piątek, 25 sierpnia 2017

Respirator


Pixabay

Respirator (sztuczne płuco) – urządzenie medyczne wspomagające lub zastępujące mięśnie pacjenta w wykonywaniu pracy oddechowej.

Takie tłumaczenie dają nam internety, mi natomiast chodzi bardziej o aspekt duchowy. Moja obecna sytuacja, zwłaszcza ta związana z blogiem przypomina tytułowe słowo. 
Jak wiecie ponad dwa lata temu zacząłem realizować na podstawie konkretnego planu moje największe a na pewno z pierwszej trójki marzenie, budowa domu. Ponad rok temu rozpocząłem jego samodzielną budowę by na koniec czerwca br. się wprowadzić. 

Ostatni czas upłynął mi na końcówkach prac w i na zewnątrz domu. Jeszcze trochę tego jest ale jestem już zdecydowanie bliżej mety. Jak wiecie moja żona urodziła dwie córeczki, ostatnie tygodnie ciąży spędziła w szpitalu, wszystko jest dobrze u całej trójki. Ja ten czas spędziłem z córką. Dwa te same charaktery więc iskrzyło na początku ale jest już więcej niż dobrze ;-) ostatecznie było nam to potrzebne. 

Przejdę już do konkretu, bloga trzymam trochę jakby przy respiratorze. Mało tych artykułów mimo że jak już pisze to o jakość staram się dbać. Nadmiar obowiązków sprawił że mniej pisałem a to z kolei potwierdza stare hasło że jak nie idziesz do przodu to się cofasz. 

Nie jest tak że nie mam na nic czasu, potrafię czasami (chociaż już trochę rzadziej) spędzić dwie lub trzy godziny na gapieniu się w internet. Czy spędzam ten czas konstruktywnie? Może jakież 10-30 minut, reszta to przeglądanie kolejnych zdjęć, artykułów czy czego mi tam jeszcze przeglądarka nie podsunie z tekstem pełnym nadziei, "To może Ci się podobać" ... 

To praktyka czyni mistrza, trening i sukcesywność. Kochani, z mojego krótkiego doświadczenia wiem że więcej się zdziała małą łyżką ale cały czas niż słomianym zapałem który wybucha gwałtownie ale równie szybko gaśnie. 

Przechodząc do wniosku, są w życiu rzeczy które mijają, tak już jest i tyle. Natomiast są też takie które minąć nie powinny. Tak ja mimo że czasami się zmuszam żeby coś wydukać to kiedy już pisze jestem u siebie ;-) Tylko rozum, a właściwie zasada że jestem winien dług trzeźwości który mogę spłacić tylko moim świadectwem trzyma mnie przy decyzji "Piszemy dalej" 

Bardzo dużo działo się w ostatnim czasie w moim życiu, myślałem że po wprowadzeniu się do siebie będzie więcej czasu ale okazało się że nie. Oczekiwania vs rzeczywistość... znamy to prawda? ;-) Myślę że na jesieni będzie lepiej ale jak będzie? Dowiem się za jakiś czas. 

Na chwilę obecną podejmuje plan, co rano coś pisze (albo artykuł albo książkę przed wydaniem) Dlatego sądzę że będzie tego więcej aż wskoczę na swój tor. 

Kochani są w życiu, rzeczy, sprawy które warto czasami przytrzymać przy respiratorze. Oczywiście nie mam na myśli toksycznych związków czy destrukcyjnych zachowań,  jak pisałem wcześniej, również plan B jest potrzebny w zanadrzu. 

Natomiast są wartości które zawsze trzeba utrzymywać przy życiu. Jakie? Myślę, ba jestem przekonany że kiedy w ciszy i spokoju (to bardzo ważne), być może przez kilka dni będziesz sobie zadawać to pytanie to się dowiesz. 

Nadzieja umiera ostatnia i to po niej nie ma już nic. Czasami naprawdę warto podłączyć coś do respiratora, może małżeństwo, może abstynencje i trzeźwienie, może próby odbudowy rodziny czy straconych dóbr. Może czasami masz wrażenie że lepiej nie będzie, może zrób coś inaczej niż do tej pory ale się nie poddaj, czasami bez większego wysiłku, niech respirator pracuje za Ciebie (nadzieja to duchowy respirator) ale zaczekaj po to by czasami po miesiącach lub latach powiedzieć "Było warto" Nie mówię że masz się godzić na wyzysk i poniżenie. 

