sobota, 29 lipca 2017

Jak długo trzeba się leczyć z alkoholizmu?

Pixabay



Tak, to jest dobre pytanie. Zacznijmy od tego że metody chałupnicze odpadają. Wszelkie zdania typu ja se sam poradzę można wsadzić między bajki. Znam osobiście dwóch ludzi którzy wytrzeźwieli bez grupy wsparcia (nie licząc kontaktu ze mną). Byli oni tak bardzo zdeterminowani że nawet o tym nie wiedzieli. Jeżeli uważasz że też tak bardzo nie chcesz pić i sam sobie poradzisz to już Ci mówię że nie uda Ci się. Po za tym tę dwójkę można traktować jako błąd statystyczny.

Więc co robić? W kwestiach duchowych i życiowych lubię opierać się na wiedzy, doświadczeniu i liczbach. "Po owocach ich poznacie" mawiał mój największy autorytet i statystycznie wiadomo że młotkiem wbija się gwóźdź skuteczniej niż łopatą do śniegu. Statystycznie też wiadomo że najskuteczniejszą metodą w wychodzeniu z uzależnień jest grupa.
Grupa wsparcia (link)
Terapia otwarta, zamknięta czy AA? Co najlepsze?(link)
Czy wszywka działa?(link)

Więc możesz wbijać gwoździe łopatą ale po co jak lepiej młotkiem. Proste? Pewnie że proste.
Oczywiście omijałbym szerokim łukiem terapię "gwarantujące" powrót do kontrolowanego picia. Po za innymi aspektami, uzależnienie wywołuje trwałe zmiany w mózgu. Spokojnie, nie wpływają one na normalne życie absolutnie wcale. Jest to element odpowiadający za nagradzanie się.

U osoby uzależnionej, nawet nie pijącej czy nie zażywającej innych środków psychoaktywnych fizyczna zmiana sprawia że człowiek taki nie ma kontroli nad używką i mimo że większość z nich daje przyjemne efekty, zwłaszcza na początku to  po jakimś czasie konsekwencje jej zażywania znacznie przerastają przyjemności a i tak nie może się taka osoba powstrzymać się od dalszego trwania w nałogu. To jest różnica między chcę a muszę Chcę czy muszę (link)

Właśnie dlatego kontrolę traci się raz w życiu, raz jedyny. Ktoś kto stracił kontrolę w jakiejś z używek, papierosy, alkohol, narkotyki, nie odzyska jej więcej. Zresztą samo myślenie o tym że bardzo chcę pić w sposób kontrolowany jest zastanawiające, czy na facebooku też koniecznie chcesz być i patrzeć ile lików wpadło? No właśnie, nie masz takiej potrzeby bo nie masz uzależnienia w tej kwestii.

Ok, przejdę do tematu głównego po tym za długim wstępie :-)
Więc jak długo trzeba się leczyć z alkoholizmu?

Całe życie :-) Oho, powiało chłodem co?

Pierwszy raz na spotkaniu indywidualnym byłem 4 maja 2009 roku, tydzień później ponowiłem spotkanie na którym podpisałem kontrakt na terapię grupową. Pamiętam jak terapeuta chciał abym przyszedł zaraz na kolejny dzień na grupę. Boże, przecież nie piję co jeszcze? Oczywiście wiedziałem że bez leczenia w terapii nie ma powrotu do domu, do żony i córki. Po za tym bardzo podobał mi się pierwszy tydzień abstynencji.
Życie nabrało barw, jedzenie smaku a przyroda zapachu (to był ciepły maj)

-Więc jak długo trwa terapia? - pytam terapeuty
-Od półtorej roku do dwóch lat - opowiada miły gość
-Kurwa ja pierdole- pomyślałem
-Aha...? - powiedziałem ;-)

Wiecie, ja na prawdę byłem otwarty na leczenie ale tak dłuuuugo?!?!
Tak czy siak terapia zleciała bardzo szybko, po niej założyłem grupę AA nie po to by ratować świat a po to by mieć "swoich" blisko. Na grupę AA którą prowadzę będę "musiał" iść a na miting do kogoś już nie. Więc postanowiłem świadomie się przymusić, co oczywiście za skutkowało pozytywnie :-)

Więc dlaczego tak długo trwa terapia?

Terapia powstała na bazie kroków AA. Składa się z elementów które muszą po sobie następować. Tak naprawdę pierwszych kilka miesięcy jest zbudowanych na utożsamianiu się z chorobą. Jest poznawanie uczuć i emocji, nauka asertywności i wiele innych ważnych rzeczy. To w takim telegraficznym skrócie.

Teraz postaram się odpowiedzieć na pytanie z tytułu.

Po pierwsze w mózgu zachodzą trwałe zmiany u osoby uzależnionej absolutnie nie wpływające na inne aspekty życia, stąd ludzie żyjący w abstynencji nie różnią się niczym od ludzi którzy się nie uzależnili, do momentu wypicia pierwszego kieliszka czy piwa. Wówczas bardzo szybko, od kilku dni, maks do kilku miesięcy taka osoba jest w takiej samej lub gorszej czarnej dupie.

