim mężem od chyba 10 lat są w separacji, nie mieszkają razem bo tylko były tam kłótnie. postanowił ją wyrzucić z jego mieszkania. najgorsze jest to że mieszkają na tej samej ulicy i z naszego budynku widać jego okna i tylko wypatruje czy idzie pijany czy trzeźwy, czy się światło u niego świeci czy kolegów nie sprowadza. szajba.rozumiem że nie może się z tym pogodzić że nie ułożyło im się życie tak jak chcieli ale nie każdemu jest to pisane.od małego dziecka pamiętam jak ojciec przychodził pijany jak się kłucili(nigdy nie mieszkaliśmy razem, tam jest małe mieszkanie a jeszcze jego matka za bardzo nie przepadała za dziećmi) i tak byliśmy rodziną dochodzącą i dzieci i żona . z jego opowiadań i mojej babci od strony mamy, matka nigdy nie stroniła od alkoholu i są tego skutki.jeszcze jak mieszkali razem to przychodziła do ojca bardzo późno i mu mówiła że jej mama się źle czuła że miała atak serca( bo babcia choruje na serce) i musiała zostać a tak naprawdę wychodziła z domu koło 19-20 a do niego przychodziła koło 23 oczywiście pod wpływem alkoholu.całe jej życie to wielkie jedno kłamstwo.póki pracowała to było jeszcze w miare ale jak przeszła na wcześniejszą emeryturę to przestałą o siebie dbać i nie umiała sobie znaleźć zajęcia i wpadła w alkoholizm...M>P

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj, nie zawsze mi się udaje od razu odpisywać. Mam dużo zajęć a listów coraz więcej, co mnie oczywiście cieszy :-) Więc matka miała próby leczenia, ok. Widzisz, rozumiem to co czujesz. Bezsilność jest paskudna, moja sugestia jest taka. Dla Ciebie przydało by się kilka spotkań z DDA (dorosłe dziecko alkoholika) nie mówiłabyś o mamie a o sobie. Najlepiej terapia ale to już Twoja decyzja. Można nauczyć się z tym żyć. Nie zrozum mnie źle, wiem że matka pije i to ona potrzebuje leczenia, jednak to co masz w środku odbija się na zewnątrz. Co do matki, można jeszcze spróbować jak największą częścią rodziny z nią porozmawiać. Nie oskarżać ale spojrzeć na wszystko w prawdzie. Plusy matki i minusy wynikające z jej choroby, tak CHOROBY, oczywiście to że jest to choroba to nie zwalnia jej z odpowiedzialności, wręcz przeciwnie. Może pomyślcie nad konsekwencjami jakie wyciągniecie jeżeli ona nie zdecyduje się nie pić. Jest szansa że przestanie pić, znam setki ludzi którzy zaczynali swoją drogę podobnie. Ja sam miałem dwie próby (samemu) i dopiero za trzecim razem się udało, z fajkami podobnie.
    Po trzecie, jeżeli jesteś wierząca, módl się za nią, są Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie na które można przynieś zdjęcie osoby. Nie wiem jaki masz stosunek do tego ale ja sam widziałem cuda! Co do kontroli męża to z jednej strony tak jak mówisz, żal że nie wyszło, z drugiej odwracanie uwagi od siebie. To książkowe zachowanie. Jak coś to śmiało pisz, możesz też na email. Pozdrawiam, trzymaj się, Sylwek

    OdpowiedzUsuń
  17. Trafiłam tu NIE przypadkiem. Fajny blog i super rady i porady. Jestem zona , pewnie wspoluzalezniona, alkoholika, szefa firmy, pijacego w ukryciu. 12 lat mieszkamy za granicą, od 5 lat on ma ciągi. Nie chce się leczyć. To nie dla niego. Mamy 6 letnie dziecko które cierpi z powodu choroby męża najbardziej. Ja mimo tego że byłam u psychologa, ze wiem jak powinnam się zachowywać gdy on ma TE dni, robię wszystko tak jak robić nie powinnam. Strasznie jestem o to na siebie zła. Nie potrafię być konsekwentna.tak bardzo jest mi go szkoda. Z jednej strony on a z drugiej strony dziecko. Jestem pomiędzy młotem a kowadlem. Dziecko jest bardzo ważne i powinnam się wyprowadzić żeby nie musiało patrzeć na ojca te dwa tygodnie ( tyle trwa picie i dochodzenie do siebie) choćby do hotelu bo tak naprawdę nie mam gdzie. Ale boję się że gdy to zrobię to on coś zrobi sobie. Ze zachlysnie się rzygami. Ze wyleci przez okno które ciągle wszędzie otwiera bo mu gorąco, że coś sobie zrobi bo mówił kilka razy ze jemu się nie chce żyć. .. i co ja mam robić? ??
    Gratuluję ze udało Ci się być" niepijacym"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, dzięki za miłe słowa dotyczące bloga. Oczywiście przypadkiem tu nie trafiłaś. Nie ma czegoś takiego jak przypadek :-) Tak sobie myślę że w pierwszej kolejności powinnaś zapewnić sobie wsparcie. Poszukaj jakieś grupy terapeutycznej lub Al-Anon, najlepiej na żywo. Fakt, musisz swoje życie dostosować do tego by pomóc sobie, dziecku i nawet mężowi. Wiem że większość ludzi się w tym miejscu wykłada, no bo jak, dlaczego to ja mam się starać i zmieniać, to on chla. Owszem, ale każda współuzależniona osoba i tak się dostosowuje i stara do picia męża lub żony. Każda nad kontrola (w tym Twój lęk o jego życie) jest dostosowywaniem swojego życia do innej osoby. Oczywiście to że martwisz się o męża jest zrozumiałe i słuszne. Jednak trzeba tę troskę inaczej wyrazić ;-) Najważniejsze to musisz sobie przypomnieć o sobie. Pójdź do lustra, spojrzeć sobie w oczy i zapytać kto tam jest, czego chce, jak może to osiągnąć. Wyobraź sobie że masz koleżankę która jest w Twojej sytuacji, co byś jej poradziła... Radzić komuś jest znacznie łatwiej niż sobie, wiem coś o tym ;-) Zapewnij sobie pomoc, często jest tak że sami chcemy sobie z wszystkim poradzić, uwierz że to się nie uda. Jeżeli nie dasz rady na żywo to chociaż jakieś forum, tyle że nigdy nie wiesz kto siedzi z drugiej strony komputera a niestety sfrustrowanych pajaców nie brakuje... Sam nie wiem co do jego marudzenia na temat "nie chce mi się żyć" Ogólnie większość alkoholików tak mówi, bardzo wielu nawet mówi o tym że popełni samobójstwo, nie wielu, właściwie większość nie robi tego. To zwykła manipulacja, jednak jak pisałem nie mam pewności jak jest u Was. Powiem Ci że podczas jednego wpisu na blogu i mojej odpowiedzi wiele nie zdziałamy, możemy jednak wzbudzić pewne emocje do działania. Bezsilność którą czujesz jest okropna, jednak nic się nie zmieni jeżeli robimy cały czas to samo... Odezwij się jeszcze. Poczytaj jeszcze bloga, jak chcesz to pisz na email, Sylwek

      Usuń
  18. WITAM I JA TU TRAFIŁAM NIEWIEM CO ROBIC MAM MĘZA ALKOHOLIKA DWOJE CÓDOWNYCH DZIECI JAKIES 4 LATA TEMU MĄZ ZACZĄŁ PIC CODZIENNIE WCZESNIEJ ZDAŻAŁO SIE ALE NIE BYŁY TO TAK DŁUGIE CIAGI W PERSPEKTYWIE CZASU STRACIŁ FIRME JA MUSIAŁAM SPRZEDAC MIESZKANIE ZEBY SPŁACILDŁUGI TAK W TEDY MYSLAŁAM MAZ JAK TYLKO DOSTAŁ PIENIĄDZE POSZEDŁ W DLUGA WRÓCIŁ BEZ PIENIEDY DŁUGI NADAL SĄ I ZACZEŁO SIE PIEKŁO WYLADOWALAM U TESCIOWEJ Z DWUJKA DZIECI W JEDNYM MIESZKANIU WTEDY WIEM JESZCZE GŁUPIA WIEZYŁAM ZE SIE PODNIESIE ZE BEDZIE DOBRZE ZACZEŁO SIE PIEKŁO MAŻ POD WPŁYWEM ALKOHOLU ZACZĄŁ STAWAC SIE AGRESYWNY ZACZĄŁ MNIE WYZYWAC ZE GO ZDRADZAM SZUKAJĄC NOWYCH KOCHANKÓW PLUŁ MI W TWARZ RZUCAŁ WEMNIE RZECZAMI ITD KTOS POWIE PRZEMOC TAK JA TAK WTEDY ZASTRASZONA BAŁAM SIĘ ZG ŁASZA C NA POLICJE AZ KTOŚ MNIE WYRECZYŁ ZOSTAŁA ZAŁOZONA NIEBIESKA KARTA MYSLAŁAM ZE MOZE TO COS DA A ON MNIE POPROSTU ZOSTAWIŁ Z DZIECMI NIGDY NIE ZAPOMNE JAK PRZYSZEDŁ I POWIEDZIAŁ TAK MAM KOGOS NIE JESTEM TAK OBŁUDNY JAK TY I WYPROWADZIŁ SIE WTEDY PIERWSZY RAZ W ŻYCIU POCZUŁAM ŻE PEKA MI SERCE OSOBA O KTÓRA WALCZYŁAM WBIŁA MI NÓZ TAK BYŁAM NAIWNA MYSLAC ZE KIEDYS ZOBACZY CO ROBI PŁAKAŁAM STRASZNIE PO DWÓCH MIESIĄCACH WRÓCIL BŁAGAŁ GŁUPIA DAŁA MU SZANSE JUZ ZDRAD NIE BYŁO PRZYNAJMIEJ NIEWIEM ALE JESZCZE GORSZA PRZEMOC SLOWNA YLE PRZYKRYCH SŁOW NIE USŁYSZŁAM NIGDY OD NIKOGO NIE BĘDE CYTOWAC WIEM ŻE MNIE NIENAWIDZI OBARCZA O WSZYSTKO NAWET NIE DOPUSZCZA MYSLI ŻE GO NIE ZDRADIŁAM BYŁA SPRAWA W SADZIE SAM ZADECYDOWAŁ ZE IDZIE NA ODWYK ZAMKNIETY I DZIS POJECHAL POWINNAM SIE CIESZYC ALE NIEWIEM JA CHYBA JAKAS GŁUPIA CZYCO BO PŁACZE ZA NIM ,SMUTNO MI ON NIECHCE NAWET ZEMNA ROZMAWIAC CHOCIAZ JA NIE PONOSZE WINY ZA JEGO PICIE APŁACE CHCIAŁAM ZEBY DZIECI MIALY NORMALNY DOM ZASTANAWIAM SIE JAK TO MOZLIWE ZE ON SOBIE TAK WKRĘCA ŻE GO ZDRADZIŁAM NIE SŁUCHA NIKOGO CHOCIAZ WSZYSCY MÓWIA ZE TO NIEPRAWDA JAK Z TYM ŻYC JAK POSTEPOWAĆ .POMÓŻCIE BO NIEWIEM CO ROBIĆ ZASTANAWIAM SIĘ CZY JEGO ZACHOWANIE PODYKTOWANE JEST ALKOHOLEM ?MIESZKAM U TEŚCIOWEJ NIEMAM MOŻLIWOŚCI NARAZIE SIE WYPROWADZIC GDZIE CZEKAC JAK WYJDZIE Z ODWYKU JAK ON NAWET NIECHCE MNIE WIDZIEC TAK POWIEDZIAŁ ZEBYM DO NIEGO NIEWAZYŁA SIE DZWONIC ANI RZYJEŻDZAC .

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć, w pierwszej kolejności pamiętaj o tym że większość Waszych problemów to alkoholizm męża. To że go przyjęłaś nie było głupie, co prawda mógł już wtedy pójść na odwyk ale jest jak jest. Jego oskarżanie o twoją zdradę to według mnie to:

    a) "Każdy mierzy swoją miarą" więc jeżeli jemu się zdarzyło to myśli że każdy tak robi, być może zanim zrobił przeniósł odpowiedzialność na Ciebie. Tj. uwierzył w to dzięki czemu zapalił sobie zielone światło. To działanie w amoku i mimo że bolesne dla Ciebie i nie usprawiedliwione dla niego to postaraj się nie obarczać winą.

    b) Każdy facet, zwłaszcza uzależniony będzie racjonalizował. Tak jesteśmy skonstruowani że każde świństwo sobie usprawiedliwimy. Bez dwóch zdań! Kłótnie w domu najczęściej są tylko po to by "usprawiedliwionym" wyjść pić. To nie Twoja wina! Pamiętaj o tym.

    Alkoholicy, wszyscy bez wyjątku najbardziej ranią tych którzy są najbliżej, bo tylko oni znają o nich prawdę (alkoholicy to pozerzy i piszę to z własnego doświadczenia) Po za tym najbliżsi najczęściej, co jest oczywiste, przeszkadzają w piciu. Więc za całe zło jakie Go spotkało w życiu oskarża Ciebie. Wiem że Ci ciężko, ale postaraj się nie brać tego do siebie. To książkowe działanie czynnego alkoholika!
    Być może sobie to uświadomi na terapii, być może nie. Najważniejsze to NIE ŻEBRAJ O MIŁOŚĆ I UWAGĘ!!! Zostaw go, faceta zdrowego przyciąga do kobiety "nie" u Twojego męża to jest spotęgowane.
    Tak czy siak, teraz poważnie, poszukaj dla siebie terapii dla współuzależnionych. Jeżeli chcesz by coś w Twoim i życiu dzieci się zmieniło to koniecznie pójdź na terapię. Wiem że on jest chory ale teraz Ty potrzebujesz pomocy. Jak chcesz to pisz tu lub na email. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuje z całego serca potrezbowałam tego bo nie mam nikogo komu moge się wyzalic mąż pomalutku odseperował odemnie znajomych ,rodzine .Postanowiłam pujsc na terapie dla współuzaleznionych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :-) podjęłaś najlepszą z możliwych decyzji :-)

      Usuń
  21. już raz napisałam ale mi gdzieś post wywaliło...
    Naprawdę świetny blog. Bardzo mi brakuje właśnie punktu widzenia drugiej strony. Bo ja po prostu tego wszystkiego nie mogę ogarnąć. Nie rozumiem jak można tak strasznie kłamać, jak można patrzeć że się wszystko traci i dalej w to brnąć. Jak można mówić że się kocha i (przynajmniej ja tak sądzę) naprawdę w to wierzyć a tak krzywdzić.
    Jak się poznaliśmy to była ciekawa osoba ale już w sumie na drodze w dół. Raczej takie wspomnienie ale o tym miałam dowiedzieć się dopiero później. Zwłaszcza że ja alkohol też lubię. uwielbiam z kimś usiąść na trawie, nad jeziorem i przy piwku sobie pogadać. I ja lubiłam nasze "dywanowe party", gdzie po prostu robiliśmy sobie drinki i gadaliśmy. Ale później się okazało że w zasadzie nic więcej nie ma a ja, jak alkohol lubiłam to nie jestem go fizycznie w stanie pić codziennie. Więc on pił sam. Ja kombinowałam codziennie, co ciekawego możemy zrobić - kończyło się na jego tajnej wódzie, zabawy kompem i pójściu spać.
    Później życie przyspieszyło i przepity umysł nie nadążył. Starałam się. Pomimo że to mi się źle działo, to starałam się ogarniać swoje sprawy i jego jeszcze wspierać. Ale padło. Teraz od jakichś 5miesięcy udaje mu się wytrwać w trzeźwości max 3dni. W zasadzie nie jesteśmy już razem. Musimy mieszkać póki co, ale ja mam już bilet kupiony i wyjeżdżam. On nie może bo go nawet nie stać.
    Ja czuje że mi się życie wali i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bo gdzieś tam jednak czai się nadzieja ale to chyba po prostu wspomnienie. Bo tak czuję kiedy jego nie ma. Patrząc na niego, nie widzę już tej osoby. Widzę człowieka, którego się fizycznie boję bo nie wiem czy po głupim wyjściu do łazienki nie wróci pijany i agresywny.
    Chce mu pomóc. Bardzo mnie boli jego upadek i nie chcę żeby tego doświadczał bo boję sie sytuacji bez odwrotu. Ale już nie wiem co robić
    On fizycznie płacze, ze łzami, przyrzeka że już nigdy a pod schodami ukryta flaszka. Nie robi absolutnie nic. Jak straci pracę za wódę to ja siedziałam, robiłam jego CV, przeszukiwałam oferty. On 15min posiedział i wykonał zadania które mu dałam i szczęśliwy. Do lekarza ja go wysyłam, do dentysty też. Widzi że mozna, że jak coś się robi to nie musi być beznadziejnie. ale co? Popłacze się, poużala i znowu pije.
    Teraz jego picie i użalanie się to jedyny temat. Bo w sumie co innego może być? Jeżeli ja coś zorganizuje i go wyciągnę z domu (i wyrobię się że akurat jest w stanie) to się cieszy. Ale i tk wszystko kręci się wokół jego dramatu.
    Po prostu nie rozumiem tego. wiem że on tego alko nie lubi. Że brzydzi się takim sobą. Ale tak czy siak idzie się napić. Wczoraj był na pierwszym spotkaniu AA. Wyszedł mega nakręcony i co to nie on. Ale przed wejściem do domu postanowił jednak odwiedzić knajpę. nie rozumiem tego....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, mam problemy techniczne. Jestem za granicą i ciężko tu z zasięgiem :-/
      Jak tylko sieć zacznie działać, to się odezwę. Do tego czasu można pisać na email. Pozdrawiam serdecznie, SB

