Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Jak zrobiłem z piekła raj". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Jak zrobiłem z piekła raj". Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 kwietnia 2014

Jak zrobiłem z piekła raj - Aquarius






Założona przez wydawnictwo strona na Facebooku poświęcona w całości mojej książce, recenzje, linki, sklep i aktualności. Zapraszam serdecznie  Jak zrobiłem z piekła raj - Aquarius / Fan Page Facebook

"Jak zrobiłem z piekła raj" to książka która powstała na bazie moich doświadczeń z alkoholem. Jest to pozycja kierowana do wszystkich osób uzależnionych, zwłaszcza i przede wszystkim od alkoholu. Nie widzę też przeszkód aby przeczytali ją pozostali uzależnienie, gdyż przebieg choroby jest bardzo podobny. Oczywiście publikacja jest dla każdego kto również pośrednio jest związany z alkoholikami, rodziny, przyjaciół, pracodawców itd.
Książka została podzielona na trzy części.

"Piekło"- jest to droga opadania na samo dno. W tym dziale można się dowiedzieć jak wygląda ta droga. Uzależnionym nie zostaje się z dnia na dzień, picie towarzyskie, niebezpieczne od uzależnienia niekiedy dzielą długie lata! Zawsze zaczyna się niewinnie, od szampana na wieczór z dziewczyną, od zerwanych filmów na dyskotekach, od oblewanych okazji których jest coraz więcej i więcej. Wielu ludzi na tym przestaje, jednak nie wszyscy... Nie zawsze ta droga kończy się w rowie czy rynsztoku. Nie zawsze bez pracy i rodziny.

"Zmartwychwstanie"- to zbiór  zaleceń, które otrzymałem od innych, niektóre zalecenia są moje i wynikają z mojego doświadczenia, z resztą jak wszystko zawarte w tej lekturze. Jak sobie radzić w pierwszych dniach abstynencji, jak ją utrzymać miesiącami i latami. Jak przemeblować swój umysł a co za tym idzie życie. Jak, jak, jak. Sądzę że znajdziesz odpowiedź na część swoich pytań, jeżeli nie to zapraszam do zadania ich pod tym postem w komentarzu :)

"Raj"- to dział poświęcony trzeźwieniu. Więc tak, pierwszy dział pomaga się utożsamić w uzależnieniu, podpowiada Ci że nie jesteś sam/a. Drugi, to sugestie jak nie wpaść w szpony opilstwa, jak nie wrócić do picia zwłaszcza w pierwszych miesiącach czy latach. Jeżeli już nie pijesz, być może od lat, to super, gratuluję! Najważniejsze to nie pić! Odwaliłeś kawał trudnej roboty, będę jednak z Tobą szczery. Nie pić to jeszcze nie znaczy trzeźwieć!
Nie pić to dopiero początek drogi bo abstynencja i trzeźwienie to dwie różne sprawy. Można nie pić i zachowywać się jak pijany, można nie mieć problemu z alkoholem czy jakąkolwiek inną używką a można kompletnie nie radzić sobie w życiu. Właśnie, uzależnienie nie przychodzi z powietrza jak wirus, ono przychodzi ze środka, z Ciebie. Jest wynikiem, błędnych przekonań jakie masz wpojone, jest wynikiem błędnej oceny samego siebie, jest wynikiem braku akceptacji siebie i otoczenia.
W ostatnim dziale stawiam na szeroko rozumiany rozwój osobisty i duchowy, bo tym jest właśnie trzeźwienie! Trzeźwienie to nie siedzenie pod parasolem z opuszczoną głową i poklepywaniem się w pierś moja wina, moja wina. Takie zachowanie to dalsza ucieczka, tyle że na sucho! Trzeźwienie to wzrastanie aż do raju, raju na ziemi! Trzeźwienie to osiąganie celi, to realizowanie siebie, to poprawa jakości życia. Jednak żeby się to zadziało, najpierw trzeba skasować stare programy myślowe, i masę, masę błędnych przekonań.

