wtorek, 26 grudnia 2017

Q&A - współuzależnienie




Pytania i odpowiedzi z emaili czytelników i czytelniczek. Współuzależnienie.


Proszę mi powiedzieć jak to jest z...miłością... tzn czy mężczyzna uzależniony od piwa,wódki,tabletek psychotropowych, od pracy, czy potrafi kochać?

Każdy uzależniony jest paskudnie poraniony ale przed wszystkim jest egoistą a to z definicji przekreśla miłość. Posłuchaj, w każdym, nawet w najgorszym alkoholiku, narkomanie itd. jest odrobina światła co nie zmienia faktu że taka osoba w pierwszej kolejności myśli o zaspokojeniu własnych potrzeb. Alkoholik, czynny alkoholik stawia alkohol czy inne używki nad pozostałe wartości więc jeżeli pytasz czy bardziej kocha Ciebie czy butlę to powiem tak, być może i to całkiem możliwe gdzieś głęboko w środku kocha Ciebie i bliskich jednak ja uważam że najlepszym sposobem na sprawdzenie tego są te słowa: "Po owocach ich poznacie" a jak się domyślam po owocach wychodzi że jednak bardziej kocha butlę... 
Tak, dla czynnego alkoholika pierwszą kochanką jest butelka. Czy to znaczy że masz się na nim mścić lub litować? Kłamstwo wybiera niemal zawsze skrajności więc nie! Trzeba oddzielić alkoholizm i postępowanie od człowieka i nie oceniać całości a po prostu jego chorobę jak by to była cukrzyca. Jedno jest pewne, nie zmotywujesz alkoholika do leczenia głaszcząc go po głowie, musi sam odczuć konsekwencje picia  a do tego jest potrzebna twarda miłość: LINK

Czy w uzależnieniu i współuzależnieniu nie gubi się miłość ?

Oczywiście że się gubi, jak nie ma relacji, rozmowy, radości z seksu, wsparcia, zrozumienia i akceptacji w różnicach mężczyzny i kobiety to się gubi. Nie trzeba żyć w trójkącie z butla by miłość się pogubiła. W związku z alkoholem nie ma zaufania a to już przekreśla miłość. Tak, wiem że zaufanie jest w pewnym sensie oczekiwaniem że ktoś zachowa się tak jak tego chce ale czy jest coś złego w tym że liczysz na to by facet nie wrócił na autopilocie do domu z wypłatą? 

Małżeństwo polega na docieraniu się poprzez oczekiwania i akceptacje w drugiej osobie. Uważam że kiedy dwoje naprawdę chce dobrego związku to małżeństwo jest wspaniałą ścieżką rozwoju osobistego i duchowego, ale kiedy nie chcą współpracować to czeka ich "piekło", oczywiście tu, na ziemi. Ale to długi temat, więc powiem jeszcze raz, nie ma mowy by z alkoholem w nadmiarze stworzyć dobry związek. Ba, nie mam mowy kiedy ktoś przestanie pić a nie podejmie leczenia. To życie z granatem w tyłku, poczytaj sobie o nawrocie choroby alkoholowej i głodzie : LINK życie z alkoholikiem na głodzie to nieporozumienie!. 

Powiem jeszcze więcej, kiedy się poznaliście zakładam że nie było takiego problemu lub byłaś zauroczona (nie mylić z miłością bo ją się wypracowuje latami, zauroczenie to nic więcej jak chemia w mózgu) więc mieliście podobny system wartości itd. Kiedy on czy ona przestanie pić i podejmie leczenie w AA lub terapii nie będzie jak kiedyś. Rozwój osobisty i duchowy zwiększy wrażliwość, zmieni się system wartości i nagle zaczniecie się mijać. Kiedy jedno idzie do przodu a drugie zostaje to za kilka lat nie będziecie mieli o czym rozmawiać. Jesteście jako para jednym i całość powinna się rozwijać a nie ja nie pójdę na terapie bo to on chla. Oczywiście podstawowym problemem jest alkoholizm i to z nim trzeba się najpierw uporać ale z doświadczenia wiem że kiedy alkoholik naprawdę trzeźwieje nie zawsze jest jak by się oczekiwało...