      Usuń
    2. I jestem :-) Cześć, bywa, to jest złośliwość rzeczy martwych ;-)
      Cieszę się że blog się podoba :-)
      To jest mechanizm iluzji i zaprzeczeń, niestety ale tak to działa. Uzależniony dowiaduje się o szkodach jakie wyrządził w czasie trzeźwienia, jest to proces dość długotrwały.
      To że wszystko w końcu kręci się w okół butli między innymi właśnie, różni ludzi którzy piją w sposób kontrolowany od tych którzy tą kontrole utracili lub tracą... Wydaje mi się że jego uzależnienie nie jest już tematem dyskusyjnym
      Wasze obecne życie jest smutne, ale dla niego i dla Ciebie to jedyne słuszne wyjście. Możecie przyjąć że może spróbujecie kiedyś być razem, ale warunkiem jest terapia lub AA i zachowana abstynencja z dalszym rozwojem. Tobie również terapia współuzależnienia by nie zaszkodziła a na pewno pomogła. Chociaż kilka konsultacji.
      Jego płacz znam, robiłem dokładnie to samo, niestety zapomnij o obietnicach, tylko działanie.
      Co do CV to akurat pretensje mniej tylko do siebie, nie pisze tego złośliwie, po prostu nie rób takich rzeczy nigdy więcej :-)

      Tak wygląda dysfunkcyjny związek, na pewno jesteście wyjątkowi ale zachowanie książkowe ;-)

      Po prostu nie rozumiem tego. wiem że on tego alko nie lubi. Że brzydzi się takim sobą. Ale tak czy siak idzie się napić.
      Też tak robiłem, nienawidziłem się za to, na swój widok w lustrze czułem obrzydzenie, ale alkohol był jedyną jak mi się wtedy wydawało metodą by żyć ze sobą...
      Znam takie przypadki, tylko konsekwencja, Twoja i jego może was uratować. Napisz kiedy będziesz chciała, on też może napisać. Jak wspominałem mam problemy techniczne, obecnie przebywam za granicą. Ale jak coś to odpisze chociaż po czasie. Pozdrawiam

      Usuń
  22. witam! naprawde fajny blog. tez mam meza alkoholika, on otym wie, przyznal sie do tego, ale nie chce sie leczyc , w zakladzie , bo sie wsydzi. mieszkamy zagranica . tu leczenie jset troche inne niz w polsce.ale nawet z tego nie chce korzystac.jak go namowic na leczenie. nawet juz sama nie wiem , czy chce byc z nim , ale wiem jedno chce aby wyszedl z tego tunelu. co mam mu powiedziec , zeby uslyszec ok , iubieram buty i ide... wiem , tez potrzebuje pomocy, nie umiem z nim rozmawiac, jak zaczynam , to slysze dobra nie mowmy juz o tym. OLA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, cóż chciałbym poznać takie uniwersum które sprawi że pstryk i ludziska idą na terapię czy coś ze sobą robią ;-) To że rozmowa jest ucinana to jest zrozumiałe chociaż chore. Większość, właściwie niemal wszyscy ludzie nie lubą rozmawiać na tematy niewygodne, alkoholicy na temat picia przed wszystkim. Wstyd to hamulec a tak naprawdę to marne wytłumaczenie. Wstyd to być pod rządzą butelki a nie złapać życie za gębę. Wstyd to się słaniać, bujać, być zamroczonym albo spać. Stać pod sklepem, kłamać i wyrabiać całą resztę syfu towarzyszącego chorej celebracji alkoholu. Analogicznie, co jest gorsze? Obżerać się pączkami w ukryciu mimo że wie się że to jest groźne dla zdrowia? Ukrywanie 80 kg nadwagi pod paskiem to też absurd. Ale jak ktoś jest FIT to od razu selfie z metamorfozy idą na FB ;-)

      Usuń
    2. P.S. Porozmawiaj z nim jak wyżej, zastosuj się do zasad, może daj mu też poczytać tego bloga, może też do mnie napisać na email. Może coś zaradzimy, podstawa to on musi chcieć. A jeżeli nie może znaleźć motywacji to może motywacja musi poszukać jego ;-)

      Usuń
  23. Heyka
    I znowu ja. Kiedyś już pisałam (nawet na maila) ale się przestałam odzywać bo przecież zrobiło się pięknie. Luby zrozumiał, zaczął się starać. Życie zrobiło się piękne i cudowne. Nawet do głowy zaczęły wpadać pomysły, że może to wspólne życie dalej jednak wypali? Wprawdzie ostrzeżenia o nawrotach kłębiły się w głowie ale przecież mnie to nie dotyczyło! Luby jest silny. Tak mu super idzie - nie ma nawet najmniejszej sprzeczki między nami. Wszystko jest ciągle w ruchu i ciągle super. Da radę!
    Ale w pewnym momencie zrobiło się inaczej. Ja z zapachów lewa jestem - nie moge mieć pewności. Gada idiotycznie ale może zmęczony po pracy? a właściwie jak gada? Jaki jest mój sposób na wyczucie? Luby mnie irytuje. Ale tak serio, serio nie moge znieść jego obecności. Ale to mi się w głowie pierniczy - gdyby alko to byłby totalnie pijany teraz albo niedługo. A przecież tak nie jest. Pewna zasada - irytuje ale wystarczy godzinka-dwie i jest ok. Czyli jakby przetrzeźwiał. Ale też niemożliwe bo gdyby zaczął to by poszło.... Ale pewnego razu gdzieś mu się musiało umsknąć pare ml albo do mnie moja własna naiwność dotarła. I sobie myślę - popatrz na niego - przecież on jest nawalony jak meserszmit. Kogo ty oszukujesz. Mi się tama żalu zerwała - znowu dałam się oszukać. Przecież miało być pięknie! Jak on mógł? 2,5 tygodnia (o sic - tylko tyle?!) wspaniałości i znowu wychodzę na naiwną idiotkę. Znowu wszystko w kubeł. Luby we wściekłość - jak ja śmiem go oskarżać?! on ma dość tego. On się stara a ja go oskarżam. On by życie za mnie oddał! A ja jestem psychiczna. Wariatka, która chyba ma frajdę z tego. Okłamywałam go, wyorzystywałam bo gdybym go kochała to bym tak go nie oskarżała. Bo on nic nie pił. Później zrobiło się groźniej (po którymś spotkaniu z lokalnym dostawcą taniej wódy), zaczęły latać przedmioty, zrobiło się niebezpiecznie. Wybiegłam z domu. Fajka za fajką, poszłam do knajpy (przy okazji widziałam wchodzącego do monopolowego). Ja do knajpy bo ciemno i zimno. On wszedł - barman nawet nie pytał tylko zaczął polewać.
    I tyle. Tyle ze wspólnych planów. Ja za tydzień mam lot do PL. Przyjechałam tu dla niego. Mieliśmy wracać razem. Jego nie stać na autobus na lotnisko bo wszystko w wóde poszło. Moje kartony stoją spakowane, on leży nawalony do nieprzytomności na podłodze obok.
    Za pare dni miał iść na terapie. Nie wiem czy pójdzie. Nie wiem czy mam siłe go o to cisnąć.
    Najgorsze że ja się mogę wkurzać i psioczyć. Zobaczę go, nawet w najgorszym stanie i nie ważne że tyle razy mnie okłamał, nie ważne ze mną szarpał, że się go bałam i dzwoniłam na policję (nie udało się bo telefon roztrzaskał się o ścianę - więcej nie próbowałam). Ja mięknę. Nie na zewnątrz - w środku. I wiem że gdybym została to w końcu bym znowu wybaczyła. Dlatego Bogu dzięki za odległości... może tak będzie łatwiej?
    8 dni.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz że tak późno odpisuję, miałem problemy techniczne. Widzisz tak bywa, przestać pić jest najłatwiej. Bardzo często spada nasza czujność bo myślimy że już wygraliśmy. Może być tak że sama jako współuzależniona miałaś wyostrzone zmysły. Luby również mógł nie uznać bezsilności wobec alko. Dlatego wrócił. Wiem że z każdą jego wpadką będzie coraz trudniej Ci zaufać. Bez względu na to czy będziecie razem czy nie to postaraj się nie tracić wiary we wszystkich ludzi a zwłaszcza w własne szczęście. Ja miałem sam kilka nie udanych prób odstawienia alkoholu. Dopiero groźba utraty rodziny, żony w której się kochałem (dzisiaj oczywiście też) i córki której bym nie widział więcej, sprawiła że się ogarnąłem. Sądzę że to najlepsza decyzja jaką mogłaś podjąć. Niezwykle trudna ale najlepsza. Co mogę doradzić? Bądź konsekwentna aż zobaczysz że luby naprawdę trzeźwieje, o ile chcecie być razem. Dobrze też gdybyś znalazła sobie grupę wsparcia, najlepiej terapię współuzależnienia. Jak coś to pisz, również na email. Nie wiem jak u mnie z netem będzie, ale w końcu odpisze na pewno :-)

      Usuń
    2. A co jeśli nie ma się gdzie odejść? Mam troje dzieci, najstarsza córka jest już dorosła. Mąż pije od bardzo dawna, za każdym razem są obietnice że "to ostatni raz". Nie mamy już siły tego słuchać a tym bardziej tak żyć. Przeczytałam całego bloga, jest świetny i taki prawdziwy... Mąż też go czytał, nawet wydawało mi się że rozumie i dociera do niego co robi ze sobą i z nami. Ale jednak nie. O leczeniu nie chce słyszeć. Uważa, że pije normalnie, "jak wszyscy" i to ja robię z niego ch.... Bo od jakiegoś już czasu przestałam się wstydzić i nie kryję go. Ale jak na razie nic to nie dało. Jest tak zakłamany że mam wrażenie że kłamie sam siebie. Zdaję sobie sprawę że chora jest cała nasza rodzina, dzieci są znerwicowane, boją się jak ojciec wraca do domu. Chcę to skończyć ale nie mam gdzie pójść z trojgiem dzieci. On się nie wyprowadzi bo to przecież ja mam problem, jemu jest dobrze.

      Usuń
  24. Witam. Moja córka pije "tylko" piwo. I jak twierdzi to przecież nie jest alkohol.Jestem w szoku i rozpaczy.Podejrzewałam ten problem od dawna, ale dopiero od kilku dni , kiedy dostałam sms-a od zięcia- jestem upewniona,że to wielki problem .Ona jak wszyscy uzależnieni nie chce słyszeć ,że jest alkoholiczką.Przecież normalnie prowadzi dom, chodzi do pracy, zajmuje się dzieckiem - 4 latka. Nie wiem co robić.Od czego zacząć.Problem w tym,że oni mieszkają w UK.Matka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najgorsze, jeżeli ktoś absolutnie nie dopuszcza do siebie takiej myśli to ciężko się przebić. Z tego co piszesz to rozumiem że zięć nie pije. Więc może podeślij mu ten artykuł, kiedy córka będzie bez tarczy (najpewniej na jakimś kacu moralnym) niech z nią pogada według zaleceń które tu omówiłem. Być może coś w niej pęknie. Pozdrawiam i trzymam kciuki

      Usuń
  25. Dzięki za szybką odpowiedz. Mam zamiar z nią pogadać .Jak matka z córką. Z troską o jej rodzinę o naszą wspólną rodzinę.Podsunę Twoje rady.Będę szukała i robiła wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ogarniesz jak to wygląda w UK to daj znać proszę. bo jak dla mnie ten kraj to absolutny ciemnogród w tych kwestiach i mi po prostu witki opadają:/ Powodzenia

      Usuń
    2. Powodzenia, jak coś to pisz.

      Usuń
    3. Deddlith, wygoogluj sobie polskie grupy AA w UK. Coś znajdziesz.

      Usuń
    4. Jakoś mam opór przed "polskimi grupami". Jakoś tak odrzucające są. Szczególnie że kogóż się tam spotka? Grupy AA są wszelkiej maści ale czasem problemem wypadałoby się zająć bardziej kompleksowo. W sensie naprawić "przyczynę". Ja nie wiem jak oni tam żyją ale byle pani od kaszlu lekką ręką przepisuje psychotropy (Luby dostał zakaz ich zażywania po tym jak przeczytałam co to - farta ma bom ja chemik medyczny :P). Wszystko opiera się na psychotropach i grupach ale żeby terapię ze specjalistą to pomimo usilnych poszukiwań, nie udało się. (P.S. wreszcie założyłam konto, więc już nie Anonim od Lubego co to zostaje w UK. Ja wróciłam już do PL:))

      Usuń
    5. dotyczące pomocy w UK.
      Poniżej adres emailowy na który można pisać. W tytule wpisz "Intergrupa ...(miasto)" nowaintergrupa@wp.pl Birmingham[WIELKA BRYTANIA], Bradford[WIELKA BRYTANIA], Carlise[WIELKA BRYTANIA], Chester[WIELKA BRYTANIA], Derby[WIELKA BRYTANIA], Doncaster[WIELKA BRYTANIA], Falmouth[WIELKA BRYTANIA], Harrogate[WIELKA BRYTANIA], Hereford[WIELKA BRYTANIA], Leeds[WIELKA BRYTANIA], Leicester[WIELKA BRYTANIA], Manchester[WIELKA BRYTANIA], Northampton[WIELKA BRYTANIA], Nottingham[WIELKA BRYTANIA], Preston[WIELKA BRYTANIA], Rochdale[WIELKA BRYTANIA], Rugby[WIELKA BRYTANIA], Salford[WIELKA
      BRYTANIA], Southport[WIELKA BRYTANIA], Stoke On Trent[WIELKA BRYTANIA], Wrexam[WIELKA BRYTANIA], West Bromwich[WIELKA BRYTANIA],

      anglia@aa.org.pl Londyn[WIELKA BRYTANIA], Reading[WIELKA BRYTANIA], Croydon[WIELKA BRYTANIA], Watford[WIELKA BRYTANIA], Hounslow[WIELKA BRYTANIA], Slough[WIELKA BRYTANIA], Bedford[WIELKA BRYTANIA], Bournemouth[WIELKA BRYTANIA], Bognor Regis[WIELKA BRYTANIA], Bristol[WIELKA BRYTANIA], Cambridge[WIELKA BRYTANIA], Luton[WIELKA BRYTANIA], Peterborough[WIELKA BRYTANIA], Southampton[WIELKA BRYTANIA], Portsmouth[WIELKA BRYTANIA],

      irlandia@aa.org.pl

      Usuń
    6. http://www.alcoholics-anonymous.org.uk/

      Usuń
  26. Do AA święci nie przychodzą, czy to do polskiego czy jakiegokolwiek... Generalnie grupy są różne ale bazują na tych samych zasadach (mówię o AA) natomiast kompleksowo można się zająć ze sponsorem. Ja robiłem terapię grupową i tam zajęto się mną kompleksowo. Oczywiście i w terapii i w AA wiadomo że alkohol to tylko skutek tego co wymaga leczenia. Co do psychotropów mam zdanie takie że nie! Inne tabletki pomagające się uspokoić mogą pomóc ale to też na jakiś czas. Jestem przekonany że i terapię można tam znaleźć. Wpisz w google terapie alkoholowe Anglia, jest trochę na ten temat. Pozdrawiam i do napisania :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Coś nie wszedł komentarz... Problemy techniczne więc wklejam sam :-)
    A co jeśli nie ma się gdzie odejść? Mam troje dzieci, najstarsza córka jest już dorosła. Mąż pije od bardzo dawna, za każdym razem są obietnice że "to ostatni raz". Nie mamy już siły tego słuchać a tym bardziej tak żyć. Przeczytałam całego bloga, jest świetny i taki prawdziwy... Mąż też go czytał, nawet wydawało mi się że rozumie i dociera do niego co robi ze sobą i z nami. Ale jednak nie. O leczeniu nie chce słyszeć. Uważa, że pije normalnie, "jak wszyscy" i to ja robię z niego ch.... Bo od jakiegoś już czasu przestałam się wstydzić i nie kryję go. Ale jak na razie nic to nie dało. Jest tak zakłamany że mam wrażenie że kłamie sam siebie. Zdaję sobie sprawę że chora jest cała nasza rodzina, dzieci są znerwicowane, boją się jak ojciec wraca do domu. Chcę to skończyć ale nie mam gdzie pójść z trojgiem dzieci. On się nie wyprowadzi bo to przecież ja mam problem, jemu jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I odpowiadam :-) A właściwie poprosiłem o radę moją żonę ;-) Odpowiedziała :

      Trudna sytuacja, może zacząć terapię współuzależnienia żeby widzieć jak się zachować. Czasami zmiany jednego mają wpływ na drugą stronę. Jest też tak że są wyjścia z trudnych sytuacji ale nie widzimy prostych rozwiązań tkwiąc w beznadziei. Grupa wsparcia na pewno by pomogła. Sama świadomość że są inni którzy mają tak samo jest bardzo uwalniająca. Pozdrawiam, Hania

      Usuń
    2. Dzięki bardzo za tak szybką odpowiedź...Tobie i Twojej żonie - dzięki Hania. Bardzo Wam zazdroszczę normalnego życia. Co do grup wsparcia muszę napisać coś jeszcze. Jakieś pół roku temu po kolejnym ciągu i obietnicy, że to już był ostatni raz, mąż zgodził się (a właściwie zmusiłam go) na wizytę w Poradni Uzależnień. Oczywiście zaproponowano mu leczenie, najlepiej w trybie zamkniętym. Jednak on uznał, że robią z niego wariata, wszystkim tak muszą mówić itp. Ja zostałam skierowana do psychologa jako współuzależniona i pani psycholog zadała mi pytanie jakiej pomocy oczekuję. Zatkało mnie, bo tak naprawdę nie wiem jakiej pomocy oczekuję. Chcę żeby przestał pić. Tyle wiem. Przyznaję, że na kolejną wizytę nie poszłam. Powiedzcie mi na czym polega terapia w grupach wsparcia i jak mam pomóc dzieciom, bo serce mi się kraje jak patrzę co się z nimi dzieje...