Książka w wersji papierowej dostępna między innymi w : 
http://www.empik.com/jak-zrobilem-z-piekla-raj-aquarius,p1095343812,ksiazka-p
http://www.albertus.pl/ksiazka-jak-zrobilem-z-piekla-raj-aquarius-4397717/
http://www.literacka.pl/-p-277424.html
http://bonito.pl/k-90339527-jak-zrobilem-z-piekla-raj
http://aros.pl/ksiazka/jak-zrobilem-z-piekla-raj
http://www.lideria.pl/Jak-zrobilem-z-piekla-raj-Aquarius/sklep/opis?nr=400680
http://czytam.pl/index.php?id=2&ks=ks_315768
http://www.profit24.pl/a,product799208.html
http://www.dobre-ksiazki.com.pl/produkt-p437091.html?utm_source=skapiec&utm_medium=cpc
http://selkar.pl//jak-zrobilem-z-piekla-raj

Recenzje z internetu:

" Nie da ci ojciec, nie da ci matka, nie da ci również twój psychiatra....ale moze dac ci ta ksiazka!
Jest to kapitalna książka, napisana przez autora borykającego się przez lata z problemem alkoholowym i co najważniejsze pragnacym z niego wyjsc. Udalo sie jemu, udalo sie rowniez mi, po trafieniu na slad tej pozycji na internecie kilka miesiecy temu. Jest napisana fantastycznym, bezposrednim jezykiem, bez tematycznego ciezaru gatunkowego i pseudo pouczeń. Ta książka 'działa'.....Spróbuj także ty!!!
Polecał bym również goraco kontakt z autorem na facebook, jak i uczestnictwo w jego spotkaniach autorskich. Tom "

"Książka zawiera przesłanie dla wszystkich, nie ma wyłączności na życie w strachu i smutku człowiek uzależniony od alkoholu, tak jak pisze autor książki. W moim odczuciu, tak na prawdę każdy człowiek jest, lub był uzależniony od czegokolwiek, lub kogokolwiek. Największym uzależnieniem obecnych czasów jest uzależnienie od iluzji. Schematów które uznaliśmy za swoje, zapominając najważniejszego...kim tak na prawdę jesteśmy. Odczucie tej Prawdy daje poczucie wolności i harmonii. Życzę każdemu by doświadczył tego uczucia. :) Dominik"

„Jak zrobiłem z piekła raj” to książka dla tych, którzy potrzebują pozytywnej motywacji do tego, by uwolnić się ze szponów nałogu. By zrozumieć, jak jest zgubny i wyniszczający. To książka dla wszystkich, którzy chcą walczyć o lepsze życie! Aneta

Jednocześnie, bardzo mocno zachęcam do komentowania książki jak również do zadawania pytań w temacie tej publikacji w komentarzach pod tym postem. Wszystkie opinie mile widziane :)  (pozostałe pytania można zadawać w emailu :)
Zapraszam :) Aquarius.

Książka powstała we współpracy z wydawnictwem http://wydawnictwopsychoskok.pl/ 


czwartek, 13 marca 2014

"Jak zrobiłem z piekła raj" - spis treści




SPIS TREŚCI

 PODZIĘKOWANIA . . . . . . . . . . . . . . . . . . ......................................5

WSTĘP .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   . 7

PIEKŁO .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .    9
Wybór . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .................................................... 9 ( przeczytaj fragment )
Panaceum na wszystko .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   ..........10
Początki zejścia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ...........................................12
Ścieżka w dół . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ............................................. 14
Bałagan .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .  ..... 16
Syndrom chomika i mój przyjaciel lustro . . . . . . . .............................. 20
Błędne koło .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .  ....... 22
Moje dno .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .  ...... 23

ZMARTWYCHWSTANIE . . . . . . . . . . . . . . .................................27

Dzień zero i trochę dalej . . . . . . . . . . . . . . . .......................................27
Diagnoza .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   . ........  29
Przebudzenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ..............................................32
Kilka zaleceń . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ............................................... 35 ( przeczytaj fragment )