Jednak na pocieszenie powiem że alkohol to najmniejszy problem :-) Tak, jeżeli jesteś alkoholikiem to twoim najmniejszym zmartwieniem jest alkohol. Nie znaczy to że masz sobie pić i próbować trzeźwieć (rozwijać się duchowo i osobiście) Znaczy to że abstynencja to podstawowy warunek do trzeźwego życia. To jak byś chciał wychować własne dziecko bez jego poczęcia. No nie da się bo jak nie ma poczęcia to nie ma dziecka, więc co chcesz wychowywać?

Cała zabawa w leczeniu alkoholizmu polega na trzeźwieniu! Gdyby tylko zmiany w mózgu powodowałyby nieustanne łaknienie to można by to załatwić farmakologicznie a że takie próby są i ogólnie o kant dupy można je obić pisałem w artykule Czy wszywka działa? (link wyżej)

Pijesz mimo że nie chcesz to nie tylko twój mózg, to przed wszystkim Twoje uczucia, emocje, myśli, uwarunkowania. Pijesz bo się nie na widzisz lub chociaż nie lubisz, pijesz bo szukasz akceptacji której prawdopodobnie brakuje Ci od dziecka, pijesz bo po alkoholu myślisz że jesteś lepszą wersją siebie, pijesz bo bez % lęk przeszywa Cię na wskroś. Nie, nie pijesz bo żona to jędza, szef to największy kutas w województwie, dzieci to żadne krwi głodomory a Tobie się należy.

Zwłaszcza mężczyźni znajdą milion powodów dla których piją, część z nich nawet bardzo logicznych. Pamiętaj, przyczyna picia tkwi w Tobie i zapomnij o tym że jak zmienisz pracę, kobietę czy otoczenie to Ci się polepszy. Gówno Ci się polepszy, za chwilę będzie tak samo. Z resztą myślę że już to odkryłeś. Bardzo często osoby współuzależnione popełniają ten błąd, skupiają się na tym jak on ma przestać pić zamiast na sobie. Bardzo często jest tak że osoba współuzależniona będąca w terapii wprowadza takie zmiany w życie że i alkoholik podejmuje leczenie.

Tak, wiem, zwolniłem się w ciemno z pracy kiedy zacząłem trzeźwieć. Ale pierwsze było leczenie. To nie było zalecenie terapeutyczne, pod skórnie wiedziałem że przestać pić to coś więcej niż tylko przestać pić. Nie karze Ci się zwalniać z pracy, to czy praca Cię rozwija czy dusi wyjdzie w trakcie leczenia, spokojnie, nie podejmuj pochopnych decyzji a w tym, my alkoholicy jesteśmy dobrzy.

Więc cała zabawa tkwi w Tobie i jak będziesz pracował z sobą to większość rzeczy w Twoim otoczeniu zmieni się jakby sama. Tak, nie ma cudów z ręki ludzi, wszystko ma przyczynę i skutek. I wiem że można się urodzić w lepszej lub gorszej sytuacji i czasie, na to nie masz wpływu. Natomiast nie ma takiego gówna z którego nie można wyjść.

I tu alkoholicy, Ci którzy trzeźwieją wychodzą na pierwszy plan względem większości ludzi którzy nie są uzależnieni. Proces rozwoju duchowego i osobistego to podstawa leczenia alkoholizmu i każdego niemal uzależnienia. Naprawdę mamy dużo szczęścia w tej chorobie. Pomyśl, czy jakby raka leczyło się wyłącznie dbaniem o pogodę ducha nie było by to wspaniałe?

Niestety tak nie jest, na chwilę obecną leczenie czy podleczanie opiera się w dużej mierze na chemii i naświetleniach a skutkiem ubocznym są zniszczony zdrowe tkanki, wypadające włosy i inne badziewie.

Alkoholizm najskuteczniej leczy się po przez program rozwoju osobistego i duchowego w grupie bo jest to przed wszystkim choroba ducha. Skutkiem ubocznym prawdziwego trzeźwienia jest spełnione życie. Posłuchaj, może to zabrzmi dziwnie ale rodzina w kupie, auto, dobra praca czy nawet wymarzony dom! To wszystko jest skutkiem ubocznym mojego trzeźwienia! No czy to nie wspaniałe?!

Dlaczego tak się dzieje? Bo aby utrzymać abstynencję bez granatu w dupie trzeba się trzymać pewnych zasad Osiem zasad na szczęśliwe i spełnione życie (link)
Maleje też twoja tolerancja na wyzysk i poniżenie. Rośnie pewność siebie. Uczysz się nie tylko na własnych błędach ale też na cudzych. Jesteś przepełniony cechami człowieka sukcesu. Pamiętaj że sukces to dla każdego coś innego. Sukces to spełnione marzenie a te zmieniają się z wiekiem wraz ze zmianą Twojej świadomości i potrzeb.