Nazywajmy wszystko po polsku i pełnymi zdaniami! 
Chodzi natomiast o to że czasami trzeba do celu dotrzeć inną drogą, taką którą jeszcze nie kroczyłeś. Czasami trzeba poczekać przy respiratorze. 
Ja tak od lat traktuje moją abstynencje, "Dzisiaj nie piję, jutro nie mam zamiaru" Czas płynie sam a owoce przy okazji mojej pracy i łaski Siły Wyższej pojawiają się również jakby same. 

A ty już wiesz co jeszcze dzisiaj i może jutro przytrzymasz przy respiratorze? 

Sylwek.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Abstynencja

Pixabay


W tym artykule poruszę temat abstynencji nie tylko od alkoholu ale przed wszystkim od innych spraw i rzeczy na które jesteśmy narażeni wszyscy. Tekst ten dedykuje każdemu, również sobie :-) Jak to działa i jak sobie z tym radzić to kwestia dość uniwersalna, zapraszam :-) 

Abstynencja, w pierwszej kolejności trzeba zaznaczyć że to nie to samo co trzeźwienie. Abstynencja jest podstawowym warunkiem żeby trzeźwieć natomiast nie rozwiązuje problemów w życiu. 

Abstynencja jest przerwaniem ciągu, ciąg jest wtedy kiedy pijesz dłużej niż jedną dobę. 
Abstynencje zachowuje ten kto powstrzymuje się od zażywania alkoholu lub innego destrukcyjnego zachowania. Trzeźwienie natomiast to rozwój osobisty i duchowy. O ile abstynencja jest potrzebna by zacząć trzeźwienie to to drugie jest podstawowym warunkiem do spełnionego i szczęśliwego życia. Wróćmy jednak do tytułowego zagadnienia.

Jeżeli podejmujesz decyzję o abstynencji znaczy że alkohol inne używki czy zachowania dały Ci już w kość. Nie oszukujmy się, większość gówna o którym mowa na tym blogu jest przyjemna lub daje takie pozory. Trudno wyjść z uzależnień czy destrukcyjnych nawyków między innymi że dają one nam coś miłego. W momencie kiedy postanawiasz z tego zrezygnować konsekwencje zaczęły przeważać nagrody, pamiętaj o tym a najlepiej napisz na kartce. Ten artykuł Ci to wyjaśni:

W momencie kiedy zaczynasz dzień zero, pierwszy dzień abstynencji pamięta przed wszystkim o jednej rzeczy. Po nocy zawsze przechodzi dzień, zawsze!

Nie będę się rozpisywał na temat jak pomóc sobie w pierwszych miesiącach bo mam to w moim świadectwie na blogu w zakładce Świadectwa 
Ty przed wszystkim pamiętaj że głód zawsze działa falowo. Nie ważne jak duża Ci się wydaje fala, ona na pewno opadnie, trzeba tylko trochę poczekać, zająć się czymś, odwrócić uwagę. 
Minie, to jest pewne. 

Jeżeli natomiast złamiesz abstynencje to więcej niż pewne że cierpienie będzie trwało dalej. Znam ludzi którzy zapijają od lat! Podziwiam ich za wytrwałość w decyzji o tym by nadal próbować, trzeba mieć jaja żeby się nie poddać po tylu klęskach ale to są tortury dla ciała i ducha!

Zobrazuje to na innym przykładzie, masz 50 kilo nadwagi, postanawiasz przejść na dietę i rozpocząć trening. Po kilku dniach bardzo tęsknisz za wielkim i tłustym Mc'iem. Na to wszystko masz cholerne zakwasy. 

Jeżeli poddasz się pokusie to zaczniesz wszystko od nowa gdyżżżż albo umrzesz z otyłości albo podejmiesz kolejną próbę walki o swoje zdrowie i życie. 

Jeżeli się nie poddasz to po kilku dniach zakwasy miną, po kilku tygodniach poczujesz psychiczną i fizyczną różnicę która zmotywuje Cię na lata. 
Cała sztuka polega na tym by przetrwać kilkudniową burzę i poczekać kilka tygodni na pierwsze owoce. 

Dotyczy to wszystkiego i tu chciałbym również na własnym przykładzie podać kilka rzeczy od których przydałoby się zachować abstynencję. 