RAJ .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .  69

Nie tylko dla uzależnionych! .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .  ............ 69
Siła wiary i siła zwątpienia .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   ...........76
Kilka mitów – czyli jak rujnuje sobie i innym życie
moimi przekonaniami . . . . . . . . . . . . . . . ........................................... 78
Nic nie muszę .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   . .........  94
Nigdy nie ucieknę od problemów i zmartwień .   .   .   .   .  .................. 97 ( przeczytaj fragment )
Papier przyjmie wszystko .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   ............. 100
Oczekiwania to kredyt na wysokie oprocentowanie .   .   . .................104
Wahadło doświadczeń, czyli wszystko jest takie,
jakie ma być .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   ........ 108
Akceptacja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ................................................ 109
Nadawanie mocy . . . . . . . . . . . . . . . . . ............................................110
Postrzeganie wybiórcze .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   ............ 113
Kim jesteś? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ...............................................115
Dwadzieścia cztery godziny .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   . .............118
Skąd mam wiedzieć, że idę we właściwym kierunku . . .......................119

piątek, 3 stycznia 2014

Moja książka fragmenty: "Jak zrobiłem z piekła raj" część III

                                                                           





Witam, oto trzeci fragment książki która pojawi się wiosną 2014 roku. Dwa poprzednie : pierwszydrugi .
Miłej lektury :)

"Raj"

 Nie tylko dla uzależnionych!

Chciałbym przedstawić tu kilka zagadnień które w większym stopniu zwróciły moją uwagę. Powstały one podczas rozmów z przyjaciółmi , bliskimi , przewodnikami duchowymi jak również na bazie interpretacji własnych zachowań w różnych sytuacjach. Są to elementy ściśle związane z życiem każdego bez wyjątku każdego człowieka, z rozwojem osobistym , z poznawaniem siebie. Jak również służą one obaleniu mentalnego muru dzielącego mnie od szczęścia a powstałego z cegieł przekonań jakie zebrałem na przestrzeni lat.
Wszystkie te tematy powstały w wyniku pytań do samego siebie, dlaczego ?, po co?, jak? i tak dalej.
Duża część jest efektem końcowym cierpienia , które rzecz jasna pojawia się w każdym życiu a tak na prawdę jest również drogą rozwoju i szczęścia.
Ostatecznym założeniem nie jest zamiana mentalnych "szarych okular" na "różowe".
Chodzi o to żeby okulary które nosze były jak najbardziej przezroczyste. Wówczas zbliżę się do naturalnego ludzkiego stanu jakim jest radość. Nie są to filozoficzne pojęcia. Jest to nasz naturalny stan! Skąd ta pewność ? Ano stąd że podczas przeżywania radości , organizm się regeneruje , pojawia się kreatywność , chemia mózgu produkuje wspaniałą "tęcze".
Kiedy przeżywam stres , organizm przygotowuje się do walki lub ucieczki , spina się , krew odpływa do mięśni osłabiając działanie pozostałych organów, co skutkuje chorobami.
Tak wiec to prosty i logiczny dowód na to że naturalny stan ludzki to radość.
P.S. Dział poświęcony dla wszystkich, alkoholicy i inni uzależnieni nie mają wyłączności na smutne i ciężkie życie.  Być może dzięki temu co dalej przeczytasz choć trochę poprawisz jakość każdego dnia.

                                                   
                                   -UWAGA-
Przed użyciem należy otworzyć się na nowe bardziej niż dotąd,
            skupić się na sobie bardziej niż kiedykolwiek.
                    Zrobić restart w głowie
               i zostawić "sąsiada w spokoju" ;)