      Usuń
    3. Ja miałam podobnie z terapeutką, mnie pierwsza wizyta odepchnęła, potem poszłam do innej i było lepiej. Sądzę jednak chyba że chodzi o to aby jasno powiedzieć że potrzebujesz pomocy chociaż na początku nie wiesz jakiej . Spróbuj raz jeszcze i nie patrz na męża jak on nie chce. Przy okazji terapii nauczysz się funkcjonować z mężem i jak pomóc dzieciom bo przecież dla nich też jest pomoc w takim ośrodku . Jak narazie jesteś skupiona na mężu dzięki terapii nauczysz się skupiać na sobie i dzieciach bo na tą chwilę tylko to może przynieś dobro . Jak sobie przypomnę te sytuację to straszne, było wiele cierpienia ale czuję ogromną wdzięczność do Boga za to co nas spotkało, za wszystko, Hania

      Usuń
  28. Przezwyciężyć moje uzależnienie od alkoholu pomógł mi wspaniały ośrodek leczenia uzależnień mam nadzieję, że wy też przezwyciężycie swoje uzależnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już pociągnęło tanią reklamą ale ok, gramy do jednej bramki ;-) Pozdrawiam

      Usuń
  29. Znam temat alkoholizmu aż za dobrze - w domu ojciec nie wylewał za kołnierz i wierzcie mi.. wychowywanie się w takiej rodzinie to koszmar. Sądziłem, że psychika będzie mi doskwierać przez wszystkie dni, ale zmieniło się to po przeczytaniu pewnego artykułu.
    Broń boże - nie jest to żadna reklama czy coś w tym stylu. Jako DDA chcę się z Wami tym podzielić byście zmienili podejście do świata. Możemy być normalni!!!
    https://www.znanylekarz.pl/blog/dda-ddd-czas-na-zmiane/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry tekst, dziękuję za podzielenie się i życzę pogody w serDuchu

      Usuń
    2. Dziękuję za fajny blog! Jestem ze Wschodu, 5 lat mieszkała w Polsce z mężem (Polakiem ) ot 2 lat mieszkamy w Niemczech. Pił od początku naszej znajomości. Ale ciągle myślała że przestanie. Był na leczeniu , zdaję sobie sprawę że jest alkoholikiem. Mial terapię, po jakiej nie pił 4,5 miesięcy, teraz znowu od połowy września piję. Jest mi bardzo ciężko, bo mamy 4 letnie dziecko. Ostatnio jest baaardzo źle. Czy mógł by mi Pan doradzić, co mam zrobić?
      P.S. dziś poprosila jego najlepszego przyjaciela o pomoc, bo nie mam sił dalej z tym się kryć! Szkoda bardzo dziecka .

      Usuń
  30. Moj mąż od 3 lat jak wypije przy byle okazji i przekroczy pewną granicę ,to nic sie dla niego nie liczy.Pije przez 3 dni i to nawet z obcym , byle mieć kompana.Mam dosyć ,mamy 9 letnią córkę ,która potrafiła być w domu sama przez cały dzień ,bo tatus nie wrócił z libacji.Nie ma znaczenia ,ze dziecko jest samo w domu(ja w pracy).Zawsze obiecuje i wszystko jest do czasu kiedy zdarzy sie okazja to wtedy znika na 3 dni.Do tej pory to znosiłam,ale pomyslałam sobie co odpowiem kiedys córce jak mnie zapyta dlaczego tak długo musiała znosic narabanego ojca a ja nic z tym nie zrobiłam.Teraz tez go nie ma ,zawsze gdy rozmawiamy o piciu to ma jedno zdanie -ON TAKI JEST I JUŻ.Był taki moment ze piłam z nim piwo w domu zeby nie wychodził i znikał.Boże jaka byłam głupia!!! Postanowiłam ze jak wyrzeżwieje dam mu wniosek o separacje do podpisania i powiem ,ze tylko od niego zależy czy go złoże do sądu.Jeśli to nie zadziała to chyba się poddaje.Co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo konkretnie! Po pierwsze nie byłaś głupia pijąc z nim, to książkowe dla osób współuzależnionych. Jak zwykle, dla alkoholika polecam terapię lub AA a dla żon terapię współuzależnienia. Przemyśl to, mimo że On jest chory to Tobie terapia nie zaszkodzi a na pewno coś da!
      Do rzeczy, podejście bardzo dobre, moja żona również dała mi taki warunek głownie z powodu dwu letniej córki (dzisiaj ma 9 lat), umówiła mnie (nas) na terapię i albo jadę z nią i się biorę za leczenie albo ona jedzie sama po papiery do rozwodu. Dla mnie to była kropka nad "i" w moim rozległym dnie. Zastosuj się do zasad, nie oceniaj męża itd. ale bądź konsekwentna do końca.

      Żeby było jasne, nigdy nie chcę aby ktoś się rozwodził i rozstawał! Nigdy! Ale wiem że czasami taka separacja jest jedynym wyjściem! Nie jest ona zła, może naprawdę pomóc.

      Pozdrawiam, SB

      Usuń
  31. Witam. Przeczytałam wpis i dzisiaj to zrobiłam poszlam do opieki społecznej prosić o pomoc i radę. Powiedzieli ze nie zostawia mnie samej o mogę liczyć na ich wsparcie finansowe gdy znajdę mieszkanie sami tez szukają. Jutro jadę do sadu dowiedziec sie jak to wygląda z separacją. U mnie musi być juz tak drastycznie żeby się obudził ze traci rodzinę. I albo pójdzie na leczenie albo zakończe ten związek definitywnie. Nie działały prośby dawanie kolejnych szans i groźby. Narazie o niczym nie wie. Postawie go przed faktem dokonanym. Inaczej sie nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nieraz tak trzeba. Pamiętaj jeszcze o terapii dla siebie.
      Trzymam za Was kciuki, odezwij się jeszcze za jakiś czas. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Tak wiem. Dostałam z opieki namiary na dobrego psychologa. Jak będzie chciał się leczyć bed e chodzić z nim jako współuzależniona. Ale nie wiem jeżeli to nim nie wstrząśnie to nie ma co walczyć.

      Usuń
    3. Możesz walczyć o siebie i córkę. Nawet jeżeli mąż nie przestanie pić. Rany zostały i prędzej czy później coś w życiu pójdzie nie tak... Pozdrawiam

      Usuń
    4. Witaj. Miałam się odezwać. Więc wyprowadziłam się i jestem juz po separacji i teraz... mieszkam juz drugi miesiąc osobno a On nawet nie podjal żadnego leczenia cokolwiek. Miał robić wszywke ale nie bo coś tam znalazłam mu mitingi nie bo On tego nie potrzebuje. A były już sytuacje gdzie się napić i dzwonił do mnie z zalami pretensjami do całego.świata tylko.nie do.siebie. rodzinka.jego psy na mnie wiesza bo jak ja mogłam odejść wg Pani teściowej to moja wina ze On zaczął pić hehe dobre wcześniej synek anioł a pil jak mieszkał u Niej. Całe życie go broni. Moja córka zrobiła się spokojniejsza grzeczniejsza przesypia cała noc a i ja jakaś taka spokojniejsza . Pozdrawiam

      Usuń
    5. ach te tesciowe moja tez uwarza ze synus pije przezemnie ale zabrac go do siebie nie chce ja tez poszlam do opieki ale pani socjalna stweierdzila ze ja mam swoj dochod cale 1700 na siebie i corke to nic nie moga dla mnie zrobic mam sobie cos wynajac ale czynsz ze taki najem to 1200zl acha no i jeszcze moge auto 10 letnie sprzedac no jakas porazka strasznie mnie wkurza to prawo ktore chroni pijakow

      Usuń
    6. Mysza polna, wiem że są czasami sytuacje trudne do wyjścia. Naprawdę masz ciężko, może trzeba większego czasu ale uwierz mi że jeżeli zdecydujesz się na kroki by zmienić swoje życie to pojawią się ludzie którzy Ci pomogą. Wiem jak debilne są przepisy, doświadczyłem tego na własnej skórze. Powiem Ci tylko tyle, jeżeli musisz na razie żyć pod jednym dachem to pójdź na terapię współuzależnień. Najważniejsze, nie poddaj się w zmianie swojego życia z kompletną rodziną czy może niestety nie. Myślę że na terapii poznasz ludzi którzy Ci powiedzą co możesz zrobić. Wiesz, alkoholik sam to wymyśli pół litra wódy. Żona alkoholika sama wymyśli po raz kolejny to samo pytanie, dlaczego ja? Nie poddaj się i nie bój się poprosić o pomoc.

      Usuń
    7. zapisalam sie na rozmowe do terapeuty ale dopiero na styczen to bedzie moja trzecia proba mam nadzieje ze uzyskam jakas pomoc chociaz nie jestem do konca przekonana nawet nie wiem juz sama czego oczekuje

      Usuń
    8. Cześć, ale jak? Trzecie spotkanie indywidualne czy jak? Ogólnie najlepsza była by terapia grupowa. Tak czy siak, powiem Ci cytat który mnie zawsze motywował w takich sytuacjach. "Nie rezygnuj z celu który wymaga poświęcenia czasu, czas i tak upłynie"
      Uwierz mi że naprawdę warto, cegiełka po ciegiełce dążyć do celu. Wiem coś o tym :-)
      Nigdy się nie poddawaj !!!
      Milion składa się z pojedynczych złotówek,
      Dom mieści tysiące cegieł,
      Życie w pełni to pojedyncze chwile składające się w całość,
      Tytuł naukowy to lekcja po lekcji.
      Wielokrotnie się poddawałem, jeszcze więcej razy napełniały mnie wątpliwości. Jednak są rzeczy które dokończyłem i mimo że było kurewsko ciężko twierdze, było warto !!!
      Nigdy, przenigdy się nie poddawaj !!!

      Usuń
  32. Czy moglabym prosić o Twojego meila ?potrzebuje popisać z kimś takim jak ty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sylw820@gmail.com jest też w zakładce kontakt :-)

      Usuń
    2. Witaj,

      Pozwolę sobie do Ciebie napisać, może przeczytasz może odpowiesz, w końcu nie mam nic do stracenia...

      Czytałam Twojego bloga, a trafiłam na niego, bo mam problem jak się łatwo domyślić. Mój tata ostatnimi laty trochę więcej pije. Wraca z pracy i nie żałuję sobie piwa, jest później nieznośny, uprzykrza życie mamie i siostrze (ona z nim mieszkaja, ja się już dawno wyprowadziłam). Rodzice byli szczęśliwym małżeństwem, nadal zdają się być gdy tata jest trzeźwy, ale takich dni jest ostatnio coraz mniej. Mama mówi, że wyprowadziłaby się od niego, gdy miała pieniądze. Ja nie wiem co robić, chce pomóc ale nie umiem. Powiedz czy szczera rozmowa, taka jak nigdy wcześniej coś zmieni? Czy nie wystraszy się i nie odbierze nas źle? Myślę żeby zainicjować rozmowę, on ja siostra i mama. Pomóż proszę.

      Usuń
    3. Cześć, szczera rozmowa jak nigdy na pewno nie zaszkodzi. Możecie zrobić coś na wzór interwencji. Ty, mama i siostra. Trzymajcie się zasad o których tu pisałem. Nie oceniajcie, pochwalcie go jako męża, mężczyznę i tatę trzeźwego. Czy to coś zmieni? Być może, nie wiem. Na pewno nie zaszkodzi. Jeżeli nic nie zrobicie to wiele nie będzie się działo. Separacja to jedno z ostatecznych wyjść, nieraz koniecznych. Jednak rozmowa, taka z jajem, to świetny pomysł :-)

      Usuń
  33. Witaj,ciekawy blog. Mój mąż pije. Mamy 9 letnie dziecko. Przeszedł odtrucie, wszywki,tabletki. Na co dzień pracuje. Zdarzają mu się okresy,że walczy, ale potem szybko się stacza. Chodzę do terapeuty,ale boję się, że rodzina męża zrobi ze mnie wariatkę. W tej chwili mąż nie pije,życie z nim to masakra, być może mimo wszystkiego nie ma już we mnie nadzieje ani miłości. Czuję się jakbym żyła z obcym człowiekiem. Przestaję mieć jakąkolwiek nadzieję, że mąż po tylu próbach, kiedyś tam,w końcu przestanie. Źle mi z tym,bo w dalszym ciągu coś do niego czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, nie powiem Ci nic co by nie było powiedziane. Super że chodzisz do terapeuty, jeżeli jeszcze nie zaczęłaś robić grupy to pomyśl nad nią poważnie! Rodzina męża na pewno już, zrobiła z Ciebie wariatkę więc skoro tak, to warto to wykorzystać i iść na całość ;-) Mąż być może jest ciężki do życia bo albo nie zaakceptował faktu swojej choroby i dlatego co chwilę zapija (czytaj krok pierwszy AA) albo oboje macie coś w związku do przerobienia. Pooglądaj, pooglądajcie na youtubie dr.Pulikowskiego, moim zdaniem geniusz w kwestii małżeństw. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego życzę :-)

      Usuń
  34. Szukałam informacji o tym jak wesprzeć trzeźwiejącego (o ile będzie chciał trzeźwieć) alkoholika i trafiłam tutaj.
    Przeglądam powoli Twoje wpisy. Może to pozwoli mi lepiej zrozumieć siebie, jego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! Jasne, odrobina wiedzy zawsze się przyda a ulga jaką się odczuwa po zrozumieniu siebie jest bezcenna :-)

      Usuń
  35. Cześć, cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga. I proszę o pomoc :). Jestem partnerką alkoholika. Mamy dwoje dzieci. Nie wiem, kiedy to wszystko się zaczęło, przeoczyłam wiele czerwonych flag i, niestety, popełniłam masę błędów. Kilkakrotnie wyrzucałam partnera z domu, ale zawsze, po obietnicach poprawy, przyjmowałam go z powrotem. Partner, mimo obietnic o podjęciu leczenia, nigdy tych przyrzeczeń nie realizował. I cykl się powtarzał... Tu będzie moje pierwsze mea culpa - partner kilkakrotnie prosił mnie o pomoc w podjęciu leczenia. Nie zrobiłam nic... Była we mnie tylko wściekłość... "Ja mam mu jeszcze pomagać? A kto pomoże mnie?" - kotłowały się w mnie te wszystkie nieprzespane noce, lęk przed kolejnym dniem, to, że nie mogłam na niego liczyć... Kolejna sprawa, że zbagatelizowałam ten problem. Sądziłam, że, gdyby tylko zechciał, mógłby przestać pić. 3 tygodnie temu ponownie wyrzuciłam go z domu. I tu - drugie przyznanie się do winy - wyrzuciłam brutalnie. Wulgaryzmów używając. Zawsze tak robiłam, wiem, że to źle :(. Tym razem sytuacja jest jednak inna. Ja nie przyjęłam go z powrotem, a on nie przyznał do problemów z alkoholem. Wynajął mieszkanie. Wiem, że cały czas pije. Kocham mojego partnera i wiem, że on mnie też kocha. Tak naprawdę dopiero po tych 10 latach dotarło do mnie, że mój partner jest alkoholikiem. Dopiero teraz zaczęłam czytać o tej chorobie. Żałuję, że nie okazałam mu miłości i współczucia. Że nie pomogłam. W tej chwili partner odnosi się do mnie z ogromnym, miażdzącym wręcz, gniewem. Mam wrażenie, że problem alkoholizmu wypiera - nie mówi na ten temat nic. Ja wreszcie zrozumiałam, że muszę opanować emocje. Proszę doradź - czy zostawić go samemu sobie? Czy już teraz powinnam przyznać, że zrobiłam źle nie próbując mu pomóc? Chcę mu pomóc, chcę się przyznać do błędów, obawiam się jednak, że na chwilę obecną nie zdziałam zbyt wiele... Pozdrawiam :). Przepraszam, że tak długo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, nie przepraszaj że długo czy coś, nie ma kłopotu. Ja się natomiast nie rozpiszę ;-) Po pierwsze, nigdy nie jestem za rozpadem związku. Za jakąś separacją owszem bo czasami to jedyne wyjście. Natomiast zawsze jestem za tym aby to oboje podjęło terapię gdyżżżżż, jeżeli jedna strona zacznie się rozwijać to za chwilę i tak się nie dogadacie... Mówie poważnie. Więc rozumiem że się wkurzyłaś że ty masz komuś pomóc a Tobie kto niby pomoże. Widzę to tak, odczekaj kilka dni, kiedy poczujesz że Twój luby jest gotów na normalną w miarę rozmowę napisz do niego list. Nie sms czy email a list, w najgorszym wypadku wręczysz go osobiście lub jakoś tak. W liście napisz to co sugerowałem wyżej. Doceń go za to za co mu się szacunek należy, powiedz mu że go kochasz i chcesz spędzić życie razem. No nie będę Ci tu pisał jak masz miłość wyznać :-) Napisz że jesteś gotowa podjąć terapię jeżeli on będzie gotowy. Wówczas jeżeli poczujesz się bezpiecznie, tydzień czy dwa wrócicie do siebie pod warunkiem że oboje dokończycie terapię. Szczegóły są subiektywne i osobiste więc to już po Twojej stronie. To co było, z jego strony i z Twojej jest nieważne. Tzn. nie zapominajcie o tym bo się niczego nie nauczycie, po prostu od dnia "zero" zaczynacie nowe życie. Tak to widzę, tak na szybko. Jak coś to pisz dalej na email. Pozdrawiam, Sylwek