Po pierwsze łatwiej ją zachować kiedy mam namacalne konsekwencje mojego złego działania. Alkoholizm, narkotyki, seksoholizm, nadwaga, bardzo złe towarzystwo. Konsekwencje tego są dość wyraźne i nie trzeba się specjalnie długo zastanawiać by dojść do wniosków że to nie prowadzi do niczego dobrego... 

Gorzej natomiast jest kiedy konsekwencje nie są takie wyraźne lub są dyskusyjne... 
Widzisz, żeby poczuć różnicę trzeba spróbować. Jak pijesz całe życie kawę z cukrem to musisz wypić kilka razy bez żeby się przekonać jak ona smakuje. 

Nawet się nie domyślasz ile rzeczy robisz, robimy z automatu! 

Taka historyjka ;-)
Pewnego niedzielnego dnia córka pyta się mamy dlaczego odcina brzegi szynki przed upieczeniem?
Mama odpowiedziała jej że tak robi bo babcia tak robiła.
Dziewczynka zaciekawiona poszła do babci. Babciu, dlaczego odcinałaś brzegi szynki? Przecież to dobre mięso? 
Wiem wnusiu, robiłam tak bo moja mam tak robiła.
Dlaczego babciu?
Bo kiedyś nie było tylu naczyń, garnek był mały i trzeba było ciąć żeby się mięso zmieściło...

No właśnie, bardzo często postępujemy podobnie, z automatu i bez refleksji, używając tych samych skrótów myślowych, bo wszyscy tak robią, bo to normalne, bo tak. 
Kiedy pojawi Ci się w głowie taka odpowiedź zadaj sobie na nią pytanie, czy na pewno wszyscy, co to znaczy normalne, dlaczego bo tak? 

Weźmy taki przykład, telewizja. Nie mam jej w domu od prawie dwóch lat. Dla wielu ludzi to dziwne ale zobacz, wiadomości czytam na komórce a filmy oglądam online z dostępnych portali. W zasadzie jest tam wszystko, kiedy chcę i co chcę w większości za darmo. Jakie jest życie bez tv? 
Nie uwierzysz mi i doskonale Cię rozumiem! Sprawa polega na tym że musiałbyś spróbować, kilka dni, maks kilka tygodni. Potem zdecydujesz czy warto.

Oglądanie tv nie jest bardzo destrukcyjne, żeby poczuć korzyści nie wystarczy się domyślać, trzeba spróbować, trzeba podjąć abstynencję. Nie mówię że tv jest zła, pisałem o tym artykuł dlaczego warto jej nie oglądać, to przykład.

Weź relacje z toksycznymi ludźmi. Posłuchaj, jesteś sumą pięciu osób z którymi najczęściej się spotykasz, to psychologia, tak jest. Jeżeli masz w okół siebie (mama, tata, żona czy maż, współpracownicy czy znajomi) osoby które potrafią tylko narzekać, oczekiwać i obmawiać to wybacz ale dużo dobrego się w Twoim życiu nie wydarzy. 
Jestem przekonany że wiesz o tym, spróbuj zmienić towarzystwo, może spokojnie, zacznij od najłatwiejszych do tych najbardziej zaborczych osób. Będzie ciężko, wiem że masz obawy ale uwierz że wystarczy kilka tygodni byś zapytał siebie: jak to było możliwe że tak długo siedziałem w gnieździe żmij... 

Dla współuzależnionych pań, zrób sobie na ile to możliwe abstynencje od pijackich zachowań męża. Niech sam po sobie sprząta, niech sam się o siebie martwi, nie musisz zawsze być tą od dbania o relacje. Drogie panie, macie naturę altruistyczną i to jest piękne! Ale nie musicie się godzić na byle jakość. Zadbaj o siebie, wyjdź z koleżankami, pójdź na terapię dla współuzależnionych, zrób abstynencję od picia męża! Kilka tygodni a poczujesz różnicę, obiecuje :-)

Internet, to jest do mnie ;-) Ile kroć łapię się wieczorem na tym że idę spać po kilku straconych godzinach przed siecią, przeglądam aukcje, gadżety, samochody i inne rzeczy o których nie rzadko fantazjuje. Kiedy bliscy zwracają mi uwagę złoszczę się bo w końcu zasługuje na czas dla siebie... 
Oczywiście że tak ale te dwie godziny mógłbym podzielić na jedną z bliskimi a drugą na jakąś książkę, prawda? 
Przeglądam te wszystkie rzeczy i podświadomie jestem zły że nie mogę ich mieć a to sprawia że nie wiem czemu ale poddenerwowany i smutny jestem. 
ABSTYNENCJA!!! Usunąłem kilka aplikacji a inne zdjąłem z pulpitu telefonu, utrudniłem sobie trochę do nich dostęp i wystarczyło to żeby nie zaglądać do nich bez celowo.
Nagle jakiś spokojniejszy się robię, bardziej zadowolony z tego co mam itd.