Nigdy nie ucieknę od problemów i zmartwień. Nie zbyt optymistyczne twierdzenie co? No cóż...
Bez względu na czas i miejsce problemy i zmartwienia nie odejdą! Nie ma szans, jest to bagaż który zawsze będziesz wlekł za sobą. Myślisz że błąd w pracy pozostanie na miejscu gdy ty wyjedziesz na urlop? Nie pozostanie. Może sądzisz że niezapłacony rachunek zostanie w szufladzie gdy otworzysz butelkę piwa? Nie zostanie. Czy może w końcu uważasz że zakupy pomogą Ci w odreagowaniu na przykrości które napotykają Cie w domu? Nie pomogą , wystarczy jeden telefon od osoby która cię krzywdzi i jest już przy tobie. Zauważ że problemy i zmartwienia to tylko myśli które myślisz. Dlaczego tak sądzę? Wystarczy tak naprawdę zastanowić się jaki mam problem dokładnie teraz! Boje się że nie dostanę pracy; nie zdam egzaminu ; Nie mam na rachunek ; Nie wytrzymuje tego związku. Nie teraz czytasz tekst o tym jak ktoś próbuje Ci wcisnąć że nie masz się czym martwić :)
Wszystkie zmartwienia mają jedną wspólną cechę, nie istnieją w teraźniejszości, zawsze będą lub były. Boisz się że nie dostaniesz tego czego pragniesz lub dostaniesz to czego nie chcesz albo dokładnie to samo miało kiedyś miejsce. Miałem kiedyś dwa poważne wypadki samochodowe, w obu dachowałem samochodem. Były to sytuacje na prawdę zagrażające życiu! Pamiętam je dokładnie ale nie mogę ich nazwać problemem , to się po prostu działo. Umysł nie miał dość czasu by poszukać odpowiedniego uwarunkowania aby znaleźć problem.
To przepraszam bardzo ale jeżeli dachowanie samochodem nie było problemem tak jak może być nim nadwaga!
Nawet jeżeli myślisz myśli o tym co będzie lub myślisz myśli o przeszłości to zauważ że robisz to teraz. Tylko teraz jest prawdziwe i wieczne, teraz trwa teraz i..... teraz też ;)
Więc tak naprawdę jedyny problem to to że zbyt często myślisz o nim. Tak więc znasz już swój problem.
Co z nim zrobić? Nazywać inaczej! Nie ma problemów , są tylko i wyłącznie sprawy do rozwiązania.
Problem to wielka ciemna chmura która zasłania rozwiązanie, to również kolejne zrzucenie odpowiedzialności za to co jest. Problem to kolejne uwarunkowanie , program który nam wgrano. Zamiana go na sprawy do rozwiązania popchnie Cię do działania. Sama nazwa sprawa do rozwiązania daje światło w tunelu , sprawia że z automatu zaczynam szukać. Nie powtarzaj że twoim problemem są rachunki , to Ci nie pomoże , powiedz mam sprawę do rozwiązania jak zapłacić rachunki. Nie brzmi to inaczej ,ciut bardziej optymistycznie ? Twoje nastawienie do działania to końcowa jakość tegoż działania. Pozytywne nastawienie sprawi że poradzisz sobie ze sprawą szybciej i lepiej , być może nie tak jak byś oczekiwał , ale na pewno mniej boleśnie. Jak rozwiązać wiec sprawy do rozwiązania? To zależy już od wielu czynników. Podam Ci pewien szkielet którego możesz się trzymać , którego sam czasami używam.  