Czy łatwo jest pomylić miłość z litością? 

Tak, to tak zwana małpia miłość, znaczy nie wiem czy tak zwana oficjalnie bo to zwrot jakiego moja żona używa :-) Miłość jest bardzo nadwyrężonym pojęciem. Kochać nie znaczy się na wszystko godzić ba taka miłość może krzywdzić. Aby dorosła osoba cokolwiek osiągnęła w życiu musi się uczyć odpowiedzialności za siebie, za bliskich i za podwładnych. Może to staroświecko brzmi ale tak jest. Małpia miłość to niby pomaganie ale tak naprawdę szkodzenie. Jak się sprząta po alkoholiku to zdejmuje się konsekwencje z jego picia a więc też szansę na naukę odpowiedzialności za siebie. Jak się za dziecko robi lekcje to to samo. Kochać to powiedzieć komuś prawdę jeżeli ta ma mu pomóc. Jeżeli nikt bliski Ci nie powiedział czegoś niewygodnego w ostatnim roku znaczy że nie otaczają Cię ludzie którzy Cię naprawdę kochają. Oczywiście nie mam na myśli zwykłego hejtu a coś co by Ci pomogło. Błędy popełniamy wszyscy, jeżeli chcemy się na nich uczyć to trzeba to przyjąć do wiadomości :-)

 Ja rozumiem że ciężko się patrzy, zwłaszcza matce jak jej ukochane dziecko się zatraca ale nie można dorosłemu człowiekowi umownie tyłka podcierać bo to nie miłość a pycha. Moje dziecko, moje wychowanie, moja miłość, tak, moje, moje, moje. Nie, nikt nie należy do mnie i do Ciebie. Z wychowaniem dzieci jest jak ze strzałą, należy ją solidnie przygotować by w końcu ustawić w łuku i puścić. To nie moje, nie pamiętam kto to powiedział. Bardzo często jest tak że matka za wszelką cenę nie chce zaakceptować uzależnienia własnego dziecka bo musiała by uznać że "Moje" wychowanie gdzieś zawiodło chociaż częściowo... Więc sprząta ile wlezie po swoim kwiatuszku nazywając to miłością. No nie, miłość to nie poprawność polityczna. Oczywiście jak ktoś chla to nie może obwiniać wszystkich za to a się zabrać za robotę. Złe dzieciństwo czy dorastanie to nie zniżka na pierdolino, to solidna para butów do wędrówki na szczyt. 

Czemu alkoholik nie chce się leczyć?

Bo ma wielkie ego. Każdy z nas ma ego i nikt nie lubi jak się nam zwraca uwagę i podważa światopogląd. Im większe ego tym większe przekonanie o własnej racji a racja jest jak dupa, każdy ma swoją. Prawda natomiast jest jedna nie rzadko zupełnie inna niż się na początku wydaje. Pójście na terapię, rozwój osobisty i duchowy zawsze wiąże się z podważeniem własnego światopoglądu, zawsze wiąże się z pokornym przyznaniem się do popełnionych błędów. Lekko nie jest powiedzieć przed sobą że przez ileś lat źle się postępowało bądź uparcie trzymało jakiejś fikcji. Można się przyzwyczaić bo pęknięcie bańki kłamstw na własny temat jest bardzo uwalniające ale nim się to stanie to lekko nie jest a strach jeszcze większy. 
Wszyscy jednogłośnie mlaskamy że każdy popełnia błędy... tak ale kiedy ktoś zwraca nam uwagę to nie wielu chce z tego lekcje wyciągnąć... Wyobraź sobie że mówię Ci, pójdź na terapię współuzależnienia lub DDA a Twoje życie za kilka miesięcy będzie zupełnie inne a za dwa lata to sama się nie poznasz, oczywiście na plus. To jak, szukasz już najbliższego ośrodka terapeutycznego? No właśnie, wyobraź sobie że alkoholik ma z tym większy problem bo ma większe ego...

