sobota, 16 grudnia 2017

Trzymać czy nie trzymać alkohol w domu?

Pixabay

Częste pytanie jakie stawia sobie młody wilk na początku drogi. Trzymać czy nie trzymać alkohol w domu. Przecież jak nie chce pić to się człowiek nie na pije a jak chce pić to z pod ziemi wykopie, prawda? Tak... i nie! Dlaczego? Zapraszam:

Jak to jest z tym zapasem alkoholu w domu. Po pierwsze zapasy z definicji tworzy się na później na trudniejsze czasy. Z czego się tworzy te zapasy? Z tego czego będzie brakować. Więc jeżeli spodziewamy się zimy a np. wiemy że w Polsce zima trwa kilka miesięcy więc robimy zapasy żywności bo od jesieni do wiosny słabo w owoce i warzywa. To znaczy dzisiaj nie my robimy zapasy a robią to hurtownicy, przetwórnie lub żywność jest po prostu sprowadzana. Swoją drogą uważam że nie jest to idealne choć wygodne rozwiązanie. Dlaczego? Markety mają na stanie żywności na 3-5 dni, dolicz do tego to co masz w lodówce i gdyby system zawiódł  na przykład od hiper inflacji po przerwy w dostawach prądu to od spokojnego państwa do anarchii dzieli nas tydzień...Oczywiście należy liczyć na rząd ale doświadczenie mi podpowiada że jak umiesz liczyć, licz na siebie. 

Po tej dygresji przejdźmy do tematu głównego. W odpowiedzi na pytanie ze wstępu zgadzam się z tym że jak ktoś nie chce pić to się nie napije a jak chce to z pod ziemi wykopie. 
Kiedy piłem to nie było dla mnie sytuacji że sobie nie wypiję. Wstawać co najmniej półtorej godziny przed czasem by wypić kilka piw o piątej rano nie było czymś egzotycznym podobnie jak pójście kilka kilometrów zimą w nocy na stacje paliw, przepłacić za alkohol tylko po to by się dopić. A uwierz że gorsze, znacznie gorsze rzeczy byłem w stanie zrobić dla papu. Zapasy robiłem zawsze kiedy wiedziałem że dostęp będzie ograniczony (głównie święta) Jednak ile bym nie miał nagromadzone i tak zawsze było za mało. A jaka była niespodzianka kiedy zapomniałem gdzie schowałem i po tygodniach to pod podłogą, za szafą czy głęboko w aucie schowane się odnajdywało...Maskara jakaś!

Z drugiej strony kiedy przestałem pić to pierwsze półtorej roku mieszkałem nad sklepem monopolowym za każdym razem kiedy wchodziłem lub wychodziłem z domu mijałem skrzynki z na szczęście pustymi butlami. Jednak miałem dostęp alkoholu praktycznie na zawołanie a mimo to nie napiłem się. 

No i co z tego! Cała sztuka polega na tym by pewne rzeczy sobie utrudnić! To jest oczywiste że jak się uprę to się napije! Ale jak zrobię sobie schody, jak sobie utrudnię dostęp do alkoholu to będę miał czas na przemyślenie mojego zachowania, będę miał czas na telefon do znajomego. Będę miał czas na zatrzymanie się. 

Jak trzymasz w domu alko może Ci tego czasu zabraknąć. To logiczne że dłużej trwa ubranie kurtki, wyjście z domu chociaż za róg do monopolowego niż zerwanie dupska z kanapy do barku. Po za tym wiem że głód czy nawrót alkoholowy potrafią zadziałać podstępnie i nawet nie spodziewasz się kiedy spontanicznie sięgniesz po butelkę. Powiedzmy wprost, alkohol w domu trzeźwiejącego alkoholika to tykająca bomba! Nie ma co! Należy sobie utrudniać dostęp do alkoholu by mieć czas na myślenie! 

Kolejna sprawa jest taka że po co Ci alkohol w domu kiedy nie pijesz? No na logikę! Jeździsz na nartach? Ja akurat nie, więc nie mam w domu nart! Chorujesz na cukrzyce? Ja nie, więc nie mam w domu insuliny! Masz kosiarkę do trawy? Ja mam, na benzynę więc nie trzymam zapasu oleju napędowego w garażu! Nie piję więc nie mam alkoholu w domu. 

Oczywiście, może być taka sytuacja że inni domownicy piją i wówczas pozostaje tylko rozmowa i próby wytłumaczenia że to Ci szkodzi i nie chcesz mieć pola minowego w mieszkaniu. Alkohol jest dostępny w Polsce bardziej niż chleb i mówię to poważnie! Jak będzie potrzeba to zawsze mogą bliscy kupić po wyjściu z domu. Spotkania mogę też odbywać się bez alkoholu. Mój dom czy wcześniej mieszkanie odwiedziło bardzo wiele osób z rodziny i znajomych od 2009 roku bez jednego piwa na stole i wszyscy byli zadowoleni. Ci którzy sobie nie wyobrażali spotkania bez alkoholu i tak maja mnie za dziwaka więc naturalnie się wykruszyli. Mój dom i u mnie się nie pije! Ale ze mnie rasista i ksenofob prawda ;-) 

Nie pije więc nie mam alkoholu w domu, jestem alkoholikiem, trzeźwiejącym ale jednak alkoholikiem więc w kwestii % nie mogę polegać na sobie. Wolę wyprzedzać własne gorsze dni i nie obstawiać się minami. 