Usłyszałem kiedyś i często słyszę piękną i prostą modlitwę"Boże użycz mi pogody ducha abym godził się z tym czego nie mogę zmienić ,odwagi abym zmieniał to co mogę zmienić i mądrości abym odróżniał jedno od drugiego". Powtarzam sobie ją za każdym razem gdy przysiadam do rozwiązania. Po pierwsze wiele problemów typu Mąż pije , szef wykorzystuje a pracownik z którym przebywam odbiera mi chęci do pracy. Nie są twoimi problemami, nie masz wpływu na innego człowieka w takim stopniu żeby go zmienić jeżeli ten sam nie zechce! Nie da się, uznaj bezsilność wobec innych ludzi. Możesz zaakceptować fakt bycia lub nie z tym człowiekiem ,na dłużej lub na czas poszukania rozwiązania. Należy oddzielić to na co masz wpływ od tego na co nie masz. Masz wpływ na siebie na twoje położenie , nie na kogoś. Kiedy się nauczysz to odróżniać w żuciu codziennym zobaczysz że większa część twoich "problemów" zniknie.  Weź kartkę długopis i napisz co jest twoim problemem , podziel go na części ,opisz tak dokładnie jak potrafisz, tak by zająć się nimi po kolei. Nie rozwiążesz wszystkiego na raz , nie da się. Nie masz pieniędzy na remont mieszkania? Nie stwarzaj problemu , zastanów się jak je zdobyć lub nie remontuj go całego na raz ,zacznij od najważniejszych pomieszczeń lub od tych które wymagają natychmiastowego działania. A może już przy opisaniu znalazłeś rozwiązanie, często tak bywa. Zastanów się co możesz zrobić, przypomnij sobie poprzednie doświadczenia , masz przecież ich ogromy wachlarz. Popytaj grupy wsparcia, na pewno dostaniesz kilka opcji. Wybierz to najlepsze dla ciebie. Jak? Napisz na kartce plusy i minusy każdego z nich, po zrobieniu bilansu będziesz wiedział. Działaj i zapamiętaj skutki. Szybko się nauczysz.
Miałem kiedyś taki "problem" : Nie miałem pieniędzy na nowy komputer a ten który mam doprowadza mnie do szału. Za każdym razem gdy na niego spoglądałem miałem ochotę wywalić go przez okno. Od rana do wieczora nosiłem go ze sobą. Oczywiście tylko w głowie. Do tego fakt że nie mam pieniędzy dobijał mnie , jak mi ciężko , nie mogę sobie pozwolić na nowy komputer. Niemal stan depresyjny. W pewnym momencie miałem już dość tego narzekania i zacząłem działać.
Skąd wiem że mam "problem" ? Mówią mi o nim uczucia , emocje i organizm , umysł może uważać że nie ma problemu ale ta wymieniona trójca mnie nie oszuka. Dlaczego to stanowi dla mnie problem? Komputer strasznie powoli działa, przeglądanie stron w internecie mija się z celem. Co mogę zrobić żeby to zmienić? Porozmawiać z ludźmi którzy się na tym znają lepiej. Co dalej? Więc mogę sformatować komputer , sam tego nie zrobię ale kolega który się na tym zna pomoże mi. Jakie wnioski? Zachować spokój nade wszystko , nie stwarzać większych problemów niż są w rzeczywistości.
Prawdopodobnie gdybym używał terminu sprawa do rozwiązania , nie nakręciłbym się tak bardzo. Czas od podjęcia działania do rozwiązania wyniósł wtedy dwa dni , a ja ze dwa tygodnie się dołowałem sądząc że mam problem. Tak więc problemy odejdą gdy zrozumiesz że są myślami a na myśli mam wpływ, przecież tylko ja myślę własne myśli , nikt inny! Nie znaczy to że zagrożenia nie ma, znaczy to że każda sprawa ma swoje rozwiązanie . Nie znaczy to też że masz zrobić następny problem gdy poczujesz zmartwienie , O nie martwię się znowu, nie powinienem się martwić . Sam wpadłem kiedyś w taką pułapkę , uważałem że życie w radości to różowe okulary na nosie, otóż nie, zabawa zaczyna się kiedy nie ma okular.