      Usuń
  36. Witam. Właśnie siedzę i ocieram łzy. Nie wiem co mam robić, ponieważ mam brata 29 letniego, który dużo pije, bardzo mu się pogłębiło to po wyjeździe do pracy za granicę. Wczoraj przeżyłam piekło na ziemi, gdy do domu wleciała znajoma krzycząc, że dostał padaczki na wiosce. Na miejsce dojechaliśmy jak najszybciej. Okazało się , że tego dnia nie pił a wracał z pracy.Był w drodze do kolegi, któremu już dziś zakazałam się z nim kontaktować bo ma na niego zły wpływ. Zawiozłam go rano do lekarza, który polecił aby udał się do Poradni Specjalistycznej, ale nie chciał a na siłę go namawiać nie chcę. Na razie mam go na oku, ale tak bardzo się boję, że gdy stracę czujność na chwilę znów wypije. Nie wiem jak mam z nim postępować ,żeby go nie zdenerwować, ale porozmawiać z nim tak, żeby zrozumiał co robi złego. Strasznie się o niego martwię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, zakazy nic nie dadzą jeżeli sam nie zechce czegoś zmienić. Sama również nie możesz pilnować kogoś przez cały czas a nawet jeśli to co to za życie?
      Przed wszystkim brat to nie jajko, nie rozpadnie się po kilku zdaniach. Sam jeżeli chciałem się napić to sprowokowałem kłótnię by wyjść "usprawiedliwiony" się napić... więc bez względu na to co zrobisz nie masz wpływu na to jak się zachowa. Postaraj się zastosować do zasad, postaraj się Go zrozumieć, powspominać dzieciństwo czy było dobrze czy nie. Może niech brat poczyta sobie bloga albo książkę, nie musi to być moje, ważne by się utożsamił, by zasiał w sobie ziarno. Pozdrawiam

      Usuń
  37. Witam. Ja też nie trafiłam tu bez powodu. Mój mąż biznesmen na co dzień elegancki i taki porządny pije już codziennie. Nie potrzebuje już towarzystwa. Upija się najczęściej po kryjomu wyłącznie drogimi alkoholami ,wypiera się że wypił tylko piwo i idzie spać. Czasem jakaś awantura bo to ja ciągle mam problemy, ciągle mi coś nie pasuje,obiad niedobry,coś przesolone albo brzydko sie na niego popatrzyłam a przecież wszystko mam nic mi nie brakuje. To prawda. Wszystko mam,nawet jak nie potrzebuję. Tylko nie mam z kim porozmawiać,zjeśc wspólną kolację, do kogo się przytulić,nie mogę patrzeć na te jego błądzące oczy,słuchać tych bzduri kłamstw jakie wymyśla. Tak bardzo mnie to irytuje. Kocham go nadal,nie mogę już patrzeć jak się stacza na dno.Dzieci nie mają do niego szacunku. Raz krzyczy,nakłada kary na drugi dzieñ przekupuje podarunkami,wypiera się. Nie pomagają rozmowy,prośby i groźby. Według niego to ja mam problem. On pije bo lubi i chce i tak mu dobrze a dzieci już duże /12 i 16 lat/i zabezpieczone finansowo dadzą sobie radę. A mi jak nie pasuje, to droga wolna nikt mnie nie trzyma. nie widzi powodu żeby sie leczyc.czasem wytrzyma 2-3 dni ale w końcu dostaje takiej furii źe kończy sie na piciu. Jego ojciec zmarł z powodu przedawkowania alkoholu w wieku 60 lat. Mąż na wszystko odpowiada że co komu pisane to go nie minie. Jestem już znerwicowana i wykończona psychicznie tą sytuacją.nie wiem co zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  38. Cześć, no ciężki temat. Jest sporo ludzi którzy wydaje się osiągnęli sukces a nie radzą sobie z sobą. Jest im o tyle trudniej że alkoholik kojarzy się z menelem bez pracy. Znam ludzi którzy dziś przyznają że pili alkohole z tak wysokiej półki że trzeba było z drabiny po nie sięgać... a niczym się nie różnili w piciu i zachowaniu od każdego innego alkoholika. Wydaje mi się że kiedy mąż odczuje konsekwencje swojego picia będzie wstanie coś przyjąć. W kwestii co masz teraz zrobić to poczytaj to: http://bezzniewolenia.blogspot.com/2016/08/czy-jestem-wspouzalezniona-czy-ja-tez.html miłego

    OdpowiedzUsuń
  39. Witam !
    Mam problem z mężem . Od trzech dni nie mam z nim kontaktu ponieważ popija sobie i ma wyłączony telefon . Ja w tym momencie jestem poza krajem , on jest w PL . Co jakiś czas : miesiąc lub dwa zdarzają mu się takie kilkudniowe popijawy . Pije do momentu gdy zdrowie odmawia mu już posłuszeństwa i nie jest w stanie już więcej w siebie wlać. Trwa to zazwyczaj 4-5 dni . Dodam , że trzy miesiące temu nie wytrzymałam i zmusiłam go do wizyty w poradni uzależnień. Miał wizytę u psychiatry i
    i dwie u psychologa . Diagnoza totalnie mnie zaskoczyła .....Napisane było , że nie jest uzależniony . Co ja mam zrobić ? Iga42



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, no maraton raz na miesiąc lub dwa to nie jest takie normalne. Utrata kontroli to utrata kontroli. Nie kontroluje ten kto pije codziennie i nie kontroluje ten który pije tak długo aż ciało nie ogarnia. Utrata to trata. Co prawda nie wystawiam ostatecznej diagnozy ale uwierz mi że normalne picie to to nie jest... Jesteś w trudnej sytuacji będąc za granicą. Skontaktuj się z rodziną, rozumiem że mąż nie opiekuje się dziećmi? Wówczas trzeba by działać i to szybko. Moim zdaniem po powrocie do domu pogadaj z nim jeszcze raz, w miarę spokojnie na ile będziesz mogła. Może niech napisze do mnie, poczyta bloga. Być może się utożsami. Dość skomplikowana sytuacja. Może daj znać za kilka dni, lub po powrocie. Możecie pisać do mnie na email (ty i/lub mąż) Miłego, trzymam kciuki

      Usuń
    2. Cześć, no maraton raz na miesiąc lub dwa to nie jest takie normalne. Utrata kontroli to utrata kontroli. Nie kontroluje ten kto pije codziennie i nie kontroluje ten który pije tak długo aż ciało nie ogarnia. Utrata to trata. Co prawda nie wystawiam ostatecznej diagnozy ale uwierz mi że normalne picie to to nie jest... Jesteś w trudnej sytuacji będąc za granicą. Skontaktuj się z rodziną, rozumiem że mąż nie opiekuje się dziećmi? Wówczas trzeba by działać i to szybko. Moim zdaniem po powrocie do domu pogadaj z nim jeszcze raz, w miarę spokojnie na ile będziesz mogła. Może niech napisze do mnie, poczyta bloga. Być może się utożsami. Dość skomplikowana sytuacja. Może daj znać za kilka dni, lub po powrocie. Możecie pisać do mnie na email (ty i/lub mąż) Miłego, trzymam kciuki

      Usuń
    3. Cześć, no maraton raz na miesiąc lub dwa to nie jest takie normalne. Utrata kontroli to utrata kontroli. Nie kontroluje ten kto pije codziennie i nie kontroluje ten który pije tak długo aż ciało nie ogarnia. Utrata to trata. Co prawda nie wystawiam ostatecznej diagnozy ale uwierz mi że normalne picie to to nie jest... Jesteś w trudnej sytuacji będąc za granicą. Skontaktuj się z rodziną, rozumiem że mąż nie opiekuje się dziećmi? Wówczas trzeba by działać i to szybko. Moim zdaniem po powrocie do domu pogadaj z nim jeszcze raz, w miarę spokojnie na ile będziesz mogła. Może niech napisze do mnie, poczyta bloga. Być może się utożsami. Dość skomplikowana sytuacja. Może daj znać za kilka dni, lub po powrocie. Możecie pisać do mnie na email (ty i/lub mąż) Miłego, trzymam kciuki

      Usuń
  40. Nie wytrzymałam nerwowo i sama zadzwoniłam do niego . Oczywiście odebrał za którymś razem z kolei ...Gdy usłyszałam ten bełkoczący głos myślałam , że wyjdę z siebie . Niepotrzebnie dałam się sprowokować , zaczęliśmy się kłócić i wszystko słyszał dorastający syn . Pretensje są teraz do mnie , że przesadzam ...Syn broni ojca , ja mam wyrzuty , a mąż ma kolejny pretekst do picia , bo go zdenerwowałam przecież....Kolejna bezsenna noc przede mną . Iga42

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już czas na duże zmiany w waszym życiu co? Spokojnej nocy.

      Usuń
  41. Proszę o meila do Ciebie bo chciałabym napisać . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. Wita serdecznie, cieszę się i gratuluję, że udało Ci się wyjść z nałogu.
    Jestem żoną alkoholika. To trwa ok. półtora roku. Zaczęło się niewinnie, latem tego roku mój mąż pił niemal codziennie. Dodam, że jest barmanen oraz didżejem. Po pracy oraz w trakcie może często pić za darmo. Przez alkohol w ostatnich miesiącach zgubił dwie komórki, zniszczył nowego laptopa. Tego lata miał także po pijanemu wypadek, przewrócił się na ulicy. Wtedy powiedział dość. Dwa tygodnie później wrócił znów pijany i był agresywny, pierwszy raz mnie uderzył. Rano przepraszał jak zwykle. Tym razem powiedziałam mu, że idę do ośrodka zacząć terapię. Poszedł ze mną. Ponad miesiąc odwiedzał terapię osobistą oraz grupową. Opowiadał o tym czego się dowiedział, o schematach, przeszedł badania i testy. Wyników nie znam, ponieważ przerwał. Miał nie pić, teraz upija się mniej więcej raz na tydzień po pracy, zazwyczaj jak spotka kogoś znajomego, o co nie trudno. Potem przeprasza. Twierdzi jednak, że przesadzam, że jest lepiej, niż było, że się stara, ale czasem poprostu pęka i jak zacznie, to nie może przestać. W tym tygodniu wraca na terapię.
    Oczywiście ja bym chciała, żeby poprostu przestał pić. Podejrzewam, że on nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie rani i jak bardzo niszczy rodzinę. Mamy dwoje małych dzieci, jedno 4 lata, drugie 9 miesięcy. Mój mąż to wspaniały ojciec, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jak mogę mu pomóc, jak go wesprzec w tej drodze?
    Ponieważ zdecydował się na terapię, daję mu szansę. Wiem jednak, że dzieci potrzebują spokojnego domu oraz matki, która przesypia noce i ma siłę do pracy. Gdy jestem w kiepskim stanie, brak mi czasem cierpliwości do nich. Kocham mojego męża. Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, super że mąż podjął terapię. Być może będzie potrzeba zmiana profesji, ale to już wyjdzie w czasie. Jak możesz pomóc? Jeżeli jesteś na grupie współuzależnienia to ją kontynuuj, jeżeli nie to ją podejmij. Nie przestaniesz pić za niego ale to pomaga, bardzo pomaga. Pomijając fakt że wasza komunikacja i zaufanie jest zbombardowane przez problem alkoholowy i to on trzeba w pierwszej kolejności rozwiązać dbajcie o nią. Kilka wskazówek mam tu http://bezzniewolenia.blogspot.com/2014/02/walentynki-nie-tylko-raz-w-roku.html
      Posłuchajcie też dr.Pulikowskiego na Youtube, ma dużo audycji na temat męskości, kobiecości, komunikacji, małżeństw itd. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję za szybką odpowiedź, Twoje ciepłe słowa i rady.
      Mąż był dziś na spotkaniu terapii indywidualnej, twierdzi, że oczekiwałby więcej, niż tylko pytań: dlaczego Pan się upił, dlaczego Pan sięgnął po alkohol, dlaczego Pan nie poprzestał na jednym drinku, itd... In odpowiada, że nie wie dlaczego. Poprostu znów się zdarzyło. Twierdzi, że to go nie motywuje.
      Miał wykonane badania lekarskie, ale ich wyników nie znamy (mieli się odezwać gdy wyniki będą rzeczywiście złe,a także testy psychologiczne oraz sprawdzające poziom uzależnienia, wyniki też nieznane.
      Podejrzewam, że to pierwsza faza terapii, gdzie badany jest poziom jego uzależnienia. Tlumaczę, że na pewno oni wiedzą, co robią...
      Mam nadzieję. Joanna

      Usuń
    3. Poprzez te pytania sam miał dojść do tego co się stało. Terapeuta zapewne już wie. Tak wygląda terapia, nikt Ci nie daje gotowych rozwiązań bo i tak zostaną odrzucone. Do wszystkiego dochodzi się samemu. Wszystko ma przyczynę i skutek, taki jest ten świat. Nic nie dzieje się przypadkiem i nie ma tak że się stało. Według mnie to zostało złamane dość mocno któreś z zaleceń. Patrz ostatni artykuł z mojego świadectwa o pierwszych miesiącach trzeźwienia. Być może też program HALT został zaburzony. Pamiętaj że każdy skutek ma przyczynę. Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki :-)

      Usuń
    4. Dziękuję, pewnie tak jest.
      Przeczytałam już całą masę Twoich artykułów i bardzo mi pomogły w zrozumieniu problemu. Rozmawiałam dziś z mężem i uświadomiłam mu, że on sam musi robić coś więcej, szukać pomocy z innych stron, jak ja (pisałeś o trzech punktach MSW). Mąż nie jest Polakiem, musi poszukać kogoś, jak Ty we własnym języku;) Ponadto mieszkamy w Niemczech, nie wiem, czy terapia tutejsza wygląda podobnie do tej w Polsce.
      Dziękuję, że odpowiadasz, że pomagasz, że jesteś. Życzę Ci wszystkiego najlepszego!

      Usuń
    5. Ludzie na całym świecie chlają tak samo ;-) Będzie dobrze :-) Powodzenia dla was. P.S.Mój blog ma u góry po prawej translator. To tłumaczenie w stylu Kali jeść, Kali praca ale zawsze coś ;-)

      Usuń
    6. Witam ponownie. Mój mąż tydzień temu zakończył terapię. Terapeuta poprosił o wspólne spotkanie, na którym powiadomił nas o wynikach męża. Otóż jego układ pokarmowy jest zdrowy oraz nie jest uzależniony od alkoholu. Nadużywa wprawdzie alkoholu, co może prowadzić do uzależnienia, jednak dobrze, że stawił się na dość wczesnym etapie. Jego problemem jest to, że często gdy zacznie pić, pije na umòr. Jednak nie zawsze.
      Mój mąż zadowolony z wyników analizy nie podjął dalszych kroków w celu życia w trzeźwości. Dwa dni później wrócił schlaf totalnie.
      Przy tej okazji dowiedziałam się, że dzień wcześniej mnie zdradził, na trzeźwo. Na drugi dzień wyrzuciłam go z domu. Prawie tydzień już minął, w tym czasie był trzy razy zobaczyć dzieci.
      Zaczynam układać sobie życie bez niego, nawet nieźle mi idzie, choć smutno. Ale są chwilę, gdy marzę o tym, że wraca, przeprasza, obiecuje poprawę. Ale wiem, że jeśli to kiedykolwiek nastąpi, nie nastąpi szybko. To, co przez dwa lata życia się sypało, nie naprawi się w miesiąc. Martwię się co robi, gdzie się podziewa. Ile czasu minęło odkąd opuściła Cię żona, aż do Twojej trzeźwości i powrotu?
      Pozdrawiam!

      Usuń
    7. Ach życie, czasami wali się wszystko na łeb. Mnie też dotykają tragedie, jak każdego zresztą. Posłuchaj, zanim żona wywaliła mnie z domu to minęło jakieś trzy lata a prosiła żebym tyle nie pił chyba z pięć. Jednak kiedy mnie wywaliła i umówiła nas do terapeuty mówiąc albo ona i córka albo alkohol. Że kochała mnie i uważa za wartościowego człowieka to nie chce żeby córka przechodziła przez to przez co ona w dzieciństwie... Do spotkania z terapeutą miałem cztery dni, mieszkałem u mamy i oczywiście piłem myśląc co dalej. Przestałem pić i zacząłem od nowa, całkowicie zmieniając nawyki związane z alkoholem. Do domu wróciłem po dwóch czy trzech tygodniach, żona zaczynała mi ufać. Całkowicie zaufała mi po powiedzmy dwóch latach a nasze małżeństwo mimo że układało się z miesiąca na miesiąc mojej abstynencji coraz lepiej zabrało pełni jakiś rok temu (nie piję 7 i pół roku) Opisałem to świadectwo w karcie u góry świadectwa. Zacznij od pierwszej części. Być może mąż wróci, pamiętaj że nadzieja umiera ostatnia. P.S. Ciekawi mnie co to był za test na alkoholizm...