Dlaczego wie,że jest uzależniony, ale ma różowe okularki, przez które widzi same plusy.
Zaprzeczenie – jeden z narcystycznych mechanizmów obronnych znanych w psychologii i psychoanalizie, pokrewny wyparciu.
Zaprzeczanie to fałszowanie obrazu teraźniejszości poprzez nieprzyjmowanie do wiadomości realnych faktów, w celu odsunięcia negatywnych myśli i uczuć, które mogłyby się z tym wiązać. Spostrzeganie rzeczywistości zachodzi z unikaniem uświadomienia sobie jej przykrych aspektów. (wikipedia)
Mechanizm iluzji i zaprzeczeń, to jeden z trzech mechanizmów alkoholizmu. Więc alkoholik z definicji nie chce tak od razu podejmować leczenia.

A na słowo leczenie dostaje drgawek i mówi,że pójdzie owszem,ale jak wyjdzie to się nachleje do nieprzytomności.

Bo strach przed zmianą i przyznaniem się do błędu go paraliżuje, bo zrobi na złość (często piłem na złość żonie) ale to tylko tania prowokacja bo jak by nic mi nie gadała to bym inny powód znalazł do picia. 

Czemu ja tak strasznie boję się ,żeby on odszedł?

Bo jesteś współuzależniona: LINK

Czy trzeba koniecznie się rozstać,żeby naprawić miłość?

Nie, żeby naprawić miłość potrzebujecie oboje się rozwinąć, oboje potrzebujecie pomocy, oboje musicie się zmienić (oczywiście pijący bardziej) Konsekwencje picia mogą wzbudzić w alkoholiku iskrę do przerwania tego błędnego koła. Tylko konsekwencje to mogą zrobić ale niestety nie zawsze robią. Tak czy siak separacja może coś zmienić bo robiąc cały czas to samo nie oczekuj zmian. Czyli w sumie nic do stracenia a jest szansa na odzyskanie faceta w którym się zakochałaś z wielkim bonusem :-)

Czy to wogóle jest możliwe?

Nadzieja umiera ostatnia. Jak ja przestałem pić to chyba każdy potrafi a była to pierwsza rzecz w życiu co mi wyszła.

Czemu on nie rozumie,że mnie krzywdzi,że jest egoistą i jakby dzieckiem?

Bo jest uzależniony.

Najbardziej boli mnie gdy jednego dnia mówi,że mnie kocha,a po trzech dniach jednak dochodzi do wniosku,że jednak nic do mnie nie czuje.

Jest nie stabilny emocjonalnie, jak każdy uzależniony. 

Ja wiem,że to ja coś żle robię,ale co?

Coś na pewno ale się nie katuj, podstawowym problemem jest alkoholizm mężczyzny z którym chcesz iść przez życie a nie Twoje wady. Na pewno je masz i oczywiście w terapii możesz je poznać i zlikwidować, chcesz? Powiedz facetowi na jasnych zasadach. Jak podejmie leczenie to ty z nim, jak nie to żegnaj. Bądź jednak gotowa na może chwilowe rozstanie, może na dłuższe... Życzę wam jak najlepiej i chętnie bym wam pomógł ale to wy, musicie postawić pierwsze kroki. Ty już kroczek masz za sobą, napisałaś do mnie. Jedno jest pewne, stojąc w miejscu (robiąc cały czas to samo) nic się nie zmieni... 

9 komentarzy:

  1. Witam. Mam pytanie czy żona alkoholika, który jest w trakcie terapii też powinna zrezygnować całkowicie z picia? Zero wyjść z koleżanką na winko itp?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Żona powinna chodzić na terapię współuzależnionych.I w tym domu już nie powinno już być picia. Alkoholizm to choroba rodziny.Nie można wymagać tylko od chorego,żeby się leczył,a samej stać w miejscu i co gorsze pić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie można zabronić nikomu picia ale w domu nie powinno się pić. Poczytaj artykuł Trzymać czy nie trzymać alkohol w domu. Co do wyjść to jeżeli są sporadyczne to możesz się umówić że znajomymi. Dobrze jednak byście też we dwójkę wychodzili na obiad, do kina czy gdzieś tam jeszcze. Pozdrawiam, ciepło

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej.kiedyś byłam w związku z mężem alkoholikiem...w pół roku od rozpoczęcia terapii współ.złożyłam spr.o rozwód....Był uzależniony i był damskim boksrem.