Skoro jestem przy temacie dostępu do alkoholu w domu czy po za nim. W rządzie nie tak dawno temu pojawiła się ustawa o ograniczeniu dostępu do alkoholu. Ja jestem za! Po pierwsze nie jestem wrogiem alkoholu! Po drugie dupa mnie nie boli że ja "nie mogę" pić. Oczywiście że mogę, mam skończone 18 lat! Ja nie chcę! 
Ale moi drodzy, jeżeli w naszym cudownym kraju który kocham z jego wadami i zaletami w samej Bydgoszczy mamy tyle sklepów monopolowych co w całej Norwegii to coś nie gra prawda? 
Na stacji paliw czy w małych po PGR wioskach nie zawsze znajdziesz żywność ale alkohol tak! To jest patologiczna sytuacja! Oczywiście ograniczenia wprowadzałbym przez kilka-kilkanaście lat by nie narosło jak grzybów po deszczu melin ale tym niech się zajmą Ci których żeśmy do władzy wynajeli. 

Lepiej gromadzić pieniądze i żywność na czarną godzinę niż alkohol, wszystkim wyjdzie to na zdrowie :-) Miłego kochani, SB

8 komentarzy:

  1. Robisz kawał dobrej roboty, czyta się to jak książkę z nadzieją. Niejednego uratowałeś albo uratujesz, albo pomożesz zatrzymać się na mglistym pograniczu. Czego i sobie życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, powodzenia życzę :-)

      Usuń
  2. Myślę, że ze sklepami monopolowymi jest trochę jak z burdelami.
    Jeśli ktoś nie korzysta z takich usług, to nawet 10 agencji towarzyskich w jego dzielnicy go nie skusi.
    Ale zgadzam się z Tobą, że lepiej nie mieć zapasów alkoholu w domu i nie kusić losu, jeśli ktoś jest trzeźwym alkoholikiem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maks nie zgodzę się z tym przykładem :-) jesteśmy tak silni jak nas życie sprawdziło, jesteś pewien że byś nie skorzystał z agencji mając ich 10 w okół siebie? Mówi się że to okazja czyni złodzieja... Coś w tym jest :-) to to samo tylko że w większej skali. Pozdrawiam ciepło, SB

      Usuń
    2. Pozwolę sobie na swoje przemyslenia:) a więc uważam, że dla zdrowiejacego seksoholika te 10 agencji w pobliżu nie byłoby komfortową sytuacją, ale dla faceta z zasadami i tak jak Maks podkreślił, który nie korzysta z takich usług nie miałoby znaczenia, że są w pobliżu :) Co do alko w domu lepiej go nie mieć za ścianą w barku, ale mieszkając z np. lekarzem, który często dostaje takie "prezenty" może być ciężko :) Pozdrawiam Anka

      Usuń
    3. Oczywiście, Maks to na pewno super facet! Też jestem facetem z zasadami, nie korzystałem i korzystać nie mam zamiaru :-) wiem tylko tyle że prawdopodobieństwo zwiększa się z ilością możliwości. To jak z alko w domu tylko w większej skali. Oczywiście najlepiej gdy mamy wyrozumiałych członków rodziny ale wiem też że są domy z gromadą alkoholików i jednym trzeźwiejącym... Wówczas trzeba podejmować bardzo trudne decyzje ale to już na inny artykuł. Super dyskusja się rozkręca :-) Pozdrawiam ciepło sb

      Usuń
  3. Dziękuję Wam za miłe słowa :) Myślę, że każde z nas ma trochę racji. Bo przeciętnego faceta nie skusi duża liczba burdeli. Ale seksoholik może mieć z tym problem. Albo marynarz w obcym porcie, albo facet pracujący zagranicą, a mający rodzinę w Polsce..
    Co do alkoholu, to wszystko zależy chyba od konkretnego człowieka. Mój ojciec, po wielu latach abstynencji, potrafi nawet polewać alkohol podczas uroczystości rodzinnych czy innych imprez. Ale z drugiej strony większość jego znajomych to ludzie niepijący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zauważyłeś Maks z przykładami mężczyzn. W ekstremalnej sytuacji jak u alkoholika na glodzie okazja może sprowokować działanie. Dlatego uważam że mniej monopolowych w pl zrobi wszystkim lepiej a alkohol w domu alkoholika to bomba. Pozdrawiam

      Usuń