      Usuń
    8. Pisze bo sie chyba poddaje, mam meza od 13 lat , syna lat 12 i problem z piciem meza ,ktory chyba widze ja i dziecko;zaczynalo sie niewinnie 1,2 piwa na odstresowanie,z czasem oficjalnie 1,2 piwa a cwiartka wodki gdzies za plecami a jak nakrylam meza to zaczely sie wyzwiska,picie coraz czestrze i wkoncu nawet przepychanki i agresja.Zwrocilam sie do tesciow o pomoc,tesc twierdzil ,ze powinnam puszczac meza do niego i jak tam napije sie piwa czasem to nic sie nie stanie bo facet czasem musi; PICIE zaczelo sie w domu jeszcze czestrze a jak zwracalam uwage byla gehenna,doszlo do tego,ze maz po wypiciu probowal sie powiesic i wtedy to juz tesciowie zabrali meza do siebie bo rzekoma ja nie umialam go zrozumiec ,po kilku tygodniach wrocil ,pare tygodni spokoju i znowu popijanie ,nieprzespane noce i lek zeby sobie nic nie zrobil a tera jak zabraniam pic jedzie do tesciow i tam ma wszystko a ja i dziecko pozostawieni sami sobie/syn martwi sie o meza i chce jezdzic razem z nim a ja jak syn dzwoni i mowi,ze tata wypil piwo a dziadkowie nic nie mowia czuje sie jak sparalizowana , obwiniam siebie tylko za co ,nigdy nie zdradzilam,pracuje ,mamy dom po rodzicach i boje sie gdziekolwiek z mezem wyjsc bo on sie relaksuje przy alkoholu a ja klebek nerwow i sztuczny usmiech na twarzy

      Usuń
    9. Cześć, po pierwsze wiele wskazuje na to że Twój facet jest uzależniony. Żadne chałupnicze metody teściów nie pomogą a zaszkodzą. To jest chore ale to właśnie skrzywiona miłość, nadopiekuńczość rodziców popycha często dzieci do alkoholizmu. Mąż powinien pójść się leczyć jak każdy człowiek z każdej innej czy tej choroby. Jak by był cukrzykiem to też by musiał do mamy i taty na czekoladę wpaść?
      Postaraj się przed wszystkim sama poszukać pomocy, pójść na terapię dla współuzależnionych. Poczytaj artykuły które sugeruję w linkach wyżej. Tak naprawdę ty powinnaś pierwsza pchnąć machinę zmian w waszym życiu. Mąż zawsze może napisać do mnie, poczytać. Trzymam za was kciuki :-)

      Usuń
    10. Dziekuje, prosilam meza oto zeby zaczol sie leczyc po tym jak probowal odebrac sobie zycie ale on stwierdzil,ze z niego wariata robie i sama mam sie leczyc ,najgorsze jest to ,ze nikt z bliskich poza mna i synem nie widzi problemu w piciu meza; kazdy uwaza ,ze on taki spokojny[ spokojny przy innych a w domu wyzwiska, wszyscy to S......... ,a jak mi cos nie pasuje to odrazu sie wyprowadza oczywiscie gdzie do tesciow] Szkoda mi tych lat spedzonych razem, nie moge patrzec jak przezywa to dziecko i samo mu wybacza ale zaczelam nienawidziec tesciow i powoli nienawidze JEGO i dlatego pisze tutaj , po 13 latach cos peklo i dziekuje,ze mnie rozumiesz

      Usuń
    11. Też miałem myśli samobójcze, do prób nie doszło ale kto wie jak bym skończył gdybym nie przestał pić. Alkoholicy są mistrzami w kamuflowaniu się. Sam w otoczeniu byłem ogólnie lubiany, miły, inteligentny, dusza towarzystwa itd. W domu obrywali najbliżsi, zwłaszcza żona która przeszkadzała mi w picu. Rodzice nie chcą widzieć takiego upodlenia u własnych dzieci bo znaczyło by to że gdzieś były popełnione błędy wychowawcze. To nie świadoma pycha, czyli choroba społeczna od początków ludzkości ;-) Nigdy nie żałuj tego co było, to błędne koło. Ucz się na przeszłości i tyle. Rozumiem Cię tylko dlatego że sam przez to przechodziłem, możesz pisać ile zechcesz ale i tak powinnaś pójść na terapię. Rozumiem że się boisz ale strach ma wielkie oczy, ZAWSZE! Może się jeszcze między wami ułoży, bardzo wam tego życzę :-)

      Usuń
    12. Mija tydzien jak maz sie wyprowadzil o co najgorsze z nim takze syn[niby mial jechac tylko z tata na weekend a zrobil sie tydzien] ciagle pisze mi smsy zebym pogodzila sie z tata - serce mnie sciska bo niewiem co mam robic ,chcialabym zeby dziecko mialo pelna rodzine ale nie umiem juz udawac ,ze nic sie nie dzieje i wiem on nie zacznie sie leczyc i ciagle bedzie mnie wyprowadzkami straszyl;martwie sie tez tym,ze dziecko wybierze takze dom dziadkow bo mama wiele zabrania a tata lepszy bo przeciez mama to to co ciagle sie kloci ; ech zycie czasem daje popalic ale czy powinnam dziecku nie pozwalac przebywac z ojcem;w mojej miejscowosci nie mam mozliwosci skorzystania z terapi ,najblizszy punkt to 30km, sama nie umiem prowadzic samochodu wiec z dojazdami ciezko wiec puki co dziekuje,ze moge porozmawiac z Toba a czy sie ulozy to mam juz watpliwosci bo byl juz okres ,ze meza nie bylo 3 mc i zachowywal sie jaj moj tesc ,ktory podporzadkowal sobie tesciowa a dodam ,ze tesc tez lubi alkohol tylko on pije alkohol z wyzszej polki i twierdzi,ze to tylko degustacja; Dziekuje za cierpliwosc i podziwiam za sile jaka masz w podnoszeniu innych na duchu

      Usuń
    13. Witam serdecznie,
      odpowiadam na Twoj ostatni post zaczynajacy sie (Ach zycie...), potem wkradl sie niechcacy inny watek.
      Nie wiem co to za test na alkoholizm. Meza przebabal lekarz i uznal, ze w jego organizmie nie ma jeszcze zmian, watroba jest w porzadku, przebadano mu krew. Nie znam sie, to moje pierwsze takie doswiadczenia. Psycholog kilkakrotnie przeprowadzil z nim rozmowy oraz dal mu do wypelnienia obszerna ankiete. Na tej podstawie stwierdzono, ze alkoholikiem jeszcze nie jest, tylko naduzywa, co oczywiscie moze prowadzic do alkohohlizmu. Ja mysle, ze to wszystko to "jeden pies". Faktem jest, ze upija sie srednio dwa razy w tygodniu, zle sie z tym czuje, ale i nie postanawia przestac.
      Po tym jak mnie zdradzil i wyrzucilam go z domu minelo poltora tygodnia. Od tego czasem zachowuje sie irracjonalnie. Czasem sie nie pojawia w ogole, bo jak twierdzi, nie ma czasu, czasem po rozmowie telefoniecznej ze mna nie ma ochoty przyjechac, czasem przyjdzie, przyniesie pieniadze i pomaga mi w pracy i przy dzieciach. Twierdzi, ze miedzy nami wszystko jest skonczone, ze przychodzi tylko ze wzgledu na dzieci. Wczoraj z kolei przyszedl i powiedzial, ze ze wkrotce wroci do domu, bo ma do tego prawo i chce byc z dziecmi. Powiedzialam, dobrze, ale pod pewnymi warunkami: musi jakis czas wcale nie pic, znalezc nowa prace, pokazac od jutra, jak bardzo zalezy mu na dzieciach oraz znow mowic tylko prawde. Pokazalam mu na grafiku, ze jego dotychczasowe zycie: praca nocna, alkohol, kumple, kobiety nie idzie w parze z zyciem rodzinnym. Musi sie zdecydowac. Wypisalam mu takze warunki powrotu do domu.
      Wyszedl do pracy, a ja bylam pozytywnej mysli. Nad ranem o 5tej zadzwonil, ze stoi pod drzwiami, zmylil mnie jego spokojny ton, otworzylam mu, byl niestety kompletnie zalany. Nie powinnam byla go wpuszczac, otwierac drzwi. Teraz jeszcze dosypia, a ja sie zastanawiam co dalej. Probowalam go budzic, ale reaguje agresywnie. Wyrzuce go z mieszkania jak tylko wstanie. Mysle, ze musze byc konsekwentna. Mysle, ze on chyba jeszcze nie spadl na dno. Wtedy jest szansa, ze sie zastanowi, zrozumie. W tymm momencie troszcze sie przede wszystkim o dzieci, usze miec sile do codziennego wstawania, do pracy. Mam dwoje malutkich dzieci, 4 lata i rok! Pracuje zawodowo, mam swoja firme. Ostatni rok byl bardzo trudny, bo moj maz na calej linii zawalal i ciagle mialam opoznienia z oddawaniem zlecen. Czasem jednak sie angazowal i bardzo mi pomagal. Tak nierowno, niekonsekwentnie. Wszystkie moje sprawy sa podporzadkowane ostatnio jego nienormowanemu trybowi pracy oraz naglych wyjsciom z kumplami i nie tylko. To pewnie taka norma, ale moj maz jest w tym wszystkim okropnie zly i rozzalony na mnie, chyba mnie nawet juz nienawidzi. Trudno miec do takiego czlowieka szacunek, choc bardzo sie staram. Jest okropnie dumny, zatwardzialy, uparty... Nawet na twarzy wyglada inaczej, brzydko, okropnie! Kiedys byl taki czuly i dobry... Wyslalam mu niedawno zdjecie nasze wspolne zdjecie sprzed dwoch lat. Napisalam, ze takiego go znowu chce tutaj z nami. Nie wiem, jak go jezscze motywowac...
      W kazdym razie wracam na moja wlasna terapie.

      Usuń
    14. Dodam jeszcze, ze odkad meza praktycznie nie ma w domu, zauwazylam juz wiele plusow. Mimo, ze jestem smutna, jest ciezko z dwojka malych dzieci, potrafie sie swietnie zorganizowac, dobrze spie. Z dziecmi nie mam zadnych problemow, starszy synek zaczal nawet lepiej jesc, wszystko, co przygotuje. Do tego mam oczywiscie mniej prania, sprzatania, zmywania i gotowania, niz przedtem... Zorganizowalam sobie pomoc przy dzieciach na najblizszy czas, abym mogla skonczyc zlecenie. Potem chyba wyjade z dziecmi. Mysle tak: musze dalej zyc, planowac swoje zycie i dzieci. Albo tak juz zostanie, albo maz sie obudzi i cos zmieni. To jedyna droga.
      dziekuje Ci za Twojego bloga. Bardzo mi pomaga zrozumiec problem oraz motywuje mnie do dzialania. Czytam poraz kolejny niektore Twoje posty, wiele jeszcze musze przeczytac. To wspaniale, ze tak nam wszytkim probujesz pomoc, ze znajdujesz na to czasz. Pozdrawiam Cie serdecznie oraz Twoja wspaniala zone!

      Usuń
    15. Dziękuje również w imieniu mojej wspaniałej żony :-) To miłe.
      Czytając twój tekst ręce i nogi mi opadają jak słyszę że lekarz na podstawie wątroby stwierdza czy ktoś jest uzależniony czy nie. Co on kurna, wróżbita aciej? A testy można oszukać, taki ogólnikowy znam. Kiedy zrobiłem kurs na wózki widłowe (nie pijąc już kilka lat) Pani doktor zdziwiona że nie piję wcale dała mi taki do ręki. Pytałem jej co mam wpisać, to co było czy to co jest, bo będą to skrajnie różne odpowiedzi. Chciała to co było. No a że chlałem jak szewc nie dała mi uprawnień, musiałem wyciągać z ośrodka dokumenty o ukończeniu terapii (jak by i one świadczyły czy ktoś chla czy nie...) No ale cóż...
      Szkoda że mąż nie chce się ogarnąć, nie trać nadziei ale przed wszystkim bądź konsekwentna. Pamiętaj o terapii dla współuzależnionych, o sobie i o dzieciach. Za jakiś czas będzie lepiej. Miłego

      Usuń
  43. Co pisac?
    Pije,nie chce się leczyć.
    Rzucil grupę.
    Nie czuję potrzeby tylko przymus leczenia
    Pije ciagami sam.od nie wiem kiedy,
    od zawsze?
    Z mojej winy.
    Nie jest agresywny raz na 40 uderzył.
    Policja i niebieska karta.
    Ja jestem po 6 letniej terapi bo On mnie wysłał.
    I dobrze bo wiem co mam robić.
    I co z tego wiedza to nie wszystko.
    Nie mam odwagi .
    Ale są dzieci syn 14 córcia rok.
    Straszenie przed pracownika socjalnego kuratorem ograniczeniem władzy rodzicielskiej MNIE za co.
    Mąż pije dalej
    Niby mamy wszystko dobrze się nam powodzi.
    Miał romans z moją koleżanką.
    Nigdy nie mogłam na niego liczyć czy to moja czy dzieci choroba.
    Bo tłumaczył że On pracuje.
    Ja nie.
    Nie poradzr sobie bez Jego pieniędzy.
    NIE MOGĘ PATRZEĆ JAK SIĘ ZABIJA.
    uszkdzenue wątroby,bolerioza nadciśnienie.
    Leki i wóda.
    Mogła bym tak pisać i pisać.
    Wiem że jestem wspoluzalezniona.
    Szkoda mi tego wszystkiego miało być inaczej cudownie

    Jak ratować siebie dzieci męża.
    Jak można kochać i nie nawidziec.




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałaś sobie na to pytanie w 11 i 12 linijce tekstu...
      "I co z tego wiedza to nie wszystko.
      Nie mam odwagi ."
      Skup się na tym, skup się jak znaleźć odwagę do radykalnych zmian. Przed wszystkim zrozum że to co się dzieje w naszej głowie jest zawsze straszniejsze od rzeczywistości. Czy to egzamin w szkole, czy pierwsza jazda autem. Na pewno masz takich przykładów setki. Kolejna rzecz to wiara w bezpieczeństwo. Nie ma czegoś takiego! Stabilizacja to hasło reklamowe. Wiesz czym jest stabilizacja dla motyla? To szpilka w jego plecach. Statek bezpieczny to statek w porcie, ale statki w porcie gniją! Pomyśl, czy możesz być pewna że jutro się obudzisz? Czy możesz być pewna że jutro Twoje życie będzie dokładnie takie samo?
      Na koniec poproś Boga o pomoc, tylko pamiętaj że to ty będziesz działać. Nie nauczysz się pływać jeżeli sama nie zamoczysz tyłka w wodzie. Nie da się! Pozdrawiam i trzymam kciuki :-)

      Usuń
  44. Anonimowy pisze :-)
    "Witaj. Miałam się odezwać. Więc wyprowadziłam się i jestem juz po separacji i teraz... mieszkam juz drugi miesiąc osobno a On nawet nie podjal żadnego leczenia cokolwiek. Miał robić wszywke ale nie bo coś tam znalazłam mu mitingi nie bo On tego nie potrzebuje. A były już sytuacje gdzie się napić i dzwonił do mnie z zalami pretensjami do całego.świata tylko.nie do.siebie. rodzinka.jego psy na mnie wiesza bo jak ja mogłam odejść wg Pani teściowej to moja wina ze On zaczął pić hehe dobre wcześniej synek anioł a pil jak mieszkał u Niej. Całe życie go broni. Moja córka zrobiła się spokojniejsza grzeczniejsza przesypia cała noc a i ja jakaś taka spokojniejsza . Pozdrawiam "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, niestety może to jeszcze nie jest jego czas. Po za tym kiedy jeszcze piłem będąc po za domem w "separacji" to też dzwoniłem do żony z pretensjami. Tak już jest że cały świat jest winien ale nie my i buteleczka...
      Mam nadzieje że wszystko się ułoży i będziecie razem. Teściową się nie przejmuj bo każda mama broni swoje dziecko, u mnie było to samo. A faktem jest też że to "pępuszki mamusi" najczęściej stoją pod sklepem, wiem to też z własnego doświadczenia ;-) Najważniejsze że sama widzisz pozytywne owoce tej decyzji. Pozdrawiam

      Usuń
  45. Ja jestem siostrą alkoholika.Brat pije juz 3 lata.Odkąd zmarła mu zona,wczesniej tez popijał.Po powrocie z rejsu co 2 miesiace ciągi do nastepnego rejsy.By wyjechal do pracy za kaźdym razep płukanie go.Odtruwanie w moim domu.Obecnie jest najgorzej.Stracił prace.Nowy armator ,lada chwila nowy rejs.Znowu jest ciag pieniadze się koncza.Zawozilam go na 3 detoxy.Nie zgodził sie na zostanie na terapii.Mam dobrego meźa i córkę.Juz nie mam siły.Chyba mam depresję.Jestem bezradna.Mam bardzo odpowiedzialną pracę.Dzisiaj jak usłyszałam jego zapijaczont głos zamarłam z przeraźenia.Pijany jest agresywny ,wulgarny.Pije do 2i1/2 l.dzienni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje pytanie nie było anonimowe więc je usunąłem. Jednak odpowiem Ci, możesz jeszcze raz pomóc, to oczywiste. Ale zaznacz że mimo iż go kochasz to nie możesz patrzeć jak marnuje sobie życie i nie chcesz mu w tym pomagać po przez sprzątanie bałaganu po jego piciu. Pogadaj z nim kiedy będzie trzeźwy jak w tym artykule ale bądź już potem konsekwentna. Pozdrawiam

      Usuń
  46. Powiedz co robić.Bardzoo chcę to usłyszeć.Jestem chyba współuzalezniona.Z jednej strony go nienawidzę z drugiej strony mam nadzieje ze się ocknie.Najgorzej że kłamie.

