środa, 9 sierpnia 2017

Czy trzeba sięgnąć dna?

Pixabay

Oto jest pytanie? Czy trzeba sięgnąć dna? Czy trzeba znaleźć się w czarnej dupie żeby coś w życiu zmienić? Czy musi boleć żeby się obudzić? Czy cierpienie jest wpisane w rozwój? 

Temat ten jest dość rozległy i nie da się odpowiedzieć tak lub nie. 
Ale sam fakt że często to pytanie pada to może coś w tym jest? Postaram się opowiedzieć o tym z własnego doświadczenia i doświadczenia znajomych mi osób.

Zacznę od rzeczy najbardziej oczywistej czyli podjęcia decyzji o abstynencji. 
Nie oszukujmy się, dla czynnego alkoholika to % są jedynym bądź najlepszym sposobem na doznawanie przyjemności w życiu, lekiem na problemy i doskonałą kartą przetargową, prezentem, łapówką czy wyrazem uznania. 

Nawet kiedy już tarłem dupą po dnie i sam alkohol nie dawał mi tego co rok, dwa czy trzy lata wcześniej to i tak nie znałem lepszego sposobu suplementacji ciała i ducha. Zresztą mój zakuty łeb miał zwężoną perspektywę i bez refleksyjnie uważał że wszyscy piją mimo że nawet w moim otoczeniu wszyscy nie pili! 

Co więc musiało się stać? Dwa razy miałem tak silne objawy przy próbach odstawienia że myślałem że zejdę. Doszło wtedy do mnie że mam wspaniałą kobietę, półtorej roczną córkę a ja za chwile zdechne w rowie. Pomogło? Oczywiście że nie. Więcej syfu opisałem w pierwszej książce. Więc co pomogło? Żona mi pomogła, kiedy doszło do mnie że to koniec, ocknąłem się. Sam nie mogłem znieść myśli że kobieta za którą biegałem od liceum ułoży sobie życie, przecież mieliśmy po 26 lat! Ona piękna (jest nadal piękna, chyba nawet bardziej ;-) Nie nie pisze tego bo wiem że przeczyta :-D 
Córka nawet nie będzie mnie pamiętała bo kwestią czasu jest jak się zachleje na śmierć!

Prawda że paskudny scenariusz? Zupełnie inny od tego jak teraz żyjemy, kto jest dłużej na blogu ten wie. Pomyśleć że wystarczyło by powiedzieć nie abstynencji i terapii a nie było by nic, tego bloga też. Uuuuu, aż mnie ciarki przeszły. 

Więc to było moim dnem, perspektywa utraty rodziny i zazdrość że ułożą sobie życie bez mnie, widać egoizm zawsze przez mnie przemawiał ;-) 

Było dno? Było.

Fajki wspominam dobrze do dziś. Kawa, papieros, kibelek, brzmi jak nazwa programu telewizji śniadaniowej ale ten rytuał zna każdy palacz, lub fajka po pikantnym żarciu... Oczywiście że konsekwencje były straszne ale mnie nawet nie zraziło że mam wadę serca! Co mnie ruszyło? Kasa... przez 12 lat przepaliłem licząc na szybko 90.000 zł. Ja na wynajętym mieszkaniu a puściłem z dymem kawalerkę!?!?! ( nie pytajcie ile przepiłem!!!) 
Mówię dość i za trzecim razem rzuciłem. 

Było dno? No było...

Patrze na to i wychodzi że jestem egoistycznym dusi groszem :-D Ciekawe co będzie dalej ;-) 

Życie zawodowe... Pracę zmieniałem na ogół co 3 lata zawsze poprawiając sobie warunki. Czyli nie jestem typem monogamisty w tym temacie ;-) Największy krok dla mnie był kiedy podjąłem decyzję by być szefem dla siebie, wyjazd za granicę też był sporym wyzwaniem. Co mnie motywowało? Chęć łamania własnych barier i poznanie nowego? 
NIE!!! Znowu chodziło o kasę, a konkretniej o budowę domu. 
Potrzeba schronienia była na tyle duża że szukałem różnych sposobów na jej zapewnienie. Dzisiaj znowu jestem na etacie, na dobrym etacie ale wiem że jak coś,  to sam sobie również poradzę. 

Było dno? Być może takie w które sam uwierzyłem ale to nie przyjemne uczucia związane z brakiem własnego lokum pchnęły mnie na ciut głębsze wody.

Z drugiej strony książki wydałem z samej chęci pomagania, no dobra, odrobina snobizmu też tam była ;-) Bloga zacząłem pisać by promować książki ale dzisiaj to działa samo. Mimo że mam mało czasu, to staram się co jakiś czas wrzucić coś nowego a przed wszystkim odpisać na wasze listy. Robię bo muszę? Nie! Więc w tym nie małym przedsięwzięciu nie ma dna.