Wyloguj się proszę z portali społecznościowych na tydzień, wyłącz internet jak to nie pomoże. Narzuć sobie abstynencje by poczuć różnicę a obiecuje że poczujesz ;-) 

Często się mówi że wszystko jest dla ludzi, nożem można pokroić chleb i można nim zabić. Zgadzam się, ale tylko wtedy jak się wie co się robi. Czy dałbyś pijanemu i agresywnemu człowiekowi nóż w garść żeby Ci chleba nakroił? No nie!
My też jesteśmy czasami pijani bez %. Działając z automatu bez refleksji zachowujemy się jak pijani. 
Wszystko jest dla ludzi ale świadomych. Jak się zdobywa świadomość? Przez doświadczenie zdobyte na porównaniu. A żeby porównać to trzeba zrobić coś nowego, wyjąć głowę z szamba by ujrzeć światło.

Zachęcam was i siebie kochani do podejmowania abstynencji nie tylko od używek, ale też destrukcyjnych zachowań i toksycznych ludzi. Kilka dni będzie ciężkich ale po kilku tygodniach różnica będzie na tyle duża że stanie się sama paliwem do kontynuacji abstynencji, obiecuję ;-) 

Od czego najbardziej potrzebujesz odpocząć? Najpewniej podczas czytania tego artykułu już się dowiedziałeś i właśnie w tym momencie o tym pomylisz ;-) ................... 

Miłego, SB

sobota, 12 sierpnia 2017

Czy alkoholizm jest dziedziczny?

Pixabay


W sumie zdania na ten temat są podzielone, większość naukowców uważa że nie ma genu odpowiedzialnego za tendencje to wpadania w alkoholizm, są też tacy którzy twierdzą że jest. 
Ja nie mam zdania w tym temacie, pożyjemy zobaczymy. Sam natomiast dzisiaj wiem że w moim wypadku nie było odwrotu, jakbym się nie uzależnił od alkoholu (od niego przed wszystkim) to wpadłbym w inne gówno, może bardziej śmierdzące, może bardziej podstępne. 

Byłem tak uwarunkowany że albo ucieknę przed życiem i samym sobą albo zwariuje! Trzeciej opcji nie było. Oczywiście wiem to dziś bo kiedyś jak każdy alkoholik, nie chciałem się uzależnić i do samego końca uważałem że problemu nie mam. Nie licząc kilku przebłysków w końcówce ale od przebłysku do myśli, od niej do decyzji a jeszcze od niej do działania jest dłuuuuuga droga.

Wracając do tematu, czy alkoholizm jest dziedziczny to nie wiem, na pewno konsekwencje alkoholizmu są dziedziczone przez dzieci, wnuki i niekiedy dalsze pokolenia...
Jakie to konsekwencje?
Te materialne to mały pikuś, każde pieniądze można w końcu oddać. Każdy dług to bezpośrednia konsekwencja picia, jest łatwa do wykrycia, daje to dość szybką możliwość podjęcia działania. 
Gorsze konsekwencje to postawy moralne i duchowe, wrażliwość a właściwie często jej brak.

To jest ta złota klatka o której wspominałem w innych artykułach, no niby wszystko w porządku a jednak skóra gruba. W życiu natomiast nie ma tak że przyjemności przeżywam w pełni a to co nie przyjemne omijam. Bierzesz albo wszystko albo nic! 

Skoro jesteśmy przy dziedziczeniu cech charakteru to tu bym poszedł w kierunku dziedziczenia kulturowego choroby alkoholowej. 
Nie odkryłem ameryki, o tym mówią też terapeuci i lekarze. 

No więc jak to jest?

To że w Polsce alkohol jest dużym problemem świadczy chociażby fakt że na statystycznego Polaka przypada ponad 9,4 litra spirytusu na rok! Są to dane oficjalne a jak łatwo się domyśleć tego typu dane są często zaniżane, no chwalić się czym nie ma. 
To jak rodzice, no nie koniecznie będą chcieli mówić sąsiadom o słabych wynikach w nauce swojego syna, zawsze troszkę je podciągną... To to samo tylko że w większej skali. 