    OdpowiedzUsuń
  47. zrobiłam mężowi warunek jesli jeszcze raz wróci nad ranem narąbany to składam wniosek o rozwód.Wrócił a ja nie chce rozwodu,prosze poradz co może nim wstrząsnąć?Znoszę jego alkoholizm 0d 3 lat ,jak zaczyna pić to 3 dni.Patrzę w lustro i pytam dlaczego mnie to spotkało ,może powinnam dostać kopniaka i znależć odwage, odejsc i wtedy może mnie coś lepszego w życiu spotka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, tak naprawdę to my wszyscy czekamy na kopniaka. Żeby zrobić krok ku innemu życiu, żeby przestać pić i palić, żeby zmienić pracę, żeby wydawać mniej kasy itd. Strach motywuje bardziej niż potrzeba, niestety tak działa nasza pycha która chce mieć i boi się stracić to co zna... Jedynym lekarstwem dla pychy jest upokorzenie, dlatego czekamy na kopniaka. Wiem to po sobie i nie tylko :-)
      Super że nie chcesz rozwodu! Ale sam rozwód to długi proces, może sam wniosek na stole da do myślenia, taka podpucha... Separacja to już silniejszy kopniak. Super gdybyś podjęła terapię. Zobacz moje ostatnie świadectwo (cz.3) chodzi mi o prawo przyczyny i skutku. Po za tym gdybyś chodziła na terapię mąż widziałby że to nie przelewki. Acha, nie stawiaj mężowi warunków żeby się nie napił! To nie możliwe, jeżeli jest uzależniony! Stawiaj mu warunki żeby podjął terapię. Pozdrawiam

      Usuń
  48. Witam, mój dawny przyjaciel z dzieciństwa, a od roku partner jest po terapii. Nie pił 3 lata, ale po zdradzie i rozpadzie poprzedniego związku postanowił się zapić na śmierć.To był jego jedyny związek na trzeźwo. Przy mnie nieco wyhamował, znalazł pracę (ludzie widząc mnie obok i jego mniej więcej przytomnego zaczęli mu ufać.) Mamy zwarty front z jego rodziną, ale... No właśnie, zaczął się mocno staczać, a ja na to pozwalam. Nie zabieram alkoholu, komentuję tylko jak mi puszka pusta na głowę z szafy wyleci. Kiedyś prosiłam, błagałam, kryłam, dostawałam szału jak znikał na noce i ... no chyba szukał nowej wśród kobiet/dziewczyn z ..no z melin. On sam jak go "zgarnęłam do siebie to już był wyniszczony. Przed terapią - dno, tzw. menel śmietnikowy. Na terapię trafił po próbie samobójczej. Teraz chce niby wszyć sobie Esperal-na terapię nie pójdzie " Nie kur.. ani dla moich dzieci, ani dla ciebie, nikt mnie nie zmusi", "Dlaczego?" "Bo nie lubię, a tam same dziwki są co mnie podrywały". Wypłatę przepija, choć twierdzi, ze mi oddaje wszystko (tak, to co zostanie, a później jeszcze "Daj pieniądze, pracuję, a chodzę bez kasy jak głupek"). Teraz zaczęłam go punktować- "To co miałeś to przepiłeś, trzeba było nie pić to byś miał) No... i teraz ten Esperal-raz już przepił w "młodości" i miał zapaść. Co robić? Myślę, że on po prostu chce pić... na pamiątkę po byłej i już. Znam go tyle lat, a nie wiem jak postępować. Na spotkanie z terapeutą raz poszedł, ja też troszkę pochodziłam, ale kobitka starsza i mówi wciąż to samo-wyrzucić z domu, a grupowe spotkania są w godzinach mojej pracy.Czy możesz mi coś podpowiedzieć? Jakoś pokierować? Niby dużo wiem o alkoholizmie, ale chyba jestem już zmęczona... rok ponad się bawię w to "Idź na terapię". Jak go wyrzuciłam z domu to pierwsze co robił to szukał koleżanki do picia. Jak tylko się przyjaźniliśmy i dałam mu ultimatum-"Masz 2 tygodnie, zadzwoń jak się zapiszesz na terapię" to po 1,5 tygodnia był u terapeuty.. i po 19 dniach znów zapił koncertowo. Pozdrawiam i proszę o podpowiedz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, moim zdaniem esperal nic nie da. Jeżeli ma komuś pomóc żeby zatrzymać obsesje picia to ok, w innym wypadku to bezsensu. Tak czy siak trzeba się rozwijać i pracować nad sobą. Tabletka w dupie nie będzie myślała za kogoś. Nie będę pisał o alkoholizmie bo wiesz co nieco. Co do terapii dla Ciebie to może są inne grupy lub dostałabyś zwolnienie z pracy. Są sytuacje wyjątkowe i być może jesteś w takiej ale z doświadczenia wiem że większość Pań ma większy opór przed grupą niż ich pijący mężowie/przyjaciele.
      Zrób tak, wyobraź sobie że masz koleżankę w Twojej sytuacji, najlepsza i prawdziwa przyjaciółka. Napisała do Ciebie list jak żyje. Usiądź i jej odpisz a następnie do końca tygodnia zacznij działać według tych instrukcji. Powodzenia! :-)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Podoba mi się ten tekst o tabletce w dupie ;-) Od razu zmienia sposób patrzenia na problem-mi "oddemonizowuje"całą sytuację. Zwolnienia nie dostanę z pracy. Możliwe, że mam jakiś opór. Pomyślę o tym.List do koleżanki-fajny pomysł. Ja wiem jedno, że nawet nie wiem czy dotrze na umówioną wizytę. No i chyba nie powinnam biegać za nim i przypominać. Na razie jest trzeźwy i milczący. No i trochę drażliwy. Ja zajęłam się sobą. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  49. Witam.bardzo podoba mi się Pana blog. Nareszcie znalazłam człowieka,który wypowiada się jak człowiek a nie naukowiec. Jest coś innego w tym Pana pisaniu.
    Gratuluję sukcesu i podziwiam i trzymam kciuki za dalszy sukces w pozostawaniu trzeźwym.
    U mnie pierwszy sukces. Nareszcie mąż przyznał, że ma problem. Chce przestać i na tym koniec. Pije dalej. Wiem, że w sercu chce ale niańczy się ze sobą. Ja oczywiście widzę, że jestem współuzależniona, ale co ja mogę zrobić? Z domu go nie wyrzucę bo to też jego dom. W sensie fizycznym i duchowym. Zresztą wiadomo
    że tęsknię za mężczyzną, którego wybrałam sobie za męża. Mamy córeczkę. 9 lat.
    Kocha go strasznie i z wzajemnością. Ostatnio okazało się, że córcia ma cukrzycę. Myślałam, że się obudzi ale niestety jest gorzej z piciem. Wie, że go potrzebujemy, ale ciągle przeprasza i dalej pije i kłamie. Co mu powiedzieć? On jedynym żywicielem rodziny. Ja dorabiam ale teraz przez kondycję córci wszystko jest utrudnione. Mieszkamy za granicą. Widzę, że tak jak Pan pisze, że on potrzebuje wstrząsu, ale gdzie my pójdziemy z córcią, proszę o poradę. W tym nawale zmartwień może nie myślę kreatywnie. Mamy przyjaciół. Chyba się nie domyyślają. Nie żebym chciała ukrywać, ale nie chce mi się gadać bo co mi pomogą, powiedzą, że biedna jestem i tyle. Nikt nie pomoże jak on sam nie przestanie pić. Potrzebuję pomysłu jakie ultimatum mogę mu postawić abym mogła być konsekwentna.pozdrawiam Pana i wszystkich współuzależnionych.M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami są sytuacje życiowe które wymagają radykalnego podejścia. Czasami odpowiedź nie przychodzi od razu, czasami trzeba wysiłku by pozbyć się lęku. Najważniejsze, odpowiedz sobie na pytanie czy jeżeli będziecie całą waszą rodziną żyli jak żyjecie to czy zajdą jakieś zmiany? Czy wasze życie będzie inne za rok, trzy, pięć? Jeżeli dobrze władacie językiem poszukajcie pomocy na miejscu jeżeli nie...może i powrót do kraju będzie konieczny. Wiem jak to brzmi! Ale zadajcie sobie pytanie czy owoce waszego obecnego życia są warte strat jakie ponosicie i poniesiecie? Wiem że może to być najtrudniejsza decyzja w życiu ale nagrody takich decyzji są zawsze największe. Powodzenia, P.S. mąż może do mnie pisać.

      Usuń
  50. Heyka,
    Gdzies zgubilam twojego maila :(
    Mam straszny mętlik w głowie. Z UK wyjechałam, znalazłam fajną pracę, coś tam sobie w życiu tworzę, chociaż jak każdy mam całą masę swoich problemów - urok początków kariery :) Ale wychodzę między normalnych ludzi, perspektywa się zmienia :)
    No ale za plecami został Luby. Luby, który po 2latach chlania, kłamania i ogólnie całego syfu postanowił rzucić 12lat emigranckiej egzystencji i wrócić do PL. Dla mnie.... ;/
    Luby na terapie nie chodzi, nie mam do niego pretensji, poszedł na tyle co mu kazałam ale ja sama uważam że to o kant tyłka. Jedyne co mu powiedzieli, to chcieli dowalić psychotropy (jestem chemikiem medycznym, przeczytałam jakie, dostał zakaz dotykania) i żeby się zajął wolontariatem. Jakoś sam ogarnia. Jak mu to wychodzi, nie wiem, nie ma mnie tam.
    Wydaje się, że się jakoś ogarnia. Mówi już inaczej itp. Jak ze mną rozmawia to pijany nie jest (jeżeli się już przydarzy, to nie powie tego dnia ale na drugi sie przyzna). Ale cóż....zerwałam... 2miesiące bez rozmowy...przyleciał... pozwoliłam mu na noc zostać, poszłam do pracy on po mnie wyszedł po... nawalony jak meserszmit ;/ "był upał, on się nie spodziewał że tak". Przy rodzinie bylo ok, coś tam wypił przy stole (ale chyba nawet mniej niż ja, pilnował sie). Wróciliśmy do domu, ja do pracy, wracam a on podpity (tak na 1-2piwa). Przyznał się do wcześniejszego i do tego. do końca pobytu nie ruszył.
    I tu mam mega zagwozdkę, wszyscy mówią - nie ufaj. Ja nie ufam. Doszliśmy do tego, że jeżeli ja się zorientuje i zrobie mega pewną siebie awanture, to mi się a drugi dzień przyzna. No przecież takie coś też jest bez sensu. Po co być z kimś, komu się nie ufa i prawdę trzeba najpierw znać, żeby ją wyegzekwować?
    Problem, że nie do końca umiem zerwać tą znajomość. I tu pies pogrzebany. Idę kurde do pracy ąę a wracam w taki syf ;/ Teraz też "z kolegą wypił 2piwa" przyznał się. Ja pomimo, że go uczyłam że jak powie to zrozumiem, nie wytrzymałam. Odcięłam telefon.

    Już sama nie wiem jak ja mam się zachowywać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, powiem krótko. Tylko terapia lub AA z nastawieniem na to pierwsze jest wyjściem.
      ks.Pawuliewicz zauważa jedną genialną rzecz, to znaczy nie jedną ale o jednej chcę napisać.
      Pyta o imię ale nie to które masz w dowodzie ale o to które masz głęboko w sercu. Każdy z nas takie ma. Faceci są dość dumni, my nienawidzimy wyeksponowanej porażki. Jakakolwiek wpadka z dzieciństwa lezie za nami całe życie. Wszystko jedno czy ktoś się zmoczył jako starsze dziecko, czy ktoś uciekał przed słodkim szczeniakiem czy może ktoś był gnębiony w szkole i na podwórku. Wówczas nadał sobie lub inni mu nadali imię : frajer, cielak, laluś, niezdara itd.

      Druga sprawa to na 100 uzależnionych mężczyzn 95 NIGDY nie miało poważnej rozmowy, na poważne tematy ze swoim ojcem. NIGDY! Więc samo picie jest tylko skutkiem przyczyny, trzeźwienie na programie AA odwraca powoli wszystkie skutki. Sam uczę się i mam nadzieje że pycha nie sprawi że kiedyś się przestanę uczyć. Dobry Bóg czasami lekko mnie upokorzy bym został przy nim ;-) Upokorzy dla nauki i prawdy a nie własnego zadowolenia. Niestety ludzie o tym zapominają.

      To że teraz bywa nerwowy to normalny objaw głodu alkoholowego. Jeżeli by chciał nie pić, to głody byłyby mniejsze i rzadsze.

      Pamiętaj o najważniejszym, to że ktoś miał kiepskie dzieciństwo nie usprawiedliwia, to zobowiązuje!!!

      Chodzi tylko o to żebyś wiedziała że z odejściem alkoholu problemy staną się sprawami do rozwiązania jeżeli z abstynencją pójdzie w parze trzeźwienie męża przed wszystkim ale też twoja zmiana nawyków.

      Jeżeli zdecyduje się na terapię to pójdź z nim na terapię dla współuzależnionych, jeżeli nie to niestety wasze życie może być jak ruletka...

      Usuń
    2. Tam gdzie on mieszka, nie ma terapii, serio - są tylko grupy(ew. psychotropy). No i ja z nim nie pójdę bo teraz ja mieszkam w PL a on został (podobno do stycznia) tam.
      To że miał kijowe życie to wiem i wiem, że to co jest teraz to jest tego następstwo. W sumie widać, że on od wielu lat ucieka. I ta ucieczka zaprowadziła go do UK a później do wódy. A teraz dostał życiem w twarz.
      On twierdzi, że działa. Ja już nawet nie pytam co działa bo zwykle się okazuje że to jak dziecko w przedszkolu. Ja pokażę, ja przycisnę, to to zrobi. A zwykle znajdzie milion wymówek i tak będzie roooobił.
      No ale fakt, że inaczej się z nim czasem rozmawia. Ma inne podejście. Teraz już mówi, że coś chce zmienić, że chce coś osiągnąć, podobnież zbiera kase na kursy w PL, na szkołę itp.
      Ja się tylko ciągle zastanawiam, jak ja mam się zachowywać itp. Z mojej strony motylki dawno zdechły, jesteśmy "razem" w zasadzie tylko dlatego, że on się tego kurczowo trzyma. Z mojej strony to raczej komformizm (o czym wiem, aż samą mnie to przeraża). On wie, że mi bez niego dobrze się żyje, że sobie świetnie radzę (to też chyba niezbyt dobre dla męskiej dumy ;/). Wie też, że w momencie kiedy on się do mnie nie odezwie, ja nie będę miała takiej potrzeby i to się spokojnie rozwiąże. Pytanie po co być razem? Sama ciągle się nad tym zastanawiam. No ale nic. Zobaczymy jak będzie.

      Problem w tym... ja nie wiem czy on pije czy nie. Wiem, że jak starałam się to zakończyć i przyjechał to pierwsze moje wyjście do pracy a on nieprzytomny.... Więc wbrew jego wszelkim zapewnieniom, można się domyślać, że mój wyjazd nie był aż takim wstrząsem. Mnie zmyliło to, że u mnie w domu zachowywał się ok (pozwoliłam mu przyjechać bo mi wstyd przed rodzina było). W sensie wszyscy pili, on troszkę podziubal ale bardzo kontrolował. Jak jakiś tam znajomy do niego tam przyjdzie, to też zwykle powie: będziemy pić piwo. Ale to wszystko. Poza tym, to mam wrażenie, że jest na zasadzie "jak daleko można się posunąć, żeby widać nie było". Czyli jak się napije i ja jestem o tym na 200% pewna, to wreszcie się przyzna przyparty do muru (jak juz wytrzeźwieje). Sam z siebie nie powie, czyli prawdę dostanę jeżeli ja znam i wymusze. A i tak pierwsze przeprosiny wtedy są za to, że on się nie spodziewał że przy takiej małej ilości tak go sieknie… Czyli ogólnie o kant tyłka z takim biznesem.
      No ale cóż…. Pewności nie mam…on tam, ja tu. Nie wiem jak go traktować. Skupić się na innych rzeczach, dać mu samemu się wykazać i zobaczyć jak będzie w styczniu (dość ryzykowne). Traktować go jak chorego i cisnąć na tą kwestię?

      Usuń
    3. :-) uśmiałem się z męskiej dumy kiedy kobieta sobie dobrze radzi :-) Pytanie co to znaczy? Ja lubię kiedy moja żona ma pogodę ducha, kiedy jest uśmiechnięta, kiedy przełamuje swoje bariery. Lubię kiedy traktuje mnie jak mężczyznę i najważniejsze lubię że jest kobietą a nie chłopem ;-) dzisiaj jest to pokręcone i zawsze leży w naszych emocjach i przeszłości. Pasmo sukcesów nie świadczy o tym że ktoś sobie dobrze radzi z życiem. Ma dobry zmysł podejmowania właściwych decyzji w sferze zawodowej i tyle :-) Taka dygresja.
      Co to znaczy traktować chorego jak chorego? Jeżeli masz nad nim latać, chuchać, dmuchać to proszę bardzo. Wychowasz kalekę! Na moje zajmij się sobą i poczekaj do stycznia. Być może coś pęknie w nim. Pomyśl jeszcze jaki był Twój ojciec, jaką miałaś z nim relację? Jak mama traktowała tatę itd. Może dowiesz się czegoś o... o sobie :-) miłego

      Usuń
    4. Oj nad sobą psychoterapię już zrobiłam doskonałą :) i ja wiem, że nie jestem jakaś nadzwyczajna. A relacja z ojcem mnie nauczyła...cóż.... zdecydowanie niczego dobrego:) A dokładnie właśnie tego, że moralnie/duchowo, delikatnie rzecz ujmując, nie jestem najcieplejszą osobą. Co do tego, czy jestem mentalnie chłopem czy kobietą? Zdecydowanie jestem 100% chłopem. Żaden powód do dumy czy szczęścia, ale takie mam szczęście w życiu że gdyby nie to, to daleko bym nie zaszła. I zeby nie było, nie mam zamiaru tego zmieniać.
      Też lubię się poczuć kobietą i wiem, że trzeba oddać pole do męskości, ale jednak zawsze to będzie takie... po wierzchu. Bywa. Poza tym na męskość też trzeba sobie jakoś zapracować. Ja mam masę swoich problemów, w głowie i w realnym świecie. Wiem, że to muszę wszystko poogarniać i wiem też, że Luby żadnym wsparciem dla mnie nie jest. Ja mam świadomość, że(przynajmniej w tej chwili) nie mogę na niego liczyć. Jeżeli mi się powinie noga, to on nie będzie dla mnie murem, tylko dodatkowym problemem który trzeba ogarnąć. Wiem, że w razie czego bez mrugnięcia okiem będzie kłamał i oszukiwał, wiec muszę się mieć na baczności(bez względu na jego zapewnienia). Dlatego niestety, póki sam swojej "męskości" nie znajdzie, musi się zadowolić tym co ja się staram mu dawać.
      Jego powrót styczniowy odłożyłam w swojej głowie daleeeko w krainę fantazji. On opowiada jak to będzie wyglądać, co będziemy robić, jakie to życie cudowne, że on chce rodzinę ze mną zakładać i bla bla bla. Wystarczająco razy się przejechałam, żeby tego nawet nie słuchać. Skoro jego to nakręca to super, niech ma cel, ja sobie tym głowy nie zaprzątam. Będzie co będzie. Nie pytam już czy pozałatwiał sprawy tam, czy coś robi. Kiedyś starałam się tym interesować, skoro ma to mieć wpływ na moje życie. Teraz olałam, pytanie czy mi to w przyszłości się czkawką nie odbije... ale trudno... powtarzając za Scarlett: pomyślę o tym jutro.
      Co będzie w PL, to będzie w PL. Tutaj nie będzie anonimowy. Tu nie odwiedzi rodziny raz w roku, przez pare dni udając jak mu się fajnie wiedzie. Nie będzie miał sytuacji "nie ważne co robie byle robić, to kasa będzie". To jest niestety urok i cena emigracji = można się przed życiem schować. Może go to zmobilizuje, a może nie. I nieważne czy ze mną czy bez. Dlatego to co jest teraz, nie uznaję za życie. On robi co robi, mnie to nie dotyka bezpośrednio. Jest to czas przejściowy, szkoda że (moim zdaniem) marnowany ale nic na to nie poradzę. Jednak w tym czasie muszę się jakoś zachowywać, bo jednak chcę go wesprzeć. I tu jest właśnie problem. Bo ja nie wiem jak z nim rozmawiać. Zmniejszyć dystans, interesować się i udawać że wszystko jest ok (wtedy duże szanse, że mnie szlag trafi). Udawać, że wierzę że nie pije, czy jednak w razie czego się wkurzyć i waląć słuchawką, pokazując mu że problem magicznie nie zniknął? Czy po prostu udawać, że wszystko jest ok i dalej trzymać się motta Scarlett?
      Traktować chorego jak chorego, tzn nie brać do siebie tego, że jest ostatnim.... że tak robił/robi, tylko po prostu pochylić się, że ok jesteś chory więc nie traktuje tego personalnie. Jednak, jest tutaj baaardzo duża doza litości i podejścia "aha... w sumie niczego lepszego się po tobie nie spodziewałam", a to może być śliskie.