Ciągły rozwój osobisty i duchowy też nie jest przymusem. Robię to bo z roku na rok żyje mi się lepiej a chyba każdy człowiek chce być szczęśliwy? Każdy chce kochać i być kochany. 
Podobnie stałe dbanie o relację z żoną i córką, dbanie o finanse i w moim wypadku odrobinę o zdrowie (bardzo odrobinę) też nie jest motywowana dnem!

Więc jak to jest, trzeba sięgnąć dna czy nie? Moim zdaniem na początku tak a później nie. 
Aby wyjść z bagna trzeba się odbić, wszystko jedno czy to alkoholizm czy inne uzależnienie. 

Jeżeli wykorzystują Cię w pracy lub w domu to też trzeba walnąć o dno tak by powiedzieć dość. Drogie Panie mężów alkoholików, wielokrotnie myślałyście o tym by zrobił on już w końcu takie świństwo byście mogły powiedzieć dość, byście mogły odejść8, prawda?

Nie oszukujmy się, człowiek głodny, człowiek wystraszony, człowiek bez trzeciej opcji jest w stanie bardziej radykalnie i bardziej skutecznie ćwiczyć ciało i ducha. Wiesz dlaczego statystycznie mysz częściej ucieka niż daje się złapać? 
Bo kot jak ją zje to zje a jak nie to pójdzie się nachalać mleka z michy. Mysz nie ma trzeciej opcji albo ucieknie albo zginie!

Jak bym Ci powiedział że masz zarobić i odłożyć przez rok 50.000 zł to większość z nas powie no co ty? (ja również) 
Ale jak bym Ci powiedział że oddam Ci mój dom z działką i autem jak będziesz miał za rok 50 kawałków to chociaż się zastanowisz jak to zrobić prawda? 
A jak będziesz wiedział że te 50.000 to jedyna możliwość by oddać się operacji która uratuje Ciebie lub Twoje dziecko to staniesz na głowie ale to zrobisz co?

Dlatego uważam że dno jest potrzebne jako katalizator, zapalnik, trampolina. 
Później tylko spokojna sukcesywność.

Wyżej wymienione przykłady są dość mocne ale w życiu codziennym też tak jest. Znajomy który kiedyś narzekał na syna że ma dwie lewe ręce i to jeszcze pożyczone a na dodatek jest leniwy opowiadał ostatnio o nim z taką dumą że myślałem że mówi o kimś innym!
Pracowity, zaradny, uczy się, odkłada kasę itd. Co się stało?

Wynajął mu lokal, zapłacił za kilka miesięcy z góry, dał klucze i powiedział "Synu, radź se sam" Chłopak miał tylko dwa wyjścia, albo się zastanowię i może jednak coś w sobie zmienię albo zdechnę z głodu. Pomogło? Pomogło! Dzisiaj są sobie wdzięczni :-)

Jeżeli ktoś Ci coś mówi, jeżeli kilka osób coś Ci mówi, jeżeli coś Ci się wali w życiu to również masz dwa wyjścia. Olać to i nic nie zmienić lub pomyśleć że może to ja chociaż trochę odpowiadam za moje życie a nie wina Tuska, kaczora, czy kogo tam jeszcze... Pomyśl o tym proszę bo każda sytuacja i każda osoba może być nauczycielem.

Najtrudniej mają ludzie w złotych klatkach. Co to takiego? Życie pozornie idealne ale jednak wciąż czegoś im brakuje. Najpewniej miłości, bycia kochanym i kochania. Jednak mają życie w komforcie, trudniej im. Jak mówił Pan: 

"Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego." Mt 19, 24

Czy to znaczy że bogaci są źli? Nie, to prostackie myślenie! To znaczy że ludziom żyjącym pozornie idealnie,  trudniej pokornie spojrzeć na własne błędy! Ucho igielne w Jerozolimie to mała brama przez którą wielbłądy przechodziły na kolanach, prawda że wymowne? Królestwo Niebieskie na ziemi to pogoda ducha. 

Nie ma zasady ale jednak trochę jest. Łatwiej wyjść z alkoholizmu kiedy jest się w rowie niż wtedy kiedy jest się na szczycie kariery. Dlatego uważam że czasami trzeba sięgnąć dna, że czasami trzeba przejść historię syna marnotrawnego by później żyć w pełni i szczęśliwie, takie niebo na ziemi ;-) 

Jedno jest pewne, nie ma takiego gówna z którego nie da się wyrzeźbić czegoś pięknego, a jak jeszcze oddasz to w ręce Boga to sukces więcej niż pewny. 

P.S. Wiem że dna są różne i na różnej głębokości, podzielcie się proszę co było waszym dnem w najważniejszych sprawach? Miłego, Sylwek

1 komentarz:

  1. Czyli alkoholikowi trzeba pozwolić upasc? Samo zrozumienie ze jest na równi pochyłej nie będzie wystarczająca motywacją?

    OdpowiedzUsuń