                                             Aquarius

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Moja książka fragmenty: "Jak zrobiłem z piekła raj" część II









Witam, oto drugi (pierwszy tutaj) z trzech fragmentów książki który chciałbym opublikować na blogu. Jest on z umownego "Z martwych wstania".

"Daj czas czasowi, stwierdzenie to poznałem w terapii, bardzo często słyszę je w AA.
W "piekle" nauczyłem się szybkiego zaspokajania wszelkich potrzeb. Bez względu na wszystko, cel uświęcał środki. Kończyło się to cierpieniem, frustracją, strachem, wiecznym nie zadowoleniem z tego co mam i przede wszystkim masą konsekwencji.
Kiedy byłem pierwszy raz na spotkaniu AA miałem z pół roku abstynencji.
Dowiedziałem się jak długo nie piją nowi koledzy. Dwa miesiące, cztery lata, osiem lat, szesnaście! Boże, szesnaście lat, toż to wieczność ;), po chwili jednak pomyślałem, że też bym tak kiedyś chciał.
16 lat (oczywiście może być i więcej ;) abstynencji, tak to mi się podoba, nieźle brzmi.
Nie wiem czy będzie mi to dane, sądzę, że będę się starał robić wszystko co możliwe, aby to utrzymać. Ale nie o to chodzi.
Szybkie zaspokajanie własnych pragnień weszło mi w krew. Nie zawsze a nawet dość często nie da się wszystkiego załatwić w mgnieniu oka. Pewne jest to że nie przeskoczę kilkunastu lat, to nie możliwe!
Doświadczenia to lekcje, życie, każdy rok to jak kolejna klasa w szkole.
Oczywiście lata abstynencji nie dają mi żadnej gwarancji szczęścia. Nie stanę się kuloodporny, nie otrzymam dyplomu.
Przy odrobinie szczęścia, pomocy Siły Wyższej i własnej pracy nad sobą, wybuduję sobie wachlarz rozwiązań w trudnych sytuacjach.
Co jakiś czas, przynajmniej raz w roku robię bilans zachowań w podobnych sytuacjach ale w różnym czasie. Okazuje się, że co roku moja optyka widzi dalej, szerzej, wyraźniej. Pozwala mi to na odczuwanie głębokiego spokoju i szczęścia.
Mentalność która wyrabiała się przez lata życia jest jak woda i piasek, latem na plaży. Piasek czyli te nieduże przyzwyczajenia nagrzewa się szybko , ale też szybko stygnie , woda nagrzewa się znacznie dłużej ,ale też dłużej stygnie. Podobnie jak "fałszywe programy" wgrywałem długo  i zmiana ich na inne również wymaga czasu.
Oczywiście nie stało się to wszystko od razu. Poczucie własnej wartości zacząłem naprawdę odbudowywać po dwóch latach abstynencji, uzależnienie od opinii ludzi zauważyłem po trzech latach nie picia. Cztery lata po przebudzeniu, przestałem puszczać w kółko tę samą płytę i przyznałem że moja ekonomia leży, właśnie z powodu nieumiejętności odraczania w czasie różnych zakupów.

Nic nie zmieniło się od razu, doświadczenia rozciągnięte w czasie, różna chęć do przyjmowanie tego co niesie los. Nie przestałbym pić, gdybym nie dotarł do dna własnego piekła.
Nie jest tak, że wiem już wszystko, nigdy nie będę wiedział wszystkiego, na pewno nie w tej formie.
Możliwe, że nie zmienię wszystkich słabości, które bym chciał zmienić, są też takie, które akceptuje jako część mnie i nie chce ich teraz zmieniać.
Wszystko kształtuje się w ciągu życia.
Przecież w pierwszej klasie szkoły podstawowej, gdybym otrzymał matematyczne działanie z ułamkami, w najlepszym wypadku bym je pokolorował kredkami. Powyższe zmiany dotyczą mojego wnętrza.
Te zewnętrzne również wymagają upływu chwil.
Nie odzyskałem zaufania żony od razu, po roku mojej abstynencji sytuacja w domu zaczęła się wyraźnie poprawiać.
Zaufanie rodziny też nie powstało od razu, różne często nie świadome kontrole w postaci częstych telefonów do mnie minęły po kilku miesiącach trzeźwienia.
Przecież jak oszukiwałem i kłamałem przez lata, to jak mogę wymagać zaufania i poprawy życia w każdym względzie w kilka miesięcy. Latami pracowałem nad bałaganem, którego nie da się posprzątać w kilka chwil.
Oczywiście wszystko ma swój czas. Swoją wartość dobrze znać, jednak nie mogę wymagać na innych zrozumienia.
Jak już pisałem, nikt po za mną nie musi mnie rozumieć. Dobrze gdy ja rozumiem własne motywy.
Sam zaczynałem trzeźwienie z wielkim długiem, finansowym i duchowym.
Wszystkie długi materialne oddałem po osiemnastu miesiącach nie picia.
Mentalnie, cóż, tu było sporo do nadrobienia.  "Przespałem" jakieś dziesięć lat życia.
Okres wkraczania w dorosłe życie, czas kształtowania się, odpowiedzialności, rozsądnego planowania, uczenia się życia, konsekwencji w działaniu i wielu, wielu innych zagadnień życiowych, przebalowałem.
Nie da się przyspieszyć takich rzeczy. Działając świadomie, mogę co najwyżej nie opóźniać pewnych spraw. Jak mogę uczyć się życia, nie żyjąc?
W sumie bardzo się cieszę, mam mnóstwo frajdy w odkrywaniu siebie, z eksploracji życia.
Wielkim smutkiem byłoby obudzić się pewnego ranka i stwierdzić, że wszystko już zostało odkryte.
Pośpiech i niezdecydowanie to bardzo niebezpieczni doradcy! Nie można wiecznie próbować dostosowywać rzeczywistość do własnych potrzeb. Cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość."