    Teraz od 7 lat jestem w kolejnym związku..oczywiście okazało się że też ma problem..tylko inaczej pije niz mój ex który pił codzienne..
    Ten nie musi pić wcale bądź kontrolowanie a raz na pół roku idzie w cug.
    Ciągi 3 dniowe z odtruwaniem w tle....tygodniowe z detoxem..
    Gdzieś te wspoluzaleznienie wciąż krąży..od roku stawiam granice...nie ma chlania na umor w domu.
    To już 3 raz jsk go wywalam z domu...od grudnia zeszłego roku.
    Gdzies tam znajdowal mety na ten czas na picie..u koleżanek które bzyal po pijaku...one go chciały czy nieprzytomny czy nie..
    Teraz spi i pije u swojej ex i córki 18 letniej z którymi rozstal się 10 lat temu....jak go 23tyg temu wywalilam z domu one go przyjęły.I tam pije 2 tydz
    .
    Boję się o niego.One go chronią ,kłamią ze nie pije..a pije 2 tydz.
    W domu u mnie nigdy tyle nie pił bo zaraz było pogotowie i detox.
    Wcześniej ani strata pracy ani tez wypadek ani zapaść serca w jego życiu nic nie zmieniły.

    Teraz bardzo się boję o niego...nie chce żeby umarł żeby się zapil.mmco mam robić...tylko czekać??Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj mu spokój, musi się trochę poobijać żeby poczuł skutki picia. Jeżeli wywalałaś go z domu tyle razy znaczy że też tyle razy go przyjmowałaś a to błąd bez podjęcia decyzji i konkretnych działań w kierunku leczenia. Tak naprawdę też miał komfort picia ale trochę inny. Może też jesteś zazdrosna trochę o to że jest u swojej ex... ja bym pod tym kątem spojrzał. Powinnaś podjąć terapię bo z całym szacunkiem, nie wiele z niej wyniosłaś skoro weszłaś w to samo po raz drugi. Nie oceniam cie, sam popełniam te same błędy po kilka razy aż się nie nauczę. Zadbaj o siebie bo nic się w Twoim życiu nie zmieni, z nim czy bez niego. Pozdrawiam Cię ciepło i powodzenia życzę. SB

      Usuń
  5. Wiem że powinnam dac mu spokój....ale tak strasznie się boję ze coś mu się stanie....i ten strach mnie wykańcza.
    Rok temu tak zapil ze ledwo go uratowali....pamiętam ten strach o jego życie do dziś....

    Nigdy nie pił tak dlugo jak teraz....
    Dlatego tak się boję....

    Na początku przez dlugii czas nie było widać ze ma problem...dlatego ze potrafi pić kontrolowanie nie leczac kaca na drugi dzień nawet

    Od 3 lat ma ciagi 3 dniowe...tygodniowe....sam z tego nie daje rady wyjść....zawsze trafia do szpitala

    Nigdy nie próbował się leczyć

    Czemu go przyjmuje....bo zawsze sobie tłumaczę ze przecież budujemy wspolny dom...przecież mamy wspólne plany na wakacje...ze przecież na codzień nie pije...

    Nie wiem w jakim jest teraz stanie...many kontakt tylko smsem...
    Do domu nie wróci jak pije...to wiem...tylko przeraża mnie ten dlugi czas picia....to tak dlugo trwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie podejmie leczenia nic się nie zmieni, kompletnie nic! Przyjmująć go bądź pewna że akcja się powtórzy, na 120%. Nie mówię że nie macie być razem, ale bądź świadoma że czeka cie powtórka, i tak w kółko i tak dalej. Dopóki nie podejmie leczenia będzie tak samo. Jeżeli nadal tego chcesz to jesteś bardzo współuzależniona i proszę nie zasłaniaj tego miłością bo to toksyczny związek a nie miłość. Kiedy kochasz czasami musisz kopnąć. Cokolwiek myślisz powinnaś poszukać pomocy dla siebie.