Jako ciekawostkę podam że Hitler mówił że Słowianom (więc i nam, Polakom) wystarczy dać 3 litry czystego spirytusu rocznie na głowę by się sami zniewolili bądź pogodzili z niewolą narzuconą przez Niemcy. No to żeśmy się popisali co? Tak kochani, alkohol w Polsce to duży problem!

Każde spotkanie, każde urodziny, w sezonie letnim grill. Wszędzie jest alkohol! Na prezent często alkohol, dom czy samochód wypada opić. Nie piszę o osobach uzależnionych bo one nawet na brak okazji widzą okazję. W naszej kulturze alkohol jest ściśle związany ze spotkaniami, uroczystościami, świętami. Pijemy kiedy wypoczywamy i kiedy pracujemy (kilka zimnych przy pracy w ogródku chociażby) 

Jako dzieci zauważamy to, alkohol jest wszędzie i wszyscy piją. Najgorsze co można zrobić to kupować na imprezy rodzinne bez alkoholowe szampany dla dzieci. Co to jest?! Przecież to nic innego jak symulacja picia! Jak rozmawiam z ludźmi o tym że nie piję to zawsze albo prawie zawsze padają te same pytania.

-A nawet piwa nie? 
-A co to, piwo to nie alkohol? Oczywiście że nie!

-No a w Sylwestra lampki szampana też nie?
-Nie...

-A bez alkoholowego? 
-Nie, nie ma czegoś takiego jak piwo czy szampan bez alkoholowy!

Widzisz, może to nie mieć %, może nie mieć ani promila alkoholu a i tak twierdzę że nie ma piwa czy szampana bez alkoholowego!

Bez alkoholowe to jest mleko, woda, napój i sok! 
No bo na logikę, pomyśl proszę. Jak chcesz się napić czegoś bez % to pijesz te wyżej wymienione, chcesz ugasić pragnienie i tyle tak? Nawet jak ma być miło to pijesz cole z lodem co?

Więc kiedy się pije bez alkoholowe napoje? Kiedy chcę % a nie mogę!
Nie mogę bo idę do pracy, bo jadę samochodem, bo jestem za młody itd. Więc po co kombinować jak można się mleka napić? 
Bo w napojach bez alkoholowych przemyca się rytuał i kulturę picia alkoholu dla tych co akurat nie mogą...

Nie kupujcie proszę tego ścierwa bo to bardziej niebezpieczne niż się myśli.
Jak więc zapobiegać by dzieci i najbliżsi nie uzależnili się od alkoholu?
Nie oswajajcie ich z widokiem trucizny. Tak, alkohol jest trucizną którą niemal każdy się zatruł (kac to nic innego jak objawy zatrucia) 

Jeszcze raz, alkohol nie jest zły! Ale pity w sposób okazjonalny! A każda okazja to nie okazja by pić. 

Jest jeszcze trochę lata, dla tych rodzin w których abstynencja nie jest oczywista, u mnie jest ale z wyboru mojego (co oczywiste) i żony. Jak będziecie robić grilla, nie kupujcie alkoholu, jak będą urodziny, nic się nie stanie jak nie będzie wody rozmownej, posiedzicie w ciszy sobie ;-) 
Na co dzień po pracy też wystarczy sok, kawa czy herbata, robię tak od lat i dość dobrze sobie żyje ;-) 

Po prostu nie oswajajmy się z alkoholem przy każdej okazji.

A jak ty wspominasz spotkania i uroczystości z domu rodzinnego?

środa, 9 sierpnia 2017

Czy trzeba sięgnąć dna?

Pixabay

Oto jest pytanie? Czy trzeba sięgnąć dna? Czy trzeba znaleźć się w czarnej dupie żeby coś w życiu zmienić? Czy musi boleć żeby się obudzić? Czy cierpienie jest wpisane w rozwój? 

Temat ten jest dość rozległy i nie da się odpowiedzieć tak lub nie. 
Ale sam fakt że często to pytanie pada to może coś w tym jest? Postaram się opowiedzieć o tym z własnego doświadczenia i doświadczenia znajomych mi osób.