Trzeci fragment książki tutaj                                                    
                                   Aquarius                                                                



niedziela, 1 grudnia 2013

Moja książka fragmeny: "Jak zrobiłem z piekła raj" część I



Witam, oto fragment książki którą napisałem w tym roku. Chcę podkreślić tylko że poniższy tekst jest wersją w pełni autorską tj. bez korekty i redakcji. Fizyczna, papierowa wersja która powinna pojawić się wiosną 2014r. może odrobinkę różnić się od tego co tu jest.
                                            
                                                               "Jak zrobiłem z piekła raj"

-WSTĘP-

Zasłyszane: "Jakiś czas temu krążył po górach człowiek, który po dość długiej wędrówce postanowił wrócić do domu. Było już dość późno, zrobiło się ciemno a góry zatonęły we mgle. Podróżnik bardzo ostrożnie z chodził, pokonując różne półki skalne. W pewnym momencie widoczność spadła do zera, on z ostatnią liną zaczął opuszczać się z kolejnego występu skalnego. Lina okazała się zbyt krótka, zawisł na jej końcu bez gruntu pod stopami których prawie już nie dostrzegał przez mgłę. Nie wiedział co ma zrobić, w górach nie było gdzie się ukryć a powrót do domu zakończył się wraz z liną. Poprosił Boga o pomoc - Boże pomóż, co mam zrobić?
Bóg odpowiedział - odetnij linę!
Mężczyzna nie posłuchał w obawie co się z nim stanie. Rano kiedy słońce wzeszło a mgła opadła, znaleziono wędrowca martwego, pół metra nad ziemią niedaleko domu."

Książka ta, to historia wędrówki po górach, która w pewnym momencie również zatrzymała się na końcu liny. Potoczyła się ona jednak dalej, z pewną ufnością odciąłem linę na której wisiałem nie mając pojęcia co nastąpi. Trudność z jaką to nastąpiło była ogromna, każde uzależnienie, bez względu na substancję lub czynnik, zawsze zatrzymuje się w podobny sposób. Upadłem, przeżyłem , poznałem nowe szlaki i wchodzę na kolejne. Udało mi się wyjść z wewnętrznego piekła i po przebudzeniu odnaleźć mapę do raju.
Postanowiłem podzielić się tą mapą. Tą którą mam już teraz, kolejne odkrywam każdego dnia.

Sugestie zawarte w tej lekturze, zwłaszcza w ostatnim dziale kieruję do wszystkich ludzi. Uzależnieni bowiem nie mają monopolu na przechlapane życie.
Jeden szczęśliwy człowiek, to wielu wesołych ludzi. Jest to reakcja łańcuchowa.
Stoję na środku stawu rzucając do niego kamienie. Fale rozchodzą się w okół, odbijają się od brzegu i wracają do mnie.  Jeżeli jestem szczęśliwy, ludzie wokół podzielają moje samopoczucie i tak dalej, tworzę swój własny raj. Jeżeli "zatruwam" otoczenie, to inni zaczynają atakować mnie i pozostałych wokół, tworzę w ten sposób piekło. Zawsze wszystko zaczyna się od środka, od świata wewnętrznego który jest równie wielki co ten zewnętrzny.
CO DAJĘ, TO OTRZYMUJĘ! Taka już jest zasada.
Więc oto opowieść na bazie doświadczeń i przemyśleń "Jak z piekła zrobiłem raj”.                 

                                                                           "Piekło"