No dobrze, ale dlaczego ten rozwój ma trwać całe życie?!

Dlatego że świat to nie fabryka marzeń, świat to nie sielanka. Świat jest piękny, życie jest piękne! Ale jest też dynamiczne, niebezpieczne, zmienne, przepełnione kłamstwem i chciwością. Nie da się po pewnym czasie stwierdzić - Jestem już wyleczony z alkoholizmu bo nie da się wyłączyć przyjemnych i nie przyjemnych uczuć, emocji i myśli (na te ostatnie akurat wpływ mamy)

Nie da się przeżywać życia tylko w tej przyjemnej części. Albo bierzesz obie albo albo wcale. Posłuchaj, twój spokój i szczęście skończyło się wraz z piątym rokiem życia o ile miałeś ten zaszczyt wychować się w normalnej rodzinie. Twoje szczęście kończy się wraz z beztroskim dzieciństwem, koniec kropa! Jeżeli nie miałeś piekła w domu to na pewno wracasz myślami do lat dzieciństwa. Ach, wtedy to było życie :-) Bo potem to tylko dzika dżungla.

Czy to znaczy że koniec i dupa, nic mnie już dobrego nie czeka?

Po pierwsze najpierw poznajesz siebie. Wiesz, my kurna wszystko o wszystkich wiemy - ten taki a tamta taka. Ale o tym kogo widujesz w lustrze na co dzień wiesz najmniej. Pierwszy etap trzeźwienia polega na poznawaniu tego ktosia którego masz w swoim dowodzie osobistym.
Po co i dlaczego piłem, jakie mam uczucia i emocje, jak mogę wpływać na myślenie itd. Wszystko byś umiał w otaczającym Cię świecie utrzymać abstynencje.

Druga część leczenia polega na tym byś radził sobie z problemami w życiu. Jak? Zaczynasz od nie nazywania ich problemami a sprawami do rozwiązania. To już podsuwa Ci myśl że możesz coś zdziałać a jak nie możesz to nie masz problemu! Masz taką obecną sytuację życiową! Nie łatwiej to zaakceptować? A życie w akceptacji (nie mylić z godzeniem się na wszystko, to jest uległość)
Więc życie w akceptacji i wdzięczności to spełnione życie. Wie to każdy kto spełnił swoje marzenie i od razu pobiegł za innym. Radość z tego co się ma jest ważniejsza niż pogoń za tym czego pragniesz.

Właśnie dlatego leczenie z alkoholizmu to proces na całe życie, bo całe życie będą Cię spotykały smutki i radości. Trzeźwiejąc będziesz sobie potrafił z nimi radzić czego niestety większość ludzi nie umie.

Jeżeli dopiero zacząłeś nie pić, bądź masz taki zamiar to nie myśl o całym życiu bo powiesz to co ja pomyślałem na początku - Kurwa ja pierdole
Skup się na 24h. Ja do dziś tę metodę stosuje. Nie pić całe życie? Radzić sobie z problemami całe życie? Pracować nad sobą całe życie? Dla mnie to za dużo i za długo, jestem leń w dodatku taki co chce mieć wszystko na wczoraj.

Jednak codzienne powtarzanie - dziś nie piję, dziś rozwiązuje sprawy które mogę rozwiązać i akceptuje których teraz nie mogą rozwiązać, dziś znajduje czas na książkę i rozrywkę, na pracę i odpoczynek, na siebie i rodzinę sprawia że lata lecą, bo tak trwam już ponad osiem lat w tym nowym lepszym życiu.

Na koniec, nie zrażaj się. Po jakimś czasie nowe nawyki wejdą Ci w krew lepiej niż promile, daj czas czasowi. Zdecyduj się na terapię lub AA, nie bój się że to tak długo. Pamiętasz szkołę podstawową, liceum czy studia? Nie rzadko szło się z obesranymi gaciami a jak przyszedł czas zakończenia to żal dupę ściskał że już koniec.

Ten kto był w wojsku wie. Jak szedł do jednostki to chciałby cofnąć czas i się wykręcić. Jak ją opuszczał to chciałby cofnąć czas i powtórzyć służbę (ja nie byłem, nie nadawałem się nawet na wor z piachem do budowy okopu ;-) )

Więc kolego, koleżanko, nie bój się bo nie tylko gra toczy się o Twoje życie, o Twoją duszę. Gra toczy się o Twoje marzenia, twoje spełnienie i szczęście.

P.S. Jakie macie wspomnienia z szkoły?

4 komentarze:

  1. Dziękuję za ten artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Czytam Twojego bloga od niedawna. Wręcz uwielbiam go czytac. To co piszesz i w jaki sposób przekazujesz tekst przemawia do mnie. Jestem na początku drogi do trzeźwości. Chodzę na mitingii. Dziękuję za to, ze jesteś :) Pogody ducha. Efka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo, to jest dla mnie jak paliwo ;-) Świetnie że chodzisz na mitingi! :-) miłego i pogody w serDuchu :-)

      Usuń