      Usuń
    2. Zastanów się czy twoja miłość jest tak serio ponad wszystko. Czy jak twoje wszystkie plany i marzenia utopia się w morzu alkoholu a ty będziesz żyć w ciągłym uciciu xawodu, żalu i niepewności, to czy nadal tak kochać będziesz? I wtedy faktycznie nie będzie już odwrotu, tylko wspomnienie zmarnowanego czasu. Bo prędzej czy później dostaniesz kolejnego psychicznego koła i będziesz musiała zbudować mur

      Usuń
  6. a ja sie musze pochwalic swoim sukcesem :) chociaz z drugiej strony... czy to faktycznie sukces?
    kiedys pisalam pod innym artykulem moja historie zycia z alkoholikiem - boxerem. wszystkie etapy mojej histerii i zaprzeczenia z nim przeszlam. i teraz tak sobie stoje z boku i stwierdzam ze kurcze...czemu ja tak dlugo nie moglam sie ogarnac? sama wszystkim krzywde robilam. On zawsze chyba bedzie ten jeden jedyny i nie wyobrazam sobie nikogo innego ale od milosci do nienawisci jednak nie jest daleka droga :(
    Bo te lata nie byl potrzebne. chronilam wszystko i walczylam o wszystko na czym mi zalezalo. tak jakos wyroslam i taki moj charakter, ze jezeli mi na czyms zalezy to walcze z calych sil. niestety alko partnera bylo kula u nogi, ktorej nie udalo mi sie zrzucic. efekt byl taki, ze z czasem okazalo sie ze mi juz nie zalezy. pozostaje tylko ten zal. bo czuje sie okradziona z uczuc i wielu spraw. i tego chyba wybaczyc nigdy nie bede umiala.
    I mozna bylo sluchac innych - madrzejszych. ze tu musze sie poddac, odposcic i pozwolic sobie na niemoc. bo nic nie zmienie a tylko pogorsze.
    i tak, po 3latach walki sie poddalam. musialam uciekac do rodzinnego miasta na macierzynski (bo z nim nie mialabym nawet pewnosci czy bedzie mnie mial kto odebrac ze szpitala z dzieckiem) i w sumie slusznie, bo w planowany dzien porodu przyjechal nawalony jak meserszmit ;/
    Przy porodzie byl, sam przecinal pepowine. kolejny raz slyszalam ze przelom. faktycznie, wydawalo sie ze jakos ogarnia. urlop spedzil z nami na trzezwo. pojechal, slyszalam ze popil ale sie nie przyznal. ale coz... mieszkamy 300km od siebie, on przyjezdza na weekendy. ja sobie odpoczelam od tych wszystkich awantur i zawodow. z dnia na dzien tesknilam mniej. wiedzialam ze popija ale juz nie walczylam o przyznanie sie - po co mi to? bezposrednio juz mnie to nie dotyka. Po 2miesiacach przyjechal do dziecka w takim stanie, w jakim bywaja dworcowi menele. nawalony i smierdzacy. wylecial z domu. zablokowalam telefon i wszystkie kontakty. jedyne co rozmawia to z moja mama, zeby wiedziec co u dziecka. podobno chodzi na AA... jezeli to prawda to nic mu to jeszcze nie dalo. ciagle jest "musze byc z wami, kocham, zrobie wszystko, nie wyobrazam sobie zycia bez was". nie widze zadnej zmiany, dlatego tez nie planuje odblokowywac telefonu. poki co ma pozwolenie na odwiedzenie dziecka 2x w tygodniu. przyjdzie pijany, straci tez to. ale widze ze zaczyna mi grac tym dzieciem. obarczajac mnie moralna odpowiedzialnoscia za brak kontaktu ze mna czy dzieckiem. za duzo widzialam zeby mnie to ruszylo. doszlo do tego ze mi wystarczy ze jego glos uslysze i mam ochote mordowac. najgorsze instynkty.
    i taka moja refleksja - jak to straszna jest choroba. ze czlowiek traci w zyciu wszystko. absolutnie wszystko a nie jest w stanie nawet zobaczyc swojego problemu. naprawde straszne.

    OdpowiedzUsuń