                                                                        -WYBÓR-
Wychowałem się w "normalnej" (cokolwiek to znaczy) rodzinie. Brat i siostra są dużo starsi, tata był zawodowym kierowcą, mało kiedy był w domu, matka zajmowała się opieką nad dziećmi. Specjalnie nie miałem autorytetu jako dziecko, a także później, jako dorastający człowiek. Nie rozumiałem bardzo wielu rzeczy, w tym pojęcia miłości, miłością darzy się wyłącznie partnerkę. Miłość = pożądanie, miłość to seks ... kochać siebie? no cóż pewnie się domyślacie co miałem na myśli ... ;)  tak to wtedy rozumiałem.
Wymyśliłem sobie że muszę być twardy, oczywiście na początku w ogóle mi to nie wychodziło, przez co nikt mnie zbytnio nie szanował, nie miałem własnego zdania więc było to dość zrozumiałe.
Różne prowokacje były chlebem powszednim. Pamiętam jak po osiemnastych urodzinach pokłóciłem się, delikatnie mówiąc, z mamą o palenie papierosów w domu. Bo po co mam się ukrywać skoro i tak będę palił!!! Wiecie jak ona się musiała czuć? Nieprzespane noce przy mnie spędzała w szpitalu, urodziłem się z wadą serca…
Napakować się, kupić czarną furę umc, umc, umc, gra muza. Dałbym wtedy się pociąć za to. To była moja "prawda"!
Wagary w szkole. Kto nie wagarował, ale po dwa tygodnie z rzędu to lekka przesada. Policja też mnie znała, chociaż nie powinna. Sygnały ze środka i z otocznia były coraz silniejsze, ale zagłuszałem je głośniejszą muzyką i gadaniną o niczym.
Były przebłyski, gdzie wraz z kolegami spędzaliśmy weekend spokojnie, film w domu, czy ognisko nad jeziorem.
Praca.. Praca jest dla motłochu i ciemnoty. Od pracy ma się garb i kredyty. Podczas niedużych kombinacji pojawiały się dorywcze fuchy. Czy się stoi, czy się leży - stówka się należy. Oto było motto młodego człowieka... Moje przewodnie hasło.
W weekendy zaczęliśmy z kolegą bawić się w DJ’i, właśnie wtedy alkohol zaczął się pojawiać w dużych ilościach.
Dość szybko okazało się, że to mój konik… PADŁ WYBÓR.

                                                    -PANACEUM NA WSZYSTKO-

Czułem, że robię źle, ale kto słuchał siebie, trzeba grać dalej, bardzo trudną rolę, różnica między tym kogo próbowałem udawać a tym co o sobie myślałem była ogromna, alkohol pomagał mi z tym żyć.
Alkohol przynosił ulgę. Ulgę od rozdarcia między sercem, ciałem a umysłem. Między skorupą a galaretą w środku.
Alkohol był wspaniałym guzikiem off na wszystkie dolegliwości, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Do tego było czym imponować przed kumplami, więc jest bonus. Życie wydawało się łatwiejsze, dziewczyny ładniejsze. Żyć nie umierać.
A ja, dusza towarzystwa, zacząłem być naprawdę lubiany. Otoczenie cieszyło się na mój widok, jak byłem, to zawsze zapowiadała się zabawa i kupa śmiechu. Oczywiście jak małpka robiłem dowcipy, nie rzadko robiąc z siebie durnia. Ale to nie było ważne, liczył się "sukces" jednostki jaką byłem.
No ale zabawa trwa, muzyka gra, nowe pojęcia i doświadczenia pojawiły się wraz z alkoholem, okres największego buntu przemijał.
Zaczęły się pojawiać dziewczyny, a wraz z nimi ogromne fale emocji. Mężczyzna "musi" mieć kobietę. Żałosne, ale wtedy w to wierzyłem. Byłem bardzo kochliwy, szukałem aprobaty, chciałem się też dowartościować.
Jako, że wtedy poczucie własnej wartości było dla mnie jakimś biadoleniem nadętego poety, to porażka na tym polu była kwestią czasu. Ale cóż, mam guzik OFF. Jakie to "wspaniałe", można "zaimponować" koleżankom wypiciem kilku piw z rzędu, a następnie, tym samym, wyleczyć rany po odrzuceniu.
Alkohol służył mi wtedy jako waluta. Ile można było załatwić za flaszkę! Pomoc majstra czy kolegi, prezent za przychylność jakiejś wpływowej osoby, upominek na urodziny, czy inne okoliczności. Idealny na wszystko! Nie trzeba się zastanawiać co kupić, żeby trafić, a do tego sam skorzystam.
Wygrałem na loterii ! Oto pojawiło się PANACEUM.

Kolejny fragment "Daj czas, czasowi" będzie z drugiego działu, umownego zmartwychwstania, przebudzenia.
Zapraszam :) Czytaj drugi fragment 

                    Aquarius