Zacznę od rzeczy najbardziej oczywistej czyli podjęcia decyzji o abstynencji. 
Nie oszukujmy się, dla czynnego alkoholika to % są jedynym bądź najlepszym sposobem na doznawanie przyjemności w życiu, lekiem na problemy i doskonałą kartą przetargową, prezentem, łapówką czy wyrazem uznania. 

Nawet kiedy już tarłem dupą po dnie i sam alkohol nie dawał mi tego co rok, dwa czy trzy lata wcześniej to i tak nie znałem lepszego sposobu suplementacji ciała i ducha. Zresztą mój zakuty łeb miał zwężoną perspektywę i bez refleksyjnie uważał że wszyscy piją mimo że nawet w moim otoczeniu wszyscy nie pili! 

Co więc musiało się stać? Dwa razy miałem tak silne objawy przy próbach odstawienia że myślałem że zejdę. Doszło wtedy do mnie że mam wspaniałą kobietę, półtorej roczną córkę a ja za chwile zdechne w rowie. Pomogło? Oczywiście że nie. Więcej syfu opisałem w pierwszej książce. Więc co pomogło? Żona mi pomogła, kiedy doszło do mnie że to koniec, ocknąłem się. Sam nie mogłem znieść myśli że kobieta za którą biegałem od liceum ułoży sobie życie, przecież mieliśmy po 26 lat! Ona piękna (jest nadal piękna, chyba nawet bardziej ;-) Nie nie pisze tego bo wiem że przeczyta :-D 
Córka nawet nie będzie mnie pamiętała bo kwestią czasu jest jak się zachleje na śmierć!

Prawda że paskudny scenariusz? Zupełnie inny od tego jak teraz żyjemy, kto jest dłużej na blogu ten wie. Pomyśleć że wystarczyło by powiedzieć nie abstynencji i terapii a nie było by nic, tego bloga też. Uuuuu, aż mnie ciarki przeszły. 

Więc to było moim dnem, perspektywa utraty rodziny i zazdrość że ułożą sobie życie bez mnie, widać egoizm zawsze przez mnie przemawiał ;-) 

Było dno? Było.

Fajki wspominam dobrze do dziś. Kawa, papieros, kibelek, brzmi jak nazwa programu telewizji śniadaniowej ale ten rytuał zna każdy palacz, lub fajka po pikantnym żarciu... Oczywiście że konsekwencje były straszne ale mnie nawet nie zraziło że mam wadę serca! Co mnie ruszyło? Kasa... przez 12 lat przepaliłem licząc na szybko 90.000 zł. Ja na wynajętym mieszkaniu a puściłem z dymem kawalerkę!?!?! ( nie pytajcie ile przepiłem!!!) 
Mówię dość i za trzecim razem rzuciłem. 

Było dno? No było...

Patrze na to i wychodzi że jestem egoistycznym dusi groszem :-D Ciekawe co będzie dalej ;-) 

Życie zawodowe... Pracę zmieniałem na ogół co 3 lata zawsze poprawiając sobie warunki. Czyli nie jestem typem monogamisty w tym temacie ;-) Największy krok dla mnie był kiedy podjąłem decyzję by być szefem dla siebie, wyjazd za granicę też był sporym wyzwaniem. Co mnie motywowało? Chęć łamania własnych barier i poznanie nowego? 
NIE!!! Znowu chodziło o kasę, a konkretniej o budowę domu. 
Potrzeba schronienia była na tyle duża że szukałem różnych sposobów na jej zapewnienie. Dzisiaj znowu jestem na etacie, na dobrym etacie ale wiem że jak coś,  to sam sobie również poradzę. 

Było dno? Być może takie w które sam uwierzyłem ale to nie przyjemne uczucia związane z brakiem własnego lokum pchnęły mnie na ciut głębsze wody.

Z drugiej strony książki wydałem z samej chęci pomagania, no dobra, odrobina snobizmu też tam była ;-) Bloga zacząłem pisać by promować książki ale dzisiaj to działa samo. Mimo że mam mało czasu, to staram się co jakiś czas wrzucić coś nowego a przed wszystkim odpisać na wasze listy. Robię bo muszę? Nie! Więc w tym nie małym przedsięwzięciu nie ma dna.

Ciągły rozwój osobisty i duchowy też nie jest przymusem. Robię to bo z roku na rok żyje mi się lepiej a chyba każdy człowiek chce być szczęśliwy? Każdy chce kochać i być kochany. 
Podobnie stałe dbanie o relację z żoną i córką, dbanie o finanse i w moim wypadku odrobinę o zdrowie (bardzo odrobinę) też nie jest motywowana dnem!

Więc jak to jest, trzeba sięgnąć dna czy nie? Moim zdaniem na początku tak a później nie. 
Aby wyjść z bagna trzeba się odbić, wszystko jedno czy to alkoholizm czy inne uzależnienie. 

Jeżeli wykorzystują Cię w pracy lub w domu to też trzeba walnąć o dno tak by powiedzieć dość. Drogie Panie mężów alkoholików, wielokrotnie myślałyście o tym by zrobił on już w końcu takie świństwo byście mogły powiedzieć dość, byście mogły odejść8, prawda?

Nie oszukujmy się, człowiek głodny, człowiek wystraszony, człowiek bez trzeciej opcji jest w stanie bardziej radykalnie i bardziej skutecznie ćwiczyć ciało i ducha. Wiesz dlaczego statystycznie mysz częściej ucieka niż daje się złapać? 
Bo kot jak ją zje to zje a jak nie to pójdzie się nachalać mleka z michy. Mysz nie ma trzeciej opcji albo ucieknie albo zginie!

Jak bym Ci powiedział że masz zarobić i odłożyć przez rok 50.000 zł to większość z nas powie no co ty? (ja również) 
Ale jak bym Ci powiedział że oddam Ci mój dom z działką i autem jak będziesz miał za rok 50 kawałków to chociaż się zastanowisz jak to zrobić prawda? 
A jak będziesz wiedział że te 50.000 to jedyna możliwość by oddać się operacji która uratuje Ciebie lub Twoje dziecko to staniesz na głowie ale to zrobisz co?

Dlatego uważam że dno jest potrzebne jako katalizator, zapalnik, trampolina. 
Później tylko spokojna sukcesywność.

Wyżej wymienione przykłady są dość mocne ale w życiu codziennym też tak jest. Znajomy który kiedyś narzekał na syna że ma dwie lewe ręce i to jeszcze pożyczone a na dodatek jest leniwy opowiadał ostatnio o nim z taką dumą że myślałem że mówi o kimś innym!
Pracowity, zaradny, uczy się, odkłada kasę itd. Co się stało?

Wynajął mu lokal, zapłacił za kilka miesięcy z góry, dał klucze i powiedział "Synu, radź se sam" Chłopak miał tylko dwa wyjścia, albo się zastanowię i może jednak coś w sobie zmienię albo zdechnę z głodu. Pomogło? Pomogło! Dzisiaj są sobie wdzięczni :-)

Jeżeli ktoś Ci coś mówi, jeżeli kilka osób coś Ci mówi, jeżeli coś Ci się wali w życiu to również masz dwa wyjścia. Olać to i nic nie zmienić lub pomyśleć że może to ja chociaż trochę odpowiadam za moje życie a nie wina Tuska, kaczora, czy kogo tam jeszcze... Pomyśl o tym proszę bo każda sytuacja i każda osoba może być nauczycielem.

Najtrudniej mają ludzie w złotych klatkach. Co to takiego? Życie pozornie idealne ale jednak wciąż czegoś im brakuje. Najpewniej miłości, bycia kochanym i kochania. Jednak mają życie w komforcie, trudniej im. Jak mówił Pan: 

"Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego." Mt 19, 24

Czy to znaczy że bogaci są źli? Nie, to prostackie myślenie! To znaczy że ludziom żyjącym pozornie idealnie,  trudniej pokornie spojrzeć na własne błędy! Ucho igielne w Jerozolimie to mała brama przez którą wielbłądy przechodziły na kolanach, prawda że wymowne? Królestwo Niebieskie na ziemi to pogoda ducha. 

Nie ma zasady ale jednak trochę jest. Łatwiej wyjść z alkoholizmu kiedy jest się w rowie niż wtedy kiedy jest się na szczycie kariery. Dlatego uważam że czasami trzeba sięgnąć dna, że czasami trzeba przejść historię syna marnotrawnego by później żyć w pełni i szczęśliwie, takie niebo na ziemi ;-) 

Jedno jest pewne, nie ma takiego gówna z którego nie da się wyrzeźbić czegoś pięknego, a jak jeszcze oddasz to w ręce Boga to sukces więcej niż pewny. 

P.S. Wiem że dna są różne i na różnej głębokości, podzielcie się proszę co było waszym dnem w najważniejszych sprawach? Miłego, Sylwek