      Usuń
    5. tlu, nie psychoterapie a psychoanalize sobie zrobiłam :) edytować nie idzie :)

      Usuń
    6. No nie idzie edytować :-) można tylko usunąć. Każdy swój wpis lub ja wszystkie czego po za chamskimi reklamami nie robię, nawet jak ktoś mnie wyzwie ;-)
      Ogólnie tak, jeżeli nie próbowałaś być 100% kobietą to nie możesz wiedzieć gdzie byś była :-) Z drugiej strony twoja silna postawa nie jest zła. Jeżeli głębiej się zastanowisz czy nie jest ona wymuszona z jakiś względów. Tak czy siak Twój facet z tego co piszesz to spora odwrotność Ciebie, pytanie dlaczego? Może nad tym przed wszystkim się zastanów. Pomiń uzależnienie bo to co piszesz i wnioskujesz jest oczywiste.
      P.S. Do psychoanalizy jest potrzebna osoba która patrzy na wszystko z boku. Autorefleksja jest podstawą świadomego, spełnionego, szczęśliwego życia. Jednak czasami z bliska nie widać wszystkiego, trzeba się oddalić by zobaczyć czy stoję przed drzwiami szpitala czy SPA... :-)

      Usuń
    7. Luby w życiu nie miał lekko, ale on poszedł w ucieczkę. Miał tego pecha w życiu, że na pewnych etapach nie spotkał nikogo, kto by nim wstrząsnął. Ja miałam inną sytuacje w życiu i ukształtowało mnie to inaczej. Ogólnie Luby jest tym, czym ja wiem że nigdy nie będę. Patrząc z boku, mam wrażenie że u nas role są odwrotne - on jest ten od uczuć a ja jestem ta od walki. Co jest dziwne, bo to były żołnierz w pełnym znaczeniu tego słowa ;) Czyli ogólnie idealnie się uzupełniamy (pomimo, że pokrętnie :P) i to jest ta kwestia bez wódy. Problem leży w alko. Albo nawet nie, bo też nie raz mu powiedziałam że na jego miejscu sama bym chlać zaczęła. Tu problemem jest brak działania i zapomniana przez lata zdolność ku temu. On pije z nudów (szkoda, że jak z nim byłam to pił bo... się za dużo działo). Co jest niesamowite, bo on dla mnie zawsze był tym działaniem fascynujący. Szkoda, ze to okazała się pieśń przeszłości, w której on żył a która dawno przeminęła.
      Po 2latach ja straciłam zapał do czegokolwiek. Z osoby wiecznie będącej w biegu, biegającej górskie maratony, kiedy siłownia była moim drugim domem, po paru miesiącach wspólnego życia, przytyłam 18kg a siłownia nawet nie pamiętam jak wygląda. Dlatego, mam świadomość że przede wszystkim siebie muszę na nogi postawić (co łatwe serio nie jest, rok już się kopie sama ze sobą) i wiem, ze gdybym ja była inne to mogłabym mu inaczej pomóc (a może znowu bym się dowiedziała, że to moja wina bo ja takie tornado prące do przodu). Ale jak mówiłam - taka to męskość alkoholika, ze nie dość że człowiek sam siebie musi ogarnąć, to nie ma co liczyć na drugą stronę. A jeszcze problemy ma dodatkowe.

      Usuń
    8. Do końca roku zajmij się przed wszystkim sobą. Nie jak egoistycznej franca, w pozytywnym sensie tego znacznia ;-) Lubemu, daj szanse, po za tym że nie wiesz na czym stoisz co jest męczące i to bardzo... to do stycznia dużo czasu nie zostało. Kto wie, może będzie z tego wspaniała miłość :-)

      Usuń
  51. Witam przedewszystkim wielki szacun i niski ukłon dla człowieka ktòry potrafił ocalić siebie i swoja rodzine.oczywiście ja ròwnież nie bez powodu tu jestem. Ja też słyszałam obietnice zapewnienia że dla mnie poć przestanie bo kocha i tak co drugi tydzien jest dwu dniowe picie przy czym twierdzi że wyjeżdża z że nie ma już nas itp itd odnośnie zostawiania mnie czego i tak jak do tej pory nie zrobił. Chcę pomòc i jemu i sobie chcę ocalić nasz związek. Czy jeżeli ja ze swojej strony stanowczo zagrożę że jeżeli w ciągu tygodnia nie podejmie sie leczenia to się rozstajemy. Czy to bedzie pomocne czy ma szansę na pozytywny skutek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, wszyscy jesteśmy chorzy na pychę. Mniej lub bardziej. Od narzekania na siebie i życie po dyktaturę. To wszystko jest egoizm bez kontroli. Jedynym a może najskuteczniejszym lekarstwem na pychę jest upokorzenie, cierpienie. Wówczas jest szansa na pozbycie się muru i chociaż krótką refleksję nad życiem. Zawsze mówię że ściany szpitalne słyszały więcej szczerych modlitw niż niejedne kościoły ;-) Oczywiście sam polecam modlitwę i medytację na co dzień a nie tylko w kościele czy szpitalu. Wracając w odpowiedzi na Twoje pytanie, nie wiem... Naprawdę trudno powiedzieć czy to coś zmieni. Jeżeli będziesz gotowa na to by tak zrobić (chociaż na jakiś czas) to można spróbować. Przeczytaj artykuł "Czy jestem współuzależniona" jest w linku wyżej, poczytaj też o samym uzależnieniu, będziesz podejmować trafniejsze decyzje. Pozdrawiam

      Usuń
  52. Cześć. Trafiłam na Twojego bloga szukając kolejnych informacji o alkoholizmie i współuzależnieniu.
    Mój facet co dzień popija alkohol- nie są to dramatyczne ilości , zwykle 2, 3 piwa , czasem 4 lub butelka wina. Jednak nie ma dnia bez alko. Od 20 lat choruje on na cukrzycę typu 1, lekarz powiedział ,ze dla niego piwo to najgorsza opcja - podnosi cukier , grozi zawałem /udarem , leczy się na nadciśnienie. Ja od lat mam problemy z żoładkiem , ostatnio z oddychaniem i drżeniem ciała , masa badań , ale nie ma konkretów-pewno nerwica. Chodzę też prywatnie na terapię nerwicy , ale efekty nie zadawalające-jestem zbyt podatna na to co on powie , ile wypije etc. Nie ułatwiam mu picia , ciężko by sięgnął dna , bowiem nie pije do nieprzytomności , pracujemy razem , nie zawala pracy ani obowiązków domowych. Tak jest od ponad 10 lat , choć ostatnie 2 lata mam wrażenie ,że pije trochę więcej. Jego ojciec popijał całe życie ,jednak nie na umór-nie sięgnął tzw dna , umarł rok temu w wieku 75 lat. Ja jestem w trakcie klasyfikacji na terapię dla współuzależnionych-on nie ma szans by poszedł na terapię , mówi że nie przestanie pić i jak mi się nie podoba bym się wyprowadziła. NIe mamy dzieci ani kredytów , mieszkam w jego mieszkaniu, w pracy jestem w części od niego zależna , jednak szkoda mi rzucać pracy bo mam dobre możliwości zarobkowania. Coraz częściej myślę o wyprowadzeniu się. Na koniec moje pytanie? czy jego picie to już alkoholizm czy trochę wyolbrzymiam? choć widzę ,że ledwo jest w domu i nie musi już nigdzie jechać autem otwiera butelkę , po 1 czy nawet2 piwach zdarzyło mu się już jechać , raz po mocno zapitej imprezie i spaniu kilka godzin w aucie , wracał do domu 200km-rozbił drzwi od pasażera o barierkę zabezpieczającą-mnie wtedy z nim nie było , jemu nic się nie stało. Często żartuje on z kolegami z pracy czy klientami w temacie alkoholu , a ja się już skręcam jak to słyszę. Boję się samotności , ale też nie umiem dalej tak zyć. Ostatnio w domu niemal się nie odzywam , choć nie okazuję wrogości , po prostu nie chce mi się z nim gadać jak widzę , że popija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, świetnie że zbierasz się na terapię dla współuzależnionych. Ta Ci się na pewno przyda bo to co czujesz to przed wszystkim współuzależnienie i może jeszcze coś z Twojego dzieciństwa. Tak czy siak po terapii a nawet w trakcie jej trwania będzie Ci lepiej, im bardziej się otworzysz tym lepiej się poczujesz.
      Co do Twojego pytania to według mnie jest to uzależnienie albo bardzo blisko niego. Trudno ocenić po kilku zdaniach. Jednak utrata kontroli to utrata kontroli i już. Sam lądowałem w rowach ale ogólnie rzadko, na ogół dopełniałem obowiązków (nie licząc końcówki) ale nie umiałem być bez rauszu. Poczytaj u mnie na blogu (albo i nie u mnie :-) u góry tam gdzie są karty jest taka S.O.S. tam popatrz na dzienniczek głodu alkoholowego, być może znajdziesz analogii. Zobacz też pierwszy krok AA, "Uznaliśmy bezsilność wobec..." Na terapii nauczysz się życia obok lub podejmowania zmian. Tak po za tym to alkoholik kiedy traci kontrolę stawia alkohol na pierwszym miejscu, twój facet stawia go nad zdrowie, bezpieczeństwo na drodze, Ciebie. Nie oceniam go bo byłem pewnie i gorszy. Po prostu kiedy alkohol jest na pierwszym miejscu... to cóż, chyba wiesz

      Usuń
  53. Hej. dzięki za odpowiedź , w ogóle super ,że taki blog prowadzisz bo myślę ,że niejednemu pomoże. Gratuluję że Tobie się udało ,ale faktycznie najważniejsze jest chcieć, mój facet nie chce , uważa ,że się czepiam.
    Jest tak pewno jak piszesz na terapii mogę się nauczyć żyć obok albo podejmować się zmiany-zawsze się bałam zmian, jednak jestem już tak u kresu wytrzymałości-mimo,że nie ma picia na umór-chce się przygotowywać do tych zmian, bo już nie wierzę ,że on się zmieni -wprost mówi,że nie przestanie pić . Żyć obok , gdy nie ma się dzieci , kredytów ani się już seksu nie uprawia-już całkiem straciłam na niego ochotę i wciąż kombinować co można robić razem , gdzie nie będzie mógł się napić- to chyba nie ma sensu w mojej sytuacji . Dobijam 40 ,jak odejdę zostanę bez faceta , bez mieszkania i może w końcu bez pracy-bo może nie dam rady z nim dalej pracować mieszkając osobno , ale zaczynam się nastawiać na to psychicznie i mam nadzieję że dojrzeję do właściwych decyzji. Poczytałam dziennik głodu alkoholowego , najbardziej widzę wówczas natężenie jego agresji słownej , zły humor i czepliwośc. Wiąże wielkie nadzieję z terapią dla współuzależnionych , 21.11 mam ostateczne spotkanie i decyzja czy się na nią dostanę z NFZ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy boi się zmian. Ogólnie nie boimy się nowego a boimy się że stracimy to co już mamy i znamy. Być może Twój facet się ogarnie, zawsze życzę jak najlepiej. Czasami jednak odpowiedź brzmi nie... Trzymam kciuki, powodzenia :-)

      Usuń
  54. dziękuję -mam nadzieję że dam radę-właśnie szukam mieszkania
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  55. Witam! wszystko co piszecie to prawda,ja odchodzilam od swojego meza alkoholika z piec razy ciagle wracalam myslac ze cos zrozumial i ze teraz bedzie lepiej .Otoz nie zawsze to samo .Pomoglam mu wyjsc z dlugow czesciowo bo jeszcz ich troche ma znalazlam dodra prace i co i nic On dalej chla.najprosiciej bylo by odejsc i juz ale i tego zrobic nie moge .Mamy wspolny kredyt i grozi ze jak odejde to on przestanie splacac i co szantaz nie wiem jakdlugo to jeszcze zniose.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Sarna, nie ma sytuacji bez wyjścia. Wiem jak to brzmi do Twojej sytuacji ale czasami trzeba więcej czasu. W najgorszym wypadku sprzedajecie i spłacacie dług. Ale to już ekstremum którego wam absolutnie nie życzę. Poradzę jak zawsze, chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Terapia współuzależnienia bardzo by Ci pomogła. Tak po za tym widzę że masz domenę na blogspocie, My Life, wylej z siebie wszystko tam :-) Pisanie pomaga, piszesz wolniej niż myślisz a to pomaga się skontaktować ze swoimi myślami. Coś o tym wiem ;-)

      Usuń
  56. Dziekuje za rady napewno masz racje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tego nie wiem czy mam racje :-) a na pewno nie na pewno ;-)
      Musisz spróbować i dać znać za jakiś czas :-)

      Usuń
  57. Dluzej nie moge ,poprostu przerasta mnie swiadomosc ze mam sie tak meczyc juz zawsze wiem juz napewno ja go juz nie kocham,gardze nim kiedy ciagle widze tan sam stan. Jestem zdecydowana odejsc. Musze zadbac o swoje zdrowie bo nie moge jesc ani spac normalnie ciagle placze.Boje sie ze mam juz depresje.Jestem za granica wiec nie mam nawet jak skorzystac z jakies pomocy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że jakakolwiek zmiana będzie dobra...

      Usuń
  58. Ehhh…
    Tak źle I tak niedobrze…. Luby był, Luby pił. Nie wiem czy pamiętasz historię emigracji. Praktycznie cała znajomość w wódzie, z tym że ja się połapałam że coś nie tak stosunkowo późno. Pojechałam do niego na tą emigracje, przeżyłam najgorsze miesiące życia i stwierdziłam – KONIEC! No i wyjechałam. Szok i niedowierzanie. Luby rzucił picie. Spotkałam go niedawno. Stara się, ogarnął jakoś życie. Pakuje się i za 2miesiące wraca. Naprawdę się zmienił i nie ma co do tego dyskusji ale….
    Ale teraz problem jest ze mną. Za dużo widziałam i za dużo od niego „dostałam” . Perspektywa mi się zmieniła i tu jest problem. Czy to jeszcze ruszy? Czy są granice po których przekroczeniu nie ma już odwrotu? Podziwiam twoją żonę. Serio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jakie są granice. Wiesz alkoholizm to choroba. Nie tłumacze siebie i kogoś bo za krzywdy się płaci i koniec! Ale alkoholik pijany czy nakręcony nie jest świadomy swojego picia. Czy to nas usprawiedliwia? Tak i nie. Jak się wbije gwóźdź w deskę to nawet po wyciągnięciu zostaje dziura i na to się już nic nie poradzi. Powiem Ci tak, alkoholicy są bardziej. Jak pije to jest bardziej cham, kutas, nieudacznik itd. Jak nie pije i co najważniejsze trzeźwieje (terapia, AA, rozwój osobisty i duchowy) są bardziej, wspaniali, mężni, odpowiedzialni itd. Granice są subiektywne. Żona bez terapii współuzależnienia by sobie nie poradziła, nie wybaczyła by bo wielu rzeczy by nie zrozumiała. Wiesz, ja, ona, luby i ty, wszyscy mamy wady. Każde z nas kiedy się ich pozbywa, kiedy obiera kierunek rozwoju staje się przyjemniejszą osobą. Dobrze być otoczonym ludźmi którzy tacy są :-)

      Usuń
  59. Tak masz racje kiedy nie pije jest kochany,ale to rzadkosc chyba ze nie ma za co wypic ale teraz jak ma bo pracuje za granica to se pozwala codziennie.Ciesze sie ze moge chociaz popisac o tym daje mi to mala ulge ,dziekuje .

    OdpowiedzUsuń
  60. moj maz powiedzial ze wypija te 2 piwa i wiecej nie pije ,powiedzialam mu ze nie wierze w to az zobacze.Mysle ze nie powinnam tak mowic ale stalo sie powiedzialam-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że powinnaś poszukać jakiejś grupy wsparcia, najlepiej w terapii współuzależnień.

      Usuń
  61. Moj mąż pije od 3 lat,nie codziennie ale jak zacznie to trwa to 4 dni.I koszmar bo wraca nad ranem budzi mnie i córke (10lat)ktora nie moze sie spokojnie wyspać.Prosiłam rozmawiałam groziłam rozwodem-nic nie dało wystarczy ze wypije za duzo i 4 dni ma z głowy.Myslę od dawna nad rozwodem ,miałam nadzieje ze to się zmieni,ale po co mam tkwic w tym związku skoro on od 3 lat nic nie zrobił.Ostatnio zrobił coś co mnie zamurowało ,zamknął dziecko w domu na klucz i poszedł na wódke.Jak można????? olać własne dziecko?????Prosze o podpowiedz czy on jesli zostawia własne dziecko dla picia to jest jeszcze w stanie zrobić coś ze swoim uzaleznieniem>,bo dla mnie to takiemu człowiekowi MÓZG JUZ NIE PRACUJE!!!!Będe wdzięczna za każdą radę.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, niestety ale dla alkoholika, czynnego alkoholika nie ma ważniejszych rzeczy niż alkohol. Wartości są stopniowo zastępowane przez piwo czy wóde. Nie tłumaczę nikogo, sam byłem podobny. Nie miałem przypadku zestawienia dziecka bo córka miała niecałe dwa lata kiedy przestałem pić a dzisiaj ma prawie 10. Ale nie było mnie w życiu żony i córki, miałem debilne pomysły że do dziś się lapoeoza głowę. Sam piłem ostatnie trzy lata dzień w dzień nie ruszając się z rodziną nigdzie. Liczyłem się tylko ja. W końcu kiedy lotem pionowym w dół zbliżałem się do własnego dna żona powiedziała mi że albo pojadę z nią za cztery dni (w poniedziałek po majówce) do terapeuty się zapisać na leczenie albo ona sama jedzie po papiery rozwodowe. Dla mnie to było za dużo... Od tamtej pory nie idę. Słuchaj, prawie nigdy nie jestem za rozwodem. Ale separacja wchodzi jak najbardziej w gre. Dalej zadziałaj według zaleceń z artykułu, bądź radykalna i konsekwentna. De cechy są kluczowe w osiąganiu jakich kolwiek celów. Wiem coś o tym ;-)

      Usuń
  62. Moim zdaniem to nie jest czlowiek ktory zapewni wam przyszlosc, uciekaj jesli masz gdzie ja zamieezam wziasc rozwod to juz postanowione koniec z alkoholikiem mam tego dosc -

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sarna, wiem jakie emocje Ci towarzyszą ale Twoje życie się nie zmieni jeżeli nie zrobisz też czegoś z sobą. Oczywiście nie mówię że nie masz się rozwodzić bo to nie moja sprawa. Poprostu jeżeli chcesz coś jeszcze z tego małżeństwa to zadziałaj radykalnie. Rozwiązaniem może okazać się jedynie powrót męża do Polski i terapia dla was obojga. Pojedziecie jak będziecie chcieli.

      Usuń
    2. Sarna niestety nie mam gdzie uciekać,mamy wspólne mieszkanie i najgorsze ,ze po rozwodzie przyszło by mieszkać pod jednym dachem.Dramat!

      Usuń
    3. Najgorsze co możecie zrobić to założyć ręce i powiedzieć nie ma wyjścia. Czasami trzeba wiecej czasu i wiary. Powodzenia

      Usuń
  63. A co jeżeli osoba ta po tym jak wytrzeźwieje ma do wszystkich pretensje i fochy bo sobie dodał filmu ? A uderzyć go nawet nie można tylko trzeba mu pomagać bo jest chory i nie ma równowagi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie. To nie tak. Alkoholik pije a jego żona wybrała go za partnera dlatego że najpewniej miej przechlapane dzieciństwo. Ale czy to zabiera odpowiedzialność z nich? Nie, wręcz przeciwnie, to zobowiązuje. Widzisz, alkoholik który przestaje pić zawsze ma jakieś filmy dlatego musi też trzeźwieć najłatwiej za pomocą terapii czy grup AA. Mało tego, kiedy alkoholik naprawdę trzeźwieje to jego Pani zaczyna miewać filmy, uwierz że tak jest. Tak więc i ona powinna przerobić terapię dla współuzależnionych.
      To że ktoś nie pije nie znaczy że jeszcze trzeźwieje. Zrozumienie zawsze warto mieć by emocje nie wzięły górą podczas rozmowy ale pociągnąć do odpowiedzialności jak najbardziej należy. Pozdrawiam

      Usuń
  64. Nie radze sobie z pijącym mężem,tzn nic nie dociera ani prośby ani groźby,o leczeniu nie chce słyszeć.Wczoraj jak wychodził z domu pijany wykrzyczałam mu moje bolączki,ale w odpowiedzi usłyszałam ,że niewiem z kim zadarłam,ze on ma takich kolegów którym zapłaci i pójde do piachu!!!Jestem w szoku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie nie powinnaś gadać kiedy ktoś jest pijany. Zawsze i wszędzie. Wiem jednak jakie emocje bywają silne. Nie wiem czy to tylko czcze gadanie ze strony męża ale jak to żarty to kiepskie... Takie coś to może być poważny temat i nie bardzo by to zostawić. Jeżeli będziesz chciała do tego wrócić to tylko po trzeźwemu, sama powinnaś poszukać pomocy w terapii i nie tylko... Powodzenia!

      Usuń
    2. Do Pani ze wschodu. Nie mogę odnaleźć komentarza. Ale tak. Super że poprosikaś przyjaciela o pomoc. Ważne by kolega wiedział że mąż nie będzie już pił kontrolowanie. Żeby nie mówił mu "stary, nie pij tyle, pij mniej" bo to nie możliwe. Zresztą mąż powinien wiedzieć o tym. Posłuchaj, daj mężowi poczytać tego bloga. Niech zacznie od artykułu "Jak przestać pić" i tych które są w linkach. Możecie też pisać do mnie do woli. Podjęłaś już kroki ważne byś nie przestała działać. Pozdrawiam

      Usuń
  65. Witaj.
    Jak przystało na typowe DDA szukam pomocy. Sytaucja jednak jest bardziej skomplikowana. Mój tata jest po odwyku szpitalny i nie pije od około 12 lat. Wpadł w inne uzależnienie, bo nigdy nie chodził na AA, po co. Rodzina się rozpadła. Długo by opowiadać. Jednak problem jest z moim bratem. Pije. Pije destrukcyjnie, jak ojciec. Kiedy nie pije - solidny pracownik, dusza towarzystwa, świetny kolega. Ma 29 lat. Jest po odwyku szpitalnym (odtrucie chyba bardziej), terapii się nie poddał, bo on jest silny i da radę. Wczoraj po 1,5 roku nałóg powrócił. Po raz kolejny izba wytrzeźwień. Jak pomóc, co zrobić jako siostra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim powiedz że on nie ma problemu z alkoholem a z sobą, z myślami, emocjami i uczuciami. Podobnie jak ojciec nie poradzi sobie sam. Pogadajcie o dzieciństwie, troskach i radościach ale też o tym co jest i co może być jeżeli brat podejmie leczenie i nie podejmie. Możesz pokazać tego bloga, może też brat pisać do mnie. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Problem w tym, że on jest już po odwyku, chodziliśmy na terapię dla DDA, kilka razy izba wytrzeźwień. Psychiatra. Szpital psychiatryczny. Chyba bardziej zastanawiam się nad swoją rolą w tym wszystkim. Jak pomóc, a nie zaszkodzić. Rozmawialiśmy dużo. On udaje, że nie ma problemu z taty piciem, odsuwa się. Zresztą za dużo by pisać. Tylko ten strach, że go nie będzie. Ostatecznie.

      Usuń
    3. Dla brata przedewszystkim terapia uzależnień. A Twoja rola? Przede wszystkim rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Nie bierz odpowiedzialności za niego, pogadaj i daj też pewne warunki. Albo albo...

      Usuń
  66. Trafiłam tu wiadomo dlaczego. Zaczynam szukać pomocy. Kompletnie nie wiem od czego zacząć. Na razie jednym tchem przeczytałam kilka dostepnych tu artykułów.Moja historia jest banalna, jakich wiele. On pił od dawna- z byle powodu. Niegdys towarzysko,na wesolo.Teraz prawie zawsze w samotności.W ukryciu, nie wiadomo kiedy.Nigdy w domu nie ma żadnych pustych butelek.Problem narasta.Pije nawet wtedy, gdy ma pod opieką nasza 6-letnia córkę. Dziś o 21.00 wróciłam z pracy to spał pijany w fotelu a dziecko oglądało bajkę. Kilka dni temu, wstawiony odebrał dziecko że szkoły. Do tej pory walczyłam,robiłam awantury,groziłam, wymachiwalam swoją moralną szabelką.Ale właśnie doszłam do ściany.To wszystko na nic. Nie mamy ślubu,mieszkanie jest moje..niby prosta sprawa- jest tylko ta mała niewinna istota, nasza córka, która uwielbia tatusia nad życie. Na tyle,że podczas oststniej awantury broniła pijanego ojczulka !!! Jak w tym wszystkim jej nie pokaleczyć ? Czy ta cała antyalkoholowa krucjata nie odciśnie na niej piętna.Marzylam o szczęśliwym dzieciństwie dla niej. Jak w tym wszystkim chronić dzieci? Kto jest zły: pijany ojciec czy walcząca z jego alkoholizmem matka? Jak rozmawiać o tym z małą 6-letnia dziewczynka ? Co ważne, o jego/naszym problemie nikt jeszcze nie wie. Przez lata to kryłam, wybaczałam, wierzyłam.Teraz jestem już odarta z wszelkich złudzeń. Właśnie rozpoczynam batalię z alkoholikiem. Szkoda, że w tej wojnie są sami przegrani, którzy stracili siebie, miłość,spokój,bezpieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, może czas przestać walczyć i uznać bezsilność wobec alkoholu? Może czas przestać walczyć i zrobić coś nowego? Terapia współuzależnienia dla Ciebie przedewszystkim. Zastosuj się do zaleceń, może pokaż partnerowi tego bloga. Poczytaj trochę i najważniejsze zrób coś nowego. Jeżeli chodzi o córeczkę to w mniejszym lub większym stopniu napewno dysfunkcja się udzieli. Ostatecznie to ojciec jest pierwszym mężczyzną w życiu córki. Jak będziesz miała jakieś pytania to pisz śmiało. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź i za wszystkie treści na tym blogu.Kończę te nierówną walkę.Zaczynam życie bez złudzeń, to chyba prostsze.

      Usuń
    3. Myślę że każde inne działanie względem poprzedniego będzie lepsze. Ważne byś nie poddała się w dążenie do marzeń. Jest takie powiedzenie, jeżeli nie wiesz co zrobić to zapytaj się siebie co byś zrobiła gdybyś się nie bała... No i zawsze zaczynaj od siebie. Pozdrawiam

      Usuń
    4. Ależ to proste i trudne jednocześnie. Jeszcze mam w sobie ogromną złość, krzywdę, poczucie wykorzystania, oszukania i niesprawiedliwosci. Tak miło patrzeć jak namiastka domowego ładu znów się pojawia. I tak trudno się odciąć i nie dać nabrać. A to dopiero pierwszy krok.Mam nadzieję, że kolejne będą prostsze.Dziękuje za wsparcie i pozdrawiam.

      Usuń
    5. Bo to jest proste, tylko najpierw trzeba załapać, jak z jazdą na rowerze czy pływaniem.

      Usuń
  67. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  68. Witam, gratuluję zwycięstwa nad alkoholem. Mam konkretne pytanie. Czy pójście na terapię jest jedynym wyjściem? Nie ma tzw "domowych sposobów"? Widzisz, mieszkamy za granicą zbyt krótko by znać język, na przeciwko jest ośrodek AA ale holenderski. On pije ciągami np tydzień. Mamy dwoje małych dzieci, one go kochają. Jest bardzo źle. Nigdy nie było gorzej - nie będę się rozpisywać bo to klasyka. Doszło do tego że dzieci nie zapraszają koleżanek do domu, a ja dziś odwołałam swoją impreze urodzinową. Wstyd, żal, złość. Siedze sama w obcym państwie i powoli dostaję depresji. Szkoda dzieci. Jak poradzić sobie bez terapii? Pozdrawiam serdecznie. Dziękuję za pozytywną energie. Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli bardzo by chciał to jest to teoretycznie możliwe. Musialby złapać bakcyla, dużo czytać książki i internety, najważniejsze przyjmować zasady. Powinien też mieć kontakt z jakimś trzeźwiejącym. Mogę email-owo prowadzić go przez pierwsze tygodnie. Jeżeli będzie miał dzień w którym będzie przyjmował trochę do wiadomości że ma problem to daj mu do przeczytania tu na blogu "objawy uzależnienia od alkoholu" i "krok pierwszy aa, uznaliśmy bezsilność wobec" Jak coś to pisz. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Fajnie, że jesteś. Na razie czekam aż wróci nie ma go 4 dzień, w pracy się nie zjawia. Pomyślałam na początek o "komforcie picia", było mi wstyd ale się przełamałam - szefostwu od razu powiedziałam że nie jest chory, że nie ma go bo pije u znajomego, nie patrząc na konsekwencje. Dziękuję, jesteś otuchą, podporą. Natalia

      Usuń
    3. PS: Gdzie można znaleźć Twoją książkę? Natalia

      Usuń
    4. Cześć, książkę można nabyć głównie przez neta. Najlepiej wpisz tytuł plus "księgarnia online" i już. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego życzę dla was, jak coś to śmiało piszcie.

      Usuń
  69. Witam, Moj mąż jest uzależniony od alkoholu potrafi juz sobie rozcieńczać spirytus. Mąż ma 27 lat miał już delirkę i padaczkę alkoholową. jest zawodowym kierowcą jak jest w delegacji to mówi ze nie pije jak zjezdza do domu to cały tydz pije i ostatnio w bardzo dużych ilościach. O terapii nie chce wg słyszeć. Nie wiem co ja mam robić, jak mu mam pomoc ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, na blogu jest już sporo informacji. Poczytaj go na spokojnie, emocje opadną. Będziesz wiedziała przynajmniej od czego zacząć. Zmiany nie przychodzą odrazu ale jeżeli niczego innego się nie zrobi to nie przyjdą wcale. Pozdrawiam i życzę powodzenia dla was.

      Usuń
    2. Cześć, na blogu jest już sporo informacji. Poczytaj go na spokojnie, emocje opadną. Będziesz wiedziała przynajmniej od czego zacząć. Zmiany nie przychodzą odrazu ale jeżeli niczego innego się nie zrobi to nie przyjdą wcale. Pozdrawiam i życzę powodzenia dla was.

      Usuń
  70. Dzięki bardzo. Chciała bym żeby ten koszmar się juz skończył mamy dwoje dzieci i nie chce żeby cierpiały. Jest spokojny jak wypije ale nie wiadomo oo kiedy moze zrobić alkohol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj się, zadbaj przed wszystkim o siebie i dzieci, poszukaj pomocy w terapii współuzależnień. No i oczywiście możecie pisać jak tylko będzie chęć.

      Usuń
  71. witam ,moj maz jest uzalezniony ale twierdz ze to kontroluje i da rade skonczyc z piciem sam ja i nasza 13 letnia corka mamy go dosc .czy jest szansa zeby mu pomoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, niech poczyta tego bloga, zwłaszcza artykuły jak przestać pić i objawy uzależnienia od alkoholu. Może też do mnie pisać jak zechce. Oczywiście że jest szansa żeby mu pomóc ale jest ona wprost proporcjonalna do jego chęci... Życzę wam powodzenia i mam nadzieje że jeszcze do usłyszenia chociaż na blogu. Pozdrawiam SB

      Usuń
  72. dzieki mam nadzieje ze da rade ale sam wiesz jak moze byc .pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadzieja umiera ostatnia. Po za tym pomoc dla Ciebie by nikomu nie zaszkodziła a nawet się nie spodziewasz jak bardzo by pomogła. Pozdrawiam

      Usuń
  73. Hej. Przeczytałam wszystko uważnie, mam ten sam problem. Mój mąż pije nie codziennie ale raz w roku lub dwa wpada w ciągi alkoholowe i pije około dwóch tygodni. Próbowałam wszystkiego po trochu grożba, prośba ale oczywiście nic nie skutkuje. Wiem, że jezeli nie podejmę radykalnych kroków to cud się nie stanie. Teraz znowu pije już drugi tydzień. Nie widzę perspektyw na dalsze wspólne życie, chociaż nadal go kocham. Proszę powiedz mi czy jest o co walczyć , czy to tylko walka z wiatrakami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że jest o co, zawsze jest. Tyle że może czas przestać walczyć a stanąć w prawdzie i poprostu zacząć działać? Pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki :-)

      Usuń
    2. Oczywiście że jest o co, zawsze jest. Tyle że może czas przestać walczyć a stanąć w prawdzie i poprostu zacząć działać? Pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki :-)

      Usuń
  74. Mam podobny problem meza pijaka jak wpadnie w ciag to trwa nawet 2 tygodnie,zle sie czuje po przepiciu i potem leczy sie alkoholem to jego wymowka,mamy 4 dzieci piate jest w drodze a ja ztym wszystkim sama i nie daje juz sobie rady maz nie pracuje tylko dorywczo choc ostatnio coraz rzadziej chce mu sie pracowac,jestem juz wykonczona psychicznie,jeszcze ciaza kolejna to wszystko za duzo jak dla mnie.Nie mam dokad pojsc nikt mi nie pomoze wynajmujemy mieszkanie,czuje sie bez sil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, wiem że krzyż który trzymasz na sobie jest bardzo ciężki. Ale na chwilę postaraj się go postawić na ziemię. Złap oddech i rozejrzyj się w okół. Jestem przekonany że w zasięgu wzroku, może troszkę dalej jest ktoś kto może Ci pomóc, tylko może innej pomocy oczekujesz. A w pierwszej kolejności powinnaś pomóc sobie i poszukać terapii współuzależnienia lub al-anon. Również w domu powinnaś przyjąć stanowczą postawę. Nie się rozwodzić czy nie wiadomo co, po prostu być konsekwentna w tym co mówisz. P.S. Na blogu jest artykuł "Jak przestać się martwić i bać" Odszukaj, przeczytaj i pomyśl nad nim, miłego i powodzenia dla całej waszej rodziny :-)

